L Lorotica Wielojęzyczny portal erotyczny
Popularne wyszukiwania: Romans · Romans · Cuckold · Podróże · Biuro / Miejsce pracy

Mężczyzna z zielonym notesem

Opowiadania Nieznajomi · ok. 12 min czytania · Od 18 lat

Księgarnia w Kolonii-Ehrenfeld, deszczowy dzień, notes. Krótkie opowiadanie literackie. Od 18 lat.

Padało od przedpołudnia. Księgarnia w Ehrenfeld o wpół do siódmej miała już prawie pustą salę, od czwartej byłem sam na sprzedaży i już trzy razy zamierzałem wyłączyć snop światła przy drzwiach wejściowych, bo przyciągał ostatnich przechodniów, którzy wchodzili tylko po to, by schronić się przed deszczem. Moja czarna spódnica lepiła mi się do ud, wilgotność powietrza sprawiała, że kark mi się pocił, i czułem, jak moja koronkowa bielizna pod bluzką robi się wilgotna – nie od deszczu, ale od ciszy, od pustki, od tęsknoty za czymś, do czego nie chciałem się przyznać.

Przyszedł dziesięć po szóstej. Stał najpierw przez chwilę w drzwiach, rozglądał się, zanim wszedł, tak jak robią to tylko ludzie, którzy chcą czegoś konkretnego, nie wiedząc, co to jest. Miał około czterdziestki, ciemny płaszcz, ciemniejszy w miejscach, gdzie był mokry, i trzymał w ręku zielony materiałowy notes. Jego dłonie były smukłe, z długimi palcami, i od razu wyobraziłem sobie, jak te palce przesuwają się po moim ciele. Puls mi przyspieszył, gdy się zbliżył, i poczułem, jak moje sutki pod bluzką twardnieją, tak bardzo, że napierają na materiał.

„Czy może mi pan pomóc?” Jego głos był niski, ochrypły od pogody, ale łagodny.

„Spróbuję.” Oparłem się o ladę, powoli przesuwając wzrokiem po nim. Płaszcz napinał się na jego szerokich ramionach, a gdy się poruszył, zobaczyłem zarys jego ciała pod spodem. W ustach mi zaschło.

„Szukam książki, z której znam tylko trzy wersy. Nie znam ani tytułu, ani autora. Czytałem ją dwadzieścia lat temu w pociągu.”

Oparłem się o ladę. To była jedna z lepszych gier w pustej księgarni w deszczu. Żyłem z tego, ale w tej chwili żyłem czymś innym – sposobem, w jaki na mnie patrzył, jak jego wzrok zatrzymywał się na moim dekolcie, który celowo zostawiłem głęboko rozpięty.

„Jakie trzy wersy?”

Otworzył zielony notes, szukał konkretnej strony, przeczytał na głos. Jego usta formowały słowa powoli, niemal czule, i wyobraziłem sobie, jak te usta przesuwają się po mojej szyi, jak obejmują moje sutki, jak mnie liżą, aż krzyczę.

„Miasto było najpiękniejsze w maju, kiedy kwiaty lipy zaczynały wpadać do filiżanek, i nikt nie miał odwagi ich wyłowić, bo zrywanie kwiatu z filiżanki herbaty w tym mieście uchodziło za niegrzeczne.”

Słuchałem go. Czytał jak ktoś, kto robił to często – cicho, precyzyjnie, bez dramatycznego tonu. Ale pod tym spokojem wyczułem coś palącego, coś nienasyconego. Zastanawiałem się, zastanawiałem się dłużej, niż powinien zastanawiać się księgarz. Potem powiedziałem, pochylając się ku niemu tak blisko, że moje ramię otarło się o jego:

„To Joseph Roth. Hotel Savoy. Chyba. Albo Marsz Radetzky’ego. Muszę sprawdzić.”

Podszedłem do regału. On poszedł ze mną. Staliśmy obok siebie, a ja poczułem wilgoć jego płaszcza, zapach, który czułem od rana, ale teraz gęstszy, bo ten płaszcz wisiał dwie godziny w deszczu. Do tego doszedł jego zapach – coś drzewnego, coś męskiego, coś, co uderzyło mi prosto w łono. Poczułem, jak moja cipka robi się wilgotna, jak wilgoć przesącza się przez majtki, jak chcę rozchylić nogi dla niego.

Przewracałem strony. Nie znalazłem tego fragmentu. Znalazłem podobny, ale nie ten, i nagle poczułem zakłopotanie, bo dziesięć minut temu byłem taki pewny. Ale nie chciałem, żeby odszedł. Chciałem, żeby został, żeby na mnie patrzył, żeby mnie dotknął.

„Może to nie Roth”, powiedziałem. „Może ktoś, kto pisze jak Roth.”

„Może.”

Spojrzał na mnie. Ja spojrzałem na niego. Staliśmy od pięciu minut przy regale z Rothem i żadne z nas nie odchodziło. Zauważyłem, że mój oddech staje się płytszy, że moje piersi unoszą się i opadają pod bluzką, że on się w nie wpatruje, że jego jabłko Adama porusza się w górę i w dół, gdy przełyka.

„Zbiera pan zdania?”, zapytałem.

„Odkąd skończyłem dziewiętnaście lat.”

„Ile pan ma?”

„Około sześciuset.”

„Proszę mi przeczytać jeszcze jedno.”

Spojrzał na mnie, przez chwilę badawczo, po czym znów otworzył notes. Przewrócił kilka stron wstecz. Obserwowałem jego palce – te długie, smukłe palce, które teraz przesuwały się po papierze, które wyobrażałem sobie, jak wnikają we mnie, jak mnie rozciągają, jak doprowadzają mnie do szczytu.

„Są ludzie, którzy wchodzą do pokoju, jakby to było ich mieszkanie.”

„Kto?”

„Eduard von Keyserling. Fale.”

Zostaliśmy przy regale. Poprosiłem o jeszcze jedno. Przeczytał zdanie. Poprosiłem o jeszcze jedno. Trwało to pół godziny. Zrobiła się siódma. Księgarnia zamykała się o wpół do ósmej. Mogłem odwrócić tabliczkę, ale tego nie zrobiłem. Zamiast tego zrobiłem krok bliżej, tak blisko, że jego płaszcz dotknął mojej spódnicy, i poczułem ciepło bijące od jego ciała.

„Jak pan ma na imię?”, zapytałem w końcu.

„Adrian.”

„Napije się pan kawy, Adrianie?” Obniżyłem głos, wplatając w pytanie obietnicę.

„Jest siódma wieczorem.”

„To wina.”

Skinął głową. Zamykałam o siódmej dwadzieścia. Przeszliśmy Venloer Straße do baru z winem, w którym od lat byłam stałą bywalczynią, i dostaliśmy stolik z tyłu, bez konieczności rezerwacji. Zamówił Grünera, ja też. Usiadłam tak, że moje kolano prawie dotykało jego pod stołem, i powoli przesunęłam wzrokiem po jego twarzy, po jego ustach, po szyi, w dół do klatki piersiowej, niżej do krocza, gdzie dostrzegłam lekkie wybrzuszenie w jego spodniach, które sprawiło, że stałam się jeszcze bardziej wilgotna.

Rozmawialiśmy długo. Był redaktorem w Monachium, przyjechał do Kolonii na spotkanie, które go rozczarowało. Zawsze nosił przy sobie notes. Dwa lata temu stracił partnerkę życiową – rak, szybko – a w notesie były zdania, które przetrzymały go przez te dwa lata. Słuchałam, ale moje myśli krążyły gdzie indziej. Myślałam o tym, jak zabiorę go do domu, jak go rozbiorę, jak wezmę jego twardego kutasa do ust.

„O której masz pociąg?” – zapytałam.

„Jutro o dziewiątej.”

„Gdzie śpisz?”

„W Excelsior.”

„Chcesz mi wcześniej przeczytać jeszcze piętnaście zdań?” Pochyliłam się, opuściłam bluzkę nieco niżej, ukazując mu górną krągłość moich piersi.

Spojrzał na mnie. Ja spojrzałam na niego. Jego wzrok wędrował od moich oczu do moich ust, do mojego dekoltu, i widziałam, jak zapiera mu dech, jak jego dłoń drży na stole. Skinął bardzo lekko głową.

„U ciebie w mieszkaniu?”

„Jeśli chcesz.”

„Chcę.” Jego głos był teraz głębszy, bardziej chrapliwy, pełen pożądania.

Moje mieszkanie znajdowało się trzy ulice dalej. Szliśmy szybko, w milczeniu, tylko odgłos naszych kroków na mokrym asfalcie. Deszcz osłabł, ale powietrze wciąż było ciężkie, wilgotne, pełne napięcia. Na klatce schodowej zatrzymałam się, odwróciłam, spojrzałam na niego. Stał o stopień niżej, jego twarz na wysokości mojego łona.

„Adrian” – szepnęłam. „Przestań patrzeć na mnie, jakbym była książką. Nie jestem książką. Jestem kobietą, która od dwóch godzin myśli o tym, jak twój kutas czuje się we mnie.”

Wzdrygnął się, jakbym go uderzyła, ale potem się uśmiechnął – powolnym, gorącym uśmiechem, który przeszedł przez całe moje ciało. Wszedł o stopień wyżej, przyparł mnie do ściany, jego dłonie na moich biodrach, usta przy moim uchu.

„To powiedz mi, czego chcesz” – wyszeptał.

„Chcę, żebyś mnie przeleciał. Mocno. Teraz.”

Wyłowiłem klucz z kieszeni, otworzyłem drzwi drżącymi rękami. Ledwo znaleźliśmy się w środku, on zrzucił płaszcz, a ja zobaczyłem jego ciało – szerokie ramiona, wąską talię, ramiona rysujące się pod koszulą. Podszedłem do niego, wyciągnąłem koszulę ze spodni, przesunąłem palcami po jego nagiej skórze, po płaskich mięśniach brzucha, w dół do paska.

„Chcę cię posmakować” – powiedziałem i opadłem na kolana.

Jego dłonie wsunęły się w moje włosy, gdy rozpinałem mu pasek, ściągałem zamek błyskawiczny, zsuwałem spodnie w dół. Jego penis wyskoczył mi naprzeciw – długi, gruby, żołądź już wilgotny od pożądania. Objąłem go obiema dłońmi, poczułem bijące od niego ciepło, twardość pulsującą w moich rękach. Otworzyłem usta, wziąłem żołądź między wargi, powoli okrążając go językiem.

„Kurwa” – jęknął, jego palce wbiły się w moje włosy. „Dalej”.

Opuszczałem głowę coraz niżej, biorąc jego penisa tak głęboko, jak tylko mogłem, aż dotknąłem nim gardła. Czułem, jak napiera na mój język, jak się napina, jak przyciska biodra do mojej twarzy. Ssałem go, ciągnąłem, przesuwałem językiem wzdłuż spodniej strony, podczas gdy moje dłonie masowały jego jądra – jędrne i ciężkie.

„Wstań” – rozkazał, a jego głos stał się teraz twardy, żądający. „Rozbieraj się”.

Byłem posłuszny. Powoli zdjąłem bluzkę, odsłaniając stanik – czarną koronkę ledwie zakrywającą moje piersi. Wpatrywał się we mnie, jego penis wciąż stał twardy i lśniący od mojej śliny. Rozpiąłem spódnicę, opuściłem ją na podłogę, stałem przed nim tylko w staniku, majtkach i pończochach. Moja cipka płonęła, wilgoć ze mnie kapała, czułem, jak moje majtki stają się mokre.

„Chodź tu”. Przyciągnął mnie do siebie, jego dłonie znalazły mój tyłek, przycisnęły mnie do jego nagiego ciała. Poczułem jego penisa na swoim brzuchu, poczułem bijące od niego ciepło. Pocałował mnie – twardo, żądająco, jego język wdarł się do moich ust, jakby chciał mnie posiąść. Odpowiedziałem na pocałunek, pozwalając swojemu językowi tańczyć z jego, podczas gdy jego dłonie rozpinały mój stanik i uwalniały moje piersi.

Przesunął ustami z moich ust na szyję, na ramiona, w dół do piersi. Odrzuciłem głowę do tyłu, gdy wziął jedną z moich brodawek do ust, obrabiał ją językiem, ssał, aż stała się twarda i nabrzmiała. Jęknąłem głośno, wbiłem palce w jego włosy, przyciskając jego głowę mocniej do swojej piersi.

„Tak, właśnie tak” – sapnąłem. „Weź mnie”.

Pozwolił swoim dłoniom wędrować niżej, po moim brzuchu, pod moje stringi. Jego palce odnalazły moją mokrą cipkę, która już na niego czekała, która płonęła z pożądania. Przeciągnął po moich wargach sromowych, zebrał moją wilgoć, pozwolił swoim palcom powoli wejść we mnie – jeden, potem drugi – i poczułam, jak mnie rozciągają, jak mnie wypełniają, jak są głęboko we mnie.

„Jesteś taka mokra”, wyszeptał mi do ucha. „Taka cholernie mokra. Chcę cię pieprzyć, aż nie będziesz mogła ustać.”

„Zrób to”, błagałam. „W końcu mnie przeleć.”

Zdarł ze mnie stringi, odwrócił mnie, przycisnął do ściany. Poczułam jego dłonie na moich biodrach, jego żołądź na mojej cipce, która otwierała się, by go przyjąć. Wszedł powoli – centymetr po centymetrze – i poczułam, jak mnie wypełnia, jak rozprzestrzenia się we mnie, jak czuję go w sobie, głębiej niż cokolwiek, co kiedykolwiek czułam.

„Tak”, jęknęłam. „O tak. Pieprz mnie.”

Zaczął pchać – najpierw wolno, potem szybciej, mocniej. Poczułam, jak jego kutas wchodzi i wychodzi ze mnie, jak ociera moje ścianki, jak pieści mnie od środka. Przycisnęłam się do niego, chciałam go głębiej, chciałam go całego w sobie. Moje dłonie chwyciły ściany, framugi drzwi, podczas gdy on mnie pieprzył, podczas gdy jego oddech uderzał gorąco w mój kark.

„Czujesz się tak cholernie dobrze”, warknął. „Taka ciasna, taka gorąca.”

Cofnął się, odwrócił mnie, uniósł do góry. Oplotłam nogami jego biodra, poczułam, jak jego kutas znów wsuwa się we mnie, jak przyciska mnie do ściany. Pieprzył mnie teraz na stojąco, jego dłonie pod moim tyłkiem poruszały mną w górę i w dół, podczas gdy ja trzymałam się jego ramion. Każde pchnięcie sięgało głęboko, każde pchnięcie sprawiało, że jęczałam, krzyczałam, traciłam kontrolę.

„Zaraz dojdę”, sapnęłam, moja cipka zacisnęła się, fale rozkoszy narastały. „Adrian, dochodzę.”

„Dojdź dla mnie”, wyszeptał. „Dojdź teraz.”

Pchnął mocniej, głębiej, i poczułam, jak napięcie we mnie eksploduje. Mój orgazm rozerwał mnie na strzępy, sprawił, że zadrżałam.

Gefällt dir die Geschichte? Teile sie 🔥

X Reddit Telegram WhatsApp Tumblr kopiert ✓
Oceń: Bądź pierwszy

Głosy społeczności

Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.

Bez logowania i e-maila — wystarczy pseudonim.

Zutritt nur für Erwachsene

Diese Website enthält ausschließlich für volljährige Personen bestimmte Inhalte sinnlicher und erotischer Natur.

Mit dem Eintreten bestätige ich:

Die Bestätigung wird in einem Cookie für 30 Tage gespeichert. Ein Widerruf ist jederzeit durch Cookie-Löschung möglich. Diese Abfrage ersetzt keine technische Jugendschutzsoftware nach § 11 Abs. 1 JMStV; deren Einsatz wird Eltern dringend empfohlen.

Susi · KI-Komplizin (Avatar: AI-generiert via Pollinations.ai Flux, CC0-Stil)Pisz z Susi