Zapach spalonego plastiku wisiał w powietrzu, ostry, zmieszany z metalicznym oddechem windy. Felix nienawidził tego zapachu, który zawsze sygnalizował mu, że coś jest nie tak. Gdy kabina szarpnięciem stanęła, a światło zgasło, zaklął cicho. Kilka sekund później rozbłysły światła awaryjne, zalewając ciasną przestrzeń bladopomarańczowym blaskiem.

Akurat ona
„Świetnie”, syknął głos za nim. Felix odwrócił się gwałtownie. Stała tam, uosobienie wszystkich jego zawodowych frustracji: Lena Breuer, kierowniczka konkurencyjnego działu. Jej czarna bluzka leżała idealnie, usta lekko wydęte. „Znowu pan.”
„Proszę mi wierzyć, to też nie jest mój wymarzony scenariusz”, odparł Felix, opierając się o lustrzaną ścianę. Pomarańczowe światło sprawiało, że jej skóra ciepło połyskiwała. „Ale siedzimy w tym samym rowie.” Sięgnął po telefon – brak zasięgu. „To potrwa.”
Lena westchnęła i zsunęła się na podłogę, zginając kolana. „To może chociaż nie skaczmy sobie do gardeł. Propozycja pokoju?” Uniosła pół tabliczki ciemnej czekolady. „Zapas awaryjny.”
Felix zaśmiał się sucho. „Zawsze ma pani plan.” Usiadł naprzeciwko niej, wyciągając nogi. Ich czubki butów prawie się stykały. „Czekolada mnie nie przekupi. Wiem, że czyha pani na mój budżet.”
„A ja wiem, że pan próbuje blokować moje projekty”, odparowała Lena, odłamując kawałek i podając mu go. „Ale w tej chwili chodzi o przetrwanie. Głód?”
Wziął kawałek, czekolada rozpłynęła się na jego języku. Gorzka, z nutą soli morskiej. „Dziękuję.” Oparł głowę do tyłu. „Jak pani myśli, jak długo?”
„Nie mam pojęcia. Może pół godziny. Może dłużej.” Skubała swój kawałek, a ten widok – jak jej zęby łamały czekoladę, jak rozchylały się usta – obudził w nim coś, co nie miało nic wspólnego z pracą. Odpędził tę myśl.
Cisza stawała się przytłaczająca. Felix słyszał jej oddech, cichy i równy. Czuł jej perfumy: coś z bergamotką i cedrem, subtelnie cierpkie. „O czym pani myśli?”, zapytał niespodziewanie.
Lena podniosła wzrok. „O tym, jakie to dziwne. Walczymy ze sobą cały dzień, a teraz jesteśmy tutaj. Nadzy, że tak powiem. Bez naszych masek.” Zaśmiała się cicho. „No, nie do końca nadzy.”
„Czy to byłoby takie złe?”, usłyszał własne słowa. Wypłynęły z głębi, nad którą nie panował. Oczy Leny rozszerzyły się, ale nie cofnęła się. „Mam na myśli – szczerość”, dodał szybko. „Bez pozorów.”
„Może to byłoby odciążenie”, powiedziała powoli. „Żadnej fasady.” Jej głos stał się głębszy. Przysunęła się bliżej, aż ich kolana się zetknęły. Materiał jej spodni był cienki; poczuł ciepło jej nóg przez tkaninę. „Co byś zobaczył, gdybyś mógł zajrzeć za moją fasadę?”, zapytała cicho, a poufałe „ty” zawisło między nimi.
Serce Felixa biło szybciej. „Zobaczyłbym kobietę, która jest tak samo samotna jak ja. Która pragnie czegoś więcej niż tylko kolejnego zwycięstwa w biurze.” Jego dłoń poruszyła się jakby sama z siebie, opadając na jej kolano. Spodziewał się uderzenia, odmowy. Zamiast tego wciągnęła gwałtownie powietrze. „Felix…”
„Lena.” Przesunął dłonią po jej udzie, w górę po krągłości kolana. Jej spojrzenie było ciężkie, badawcze. „Co ty robisz?” Poufałe „ty” kazało mu się zatrzymać, ale nie usłyszał w nim sprzeciwu.
„Chcę się dowiedzieć, czy pod rywalką kryje się kobieta, która pragnie mnie tak samo mocno, jak ja jej nienawidzę.” Odważył się zataczać kciukiem kółka na jej materiale. „I czy ta nienawiść jest tylko fasadą dla czegoś innego.”
Dłoń Leny zacisnęła się na jego nadgarstku, nie po to, by go powstrzymać, ale by przycisnąć go mocniej do jej skóry. „Nie nienawidzę cię”, szepnęła. „Zawsze tylko… zbyt mocno cię zauważałam. Zbyt mocno pragnęłam, żeby być szczerą. Za każdym razem, gdy mówiłeś na spotkaniu, nie mogłam się powstrzymać, by cię nie słuchać – nie twoich słów, ale twojego głosu, twojej obecności.”
Felixowi zaparło dech. „Myślałem, że mną gardzisz.”
„Może w to wierzyłam, żeby się chronić”, przyznała. „Ale teraz, tutaj, nie ma już czego chronić.” Położyła swoją dłoń na jego, wciąż spoczywającej na jej udzie, i poprowadziła ją wyżej, aż jego palce dotknęły brzegu jej spódnicy. „Pokaż mi, czego naprawdę chcesz.”
Gra wstępna
Jego palce wsunęły się pod spódnicę, po ciepłej skórze jej uda. Miała na sobie cienkie koronkowe stringi, które wyczuł przez materiał. Rozchyliła lekko nogi, nieme zaproszenie. Przesunął po nich dłonią, czując wilgotne ciepło przenikające przez tkaninę. Lena jęknęła cicho, odchylając głowę do tyłu. „Tak, właśnie tam.”
Przesunął kciukiem po jej środku, krążąc delikatnie wokół łechtaczki, która nabrzmiewała przez materiał. Wbiła paznokcie w jego ramię. „Chcę cię posmakować” – powiedział ochryple i nie czekając na jej odpowiedź, pochylił się i odsunął na bok majtki. Jej zapach uderzył go w nozdrza, słodki i słony zarazem. Zanurzył język w jej fałdach, kosztując jej wilgoci. Smakowała pragnieniem, wszystkimi tymi tłumionymi spojrzeniami i złośliwymi uwagami, które teraz przemieniały się w pożądanie. Jęknęła głośno, gdy okrążał jej łechtaczkę, najpierw delikatnie, potem bardziej natarczywie. Jej dłonie zacisnęły się w jego włosach, przyciskając go mocniej do siebie. „O Boże, Felix, nie przestawaj.”
Był posłuszny, zanurzył się głębiej, wsuwając w nią język, podczas gdy jego kciuk masował jej twardą perłę. Doszła z krzykiem, wypychając biodra ku niemu, jej soki spłynęły na jego język. Pił ją, nie puszczając, aż jej drżenie ucichło.
Przyciągnęła go do góry, jej usta odnalazły jego, a on poczuł na nich własny smak. „Teraz ty” – szepnęła i rozpieli mu pasek wprawnymi palcami. Spodnie opadły, za nimi bokserki. Jego członek wyskoczył, twardy i gotowy. Objęła go dłonią, przesuwając kciukiem po czubku, gdzie błyszczała już kropla wilgoci. „Jesteś przepiękny” – mruknęła i pochyliła się.
Jej usta objęły żołądź, a on musiał oprzeć się o ścianę. Jej język wirował wokół niego, potem wsunęła się głębiej, biorąc go prawie w całości. To uczucie jej warg, jej języka, jej gardła – było przytłaczające. Wbił palce w jej włosy, próbując się nie poruszać, ale ona chciała więcej, brała go głębiej, aż poczuł tył jej gardła. Przełknęła wokół niego, a on jęknął. „Lena, zaraz dojdę…”
Nie puściła go, tylko ssała mocniej, jej dłoń obejmowała nasadę, podczas gdy usta poruszały się w górę i w dół. Doszedł z krzykiem, jego sperma trysnęła do jej ust, a ona przełknęła bez wahania, powoli wysuwając go z ust i wylizując do czysta. „Smakujesz władzą” – powiedziała z uśmiechem.
Przyciągnął ją do góry, pocałował, czując własny smak. „Jeszcze nie dość” – wysapał. „Chcę być w tobie.”
Zjednoczenie
Wstała, zdjęła spodnie i majtki. Potem usiadła na nim okrakiem, uda gładkie i ciepłe. Zobaczył wilgotne wejście między jej nogami, lśniące ku niemu. „Jesteś pewna?” – zapytał, choć jego ciało było już gotowe.
„Nigdy nie byłam pewniejsza” – powiedziała i opuściła się na niego. Gorąco jej wnętrza objęło go, tak ciasno, tak doskonale, że na chwilę wstrzymał oddech. Usiadła całkowicie, aż był w niej głęboko, i oboje znieruchomieli na moment. Ich czoła się zetknęły, oddechy zmieszały.
Potem zaczęła się poruszać. Najpierw powoli, krążąc, z dłońmi na jego ramionach. Felix położył ręce na jej biodrach i prowadził ją, dopasowując się do jej rytmu. Jej wewnętrzne mięśnie obejmowały go, zaciskały się, rozluźniały. „Czujesz się tak… właściwie”, jęknęła. „Jakby ta walka była tylko wstępem.”
„Może była”, wycedził, wchodząc w nią głębiej. Ich miednice zderzyły się, a wilgotny dźwięk wypełnił kabinę, mieszając się z ich urywanymi oddechami. Awaryjne oświetlenie rzucało cienie na jej lśniącą skórę, pot między jej piersiami.
Lena przyspieszyła, jej tempo stało się bardziej wymagające. Jej paznokcie wbiły się w jego ramiona, a ból zmieszał się z przyjemnością w zawrotnym koktajlu. „O Boże, Felix, jestem blisko…” Jej głos się załamał, stał się piskliwy.
„Ja też”, sapnął. Poczuł narastające napięcie w jądrze, mrowienie w całym ciele. „Pozwól sobie, Leno.”
Doszła z krzykiem, który odbił się echem w ciasnej kabinie. Jej ciało drżało, jej wnętrze zaciskało się wokół niego falami, i to wystarczyło. Felix uniósł się jeszcze raz, po czym uwolnił się w głębokich, gorących pchnięciach, jęcząc jej imię w kółko.
Po burzy
Opadła na niego, jej tułów spoczywał na jego piersi, a serce biło dziko o jego. Cisza powróciła, tylko ich oddech był wciąż głośny. Felix przesunął dłonią po jej plecach, wilgotna skóra pod jego palcami. „Nie uwierzyłbym w to godzinę temu”, mruknął.
Lena zaśmiała się cicho, jej śmiech owiał ciepłem jego szyję. „Ja też nie. Ale może najpierw musieliśmy zatracić się w tej… nieuniknionej bliskości.” Wyprostowała się i spojrzała mu w oczy. I przez krótką, niechronioną chwilę rywalka była jego sojuszniczką, jego powiernicą. Może czymś więcej.
Wtedy winda szarpnęła. Światła zamigotały i zapaliły się. Rzeczywistość wróciła. Lena zsunęła się z niego, sięgnęła po ubrania. Ubrała się w milczeniu, a Felix zrobił to samo. Gdy drzwi się otworzyły, stali naprzeciw siebie, nienagannie ubrani, jakby nic się nie wydarzyło. Ale w oczach Leny błyszczało coś, czego wcześniej nie widział.
„Do jutra na spotkaniu, panie Berger”, powiedziała z uśmiechem, który był obietnicą.
„Do jutra, pani Breuer.” Wyszedł z windy, nogi wciąż nieco miękkie, i wiedział: wojna jeszcze się nie skończyła. Zyskała nowy front.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
