Spalona kawa i wytarte obicia – zapach ciążył w wagonie, gdy Chiara odsunęła drzwi. Klimatyzacja buczała, przynosząc niewiele ochłody. Późny wieczór, pociąg do Wiednia toczył się przez czerń Brandenburgii. Jej miejsce: przy oknie w przedziale czteroosobowym. Gdy otworzyła drzwi przesuwne, zobaczyła go: mężczyznę przy oknie korytarzowym. Po trzydziestce, ciemne włosy, lekko siwiejące na skroniach, górny guzik koszuli rozpięty, spod niego muśnięcie ciemnego owłosienia na klatce piersiowej. Podniósł wzrok znad książki i uśmiechnął się krótko, jego oczy powoli przesunęły się po jej sylwetce – obcisłej bluzce, która podkreślała pełne piersi, krótkiej spódniczce, która odsłaniała długie nogi.

„Dobry wieczór” – powiedział głosem, który brzmiał głębiej, niż się spodziewała, tonem, który przesiąkł prosto w jej podbrzusze i wywołał tam znajome pulsowanie.
Odpowiedziała na powitanie, usiadła nieco naprzeciwko. Torbę obok siebie, wzięła głęboki oddech, czując, jak jej figi już lekko wilgotnieją – reakcja, której nie potrafiła kontrolować. Ostatnie dni: prezentacja w Hamburgu, niekończące się spotkania, opóźnienie. Teraz siedziała tutaj, zmęczona, a jednak dziwnie rozbudzona, każdy nerw napięty jak struna. Mężczyzna przewracał kartki książki, ale jego spojrzenia wciąż wędrowały ku niej – niemy dialog, który mrowił pod jej skórą i sprawiał, że jej sutki twardniały.
„Długa podróż” – zauważył po chwili, jego głos był szorstki. „Jestem Felix.”
„Chiara” – odpowiedziała, zakładając blond kosmyk za ucho, jej palce lekko drżały. Poczuła, jak jej uda mimowolnie rozchylają się odrobinę, a gorąco między nimi narasta.
Pociąg szarpnął, światła przesuwały się obok. Na zewnątrz tylko czerń, przerywana światłami wiosek. Cisza między nimi była napięta jak puszczona gumka. Felix zamknął książkę i pochylił się do przodu, jego wzrok powoli wędrował po jej dekolcie.
„Czy mogę o coś zapytać? Wygląda pani, jakby miała pani ciężki dzień za sobą.”
Zaśmiała się cicho. „Aż tak źle? Myślałam, że dobrze to ukrywam.”
„Nie. Tylko pewne wyczerpanie. Jakby musiała pani coś ze sobą rozstrzygnąć.” Jego oczy spoczęły na jej ustach, a ona poczuła, że zasycha jej w gardle.
Jej policzki płonęły. Miał rację. Było w niej jakieś ssanie, niepokój, który nie brał się z podróży. Była zaręczona, z Markusem, od trzech lat. Dobry związek, stabilny, ale ostatnio czegoś brakowało – bezimiennego pragnienia, głodu, którego Markus nigdy nie zaspokoił. A teraz siedziała tu z obcym, który ją przejrzał, którego spojrzenie rozbierało ją, nie dotykając.
„Może” – przyznała, nie spuszczając wzroku. „A pan? Dokąd pan jedzie?”
„Do domu. Do żony i córki.”
Skinęła głową. „Brzmi jak szczęśliwe spotkanie.”
„Ja. Aber manchmal ist der Weg das Ziel, nicht wahr?“ – „Tak. Ale czasami droga jest celem, prawda?” Oblizał powoli dolną wargę, a Chiara poczuła, jak jej cipka staje się wilgotna.
Jak za cichą umową milczeli. Pociąg jechał dalej. Chiara czuła, jak jej zmęczenie ustępuje miejsca dziwnej czujności. Każde włókno jej ciała zdawało się być zwrócone ku Felixowi. Obserwowała jego dłonie, gdy trzymał książkę, żyły pod skórą. Silne dłonie, długie palce. Wyobraziła sobie, jak te dłonie jej dotykają – jak rozpinają jej bluzkę, obejmują jej nagie piersi, jak jej palce wsuwają się w jej wilgotną szparę. Ta myśl sprawiła, że zadrżała w środku, i poczuła, jak jej cipka zaczyna pulsować.
Pierwsze wahanie
Około północy światło w przedziale zgasło. Tylko awaryjna lampka paliła się słabo, rzucając cienie na twarz Felixa i podkreślając krawędzie jego szczęki. Pociąg zatrzymał się na stacji. Dwóch pasażerów wsiadło i usiadło w innym przedziale. Byli sami. Felix wstał i opuścił żaluzję. „Przeszkadza pani? Światło na zewnątrz jest ostre.”
„Nie” – szepnęła. Jej serce biło szybciej, krew szumiała jej w uszach.
Kiedy usiadł z powrotem, był bliżej niej. Dystans zdawał się kurczyć. Słyszała jego oddech, surowy i równomierny. „Chiara” – powiedział cicho. „Czy mogę zrobić coś szalonego?”
Spojrzała na niego. W jego oczach płonął ogień, który ją przerażał i przyciągał. „Co takiego?”
„Chcę wziąć panią za rękę. Tylko na chwilę.”
Jej gardło ścisnęło się. Skinęła głową. Jego palce odnalazły jej dłoń. Dotyk był delikatny, ale stanowczy. Jego dłoń była gorąca, a gdy objął jej palce, dreszcz przebiegł przez jej ramię. Obwód się zamknął. Odpowiedziała na uścisk, lekko otwierając dłoń. Jego opuszki przesunęły się po jej wewnętrznej stronie dłoni – ruch, który promieniował prosto w jej podbrzusze i rozgrzał jej wilgotną szparę.
„Nie wiem, co to jest” – mruknął. „Ale nie mogę inaczej.”
„Ja też nie” – wyszeptała, a jej głos zabrzmiał obco w jej uszach – ochryple, pożądliwie.
Przyciągnął jej dłoń do siebie i położył na swoim udzie. Poczuła przez palce materiał jego spodni, ciepło jego ciała. Instynktownie poruszyła palcami, wyczuwając napięcie w jego mięśniach, twarde wybrzuszenie rysujące się pod tkaniną. Westchnął cicho, a jego biodra mimowolnie naparły na jej dłoń. „Powinniśmy uważać” – szepnęła, ale jej dłoń pozostała, a palce przesuwały się po wypukłości.
„Wiem. Ale nie chcę uważać. Nie tej nocy.”
Podniósł jej dłoń do ust i pocałował kostki palców, potem każdy palec z osobna, jego język na chwilę wsunął się między jej palce. Pocałunek był delikatny, ale pełen znaczenia. Chiara poczuła, jak jej piersi napinają się, sutki twardnieją pod bluzką, jak jej cipka staje się wilgotna i lepka. Pragnęła, żeby nie przestawał, żeby wziął ją tu i teraz.
„Chodź do mnie” – powiedział i delikatnie pociągnął ją na ławkę. Opadła obok niego, czując nacisk jego biodra na swoje uda. Jego ramię oplotło ją, a ona przytuliła się do niego. Jego ciało było twarde i znajome, choć go nie znała. Uniosła twarz, a on ją pocałował.
Pocałunek zaczął się łagodnie, badawczo – potem stał się bardziej zachłanny. Jego język spotkał się z jej językiem, a ona poczuła smak kawy i czegoś słodkiego. Wbiła palce w jego włosy, czując miękkie pasma, przyciągnęła go bliżej. Jego dłoń przesunęła się z jej talii na biodro, przyciągając ją mocniej do siebie. „Mam żonę” – wymruczał w jej usta. „A ja narzeczonego” – odpowiedziała. „Ale to teraz nieważne.”
Wysunął jej bluzkę spod spódnicy, jego dłoń wślizgnęła się pod nią. Jego palce dotknęły nagiej skóry jej pleców, a ona wzdrygnęła się. Jego dotyk palił jak ogień. Chciała więcej. Pociąg zahaczył o rozjazd, a jego rytm zdawał się ją kołysać. Delikatnie odchylił ją do tyłu, aż oparła się plecami o ścianę. Nachylił się nad nią i całował jej szyję, jego usta wędrowały do obojczyka, delikatnie ssąc skórę. Jego dłoń przesunęła się z jej pleców na przód, objęła jej pierś, uszczypnęła stwardniały sutek przez cienki materiał.
„Chcę cię słyszeć” – szepnął. „Ale musimy być cicho.”
Skinęła głową, przygryzając wargę. Jego druga dłoń wsunęła się pod jej spódnicę, przesuwając się po nagich udach. Nie miała na sobie pończoch, tylko maleńkie stringi, które już dawno czuły się jak mokra szmatka. Jego palce musnęły wewnętrzną stronę jej uda, coraz wyżej, aż dotarły do wilgotnego ciepła jej majtek. Poczuł wilgoć przez materiał i cicho jęknął. „Jesteś taka mokra” – wymruczał, a jego palce delikatnie ucisnęły jej szparę.
„Dla ciebie” – wyszeptała, a jej biodra mimowolnie poruszyły się przeciw jego dłoni.
Odsunął stringi na bok, a jego palce wślizgnęły się między jej wilgotne wargi. Jęknęła cicho, gdy znalazł jej łechtaczkę, mały guzek, który natychmiast spuchł pod jego dotykiem. Pocierał ją powoli, okrężnymi ruchami, podczas gdy jego druga dłoń rozpinała jej bluzkę, guzik po guziku. Poczuła chłodne powietrze na nagiej skórze, a potem jego gorące usta na swojej piersi. Ssał jej sutek, podczas gdy jego palce nadal pracowały w jej wnętrzu, dwa palce wsuwające się w jej wilgotną cipkę.
Ugięła się ku niemu, jej oddech był krótki i gorący. Odepchnął ją delikatnie, uklęknął przed nią na podłodze przedziału, uniósł jej spódnicę. Powoli ściągnął jej stringi, przez uda, łydki, stopy. Leżała przed nim, na wpół naga, bluzka rozpięta, jej piersi prezentowały się przed nim. Pochylił się i zanurzył głowę między jej udami, jego język natychmiast odnalazł jej łechtaczkę.
„O Boże”, sapnęła, jej palce wbiły się w jego włosy.
Lizał ją powoli, z rozkoszą, jego język ślizgał się po jej wilgotnych fałdach, okrążał łechtaczkę, na chwilę zanurzał się w jej cipce. Smakowała słodko i słono, jej soki spływały mu po brodzie. Uwielbiał, jak drgała i jęczała, jak jej biodra napierały ku niemu. Jego język stał się szybszy, mocniejszy, ssał jej łechtaczkę, a ona poczuła, jak jej palce u stóp się wyginają.
„Zaraz dojdę”, sapnęła.
Ssał dalej, aż doszła z przenikliwym krzykiem (na szczęście zagłuszonym przez przejeżdżający pociąg), jej cipka drgała pod jego językiem, jej soki trysnęły mu do ust. Ale chciała więcej. Chciała poczuć go w sobie.
„Pieprz mnie”, szepnęła ochrypłym głosem. „Teraz.”
Wstał, rozpiął spodnie drżącymi rękami. Jego członek stał sztywno, żołądź błyszczała. Chwyciła go, poczuła twarde ciepło, poprowadziła go do swojej wilgotnej szczeliny. Wszedł w nią powoli, a ona jęknęła, gdy ją wypełnił. Przez chwilę pozostał nieruchomy, pozwalając sobie przyzwyczaić się do jej ciasnoty.
„Ruszaj się”, zażądała, a on zaczął pchać.
Objęła go za ramiona, czuła każde pchnięcie głęboko w sobie. Pociąg dudnił, rytm jego pchnięć dopasował się do taktu kół. Poczuła, jak wzbiera w niej druga fala, podczas gdy on pulsował w niej. Pchnął mocniej, a ona pocałowała go, pochłaniając jego jęki. Jej cipka zacisnęła się i doszła ponownie, a po niej nastąpił jego gorący wytrysk.
Leżeli, spoceni, bez tchu. Pociąg pędził w noc, a Chiara wiedziała: tego spotkania nigdy nie zapomni.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
