Ta historia została stworzona automatycznie przy wsparciu AI. Wszystkie osoby są pełnoletnie. Od 18 lat.

Zapisałam się na to odosobnienie jogi, ponieważ cisza mojej nowej księgarni w Monachium powoli mnie przytłaczała. Półki stały w idealnym porządku, klienci przychodzili i wychodzili, ale nic z tego mnie nie poruszało. Spakowałam więc matę, pojechałam w Alpy Bawarskie i pierwszego wieczoru stanęłam w sali grupowej domu seminaryjnego, otoczona ludźmi, którzy wszyscy wydawali się młodsi i bardziej rozluźnieni niż ja.
Alexander wszedł do sali, gdy zmierzch zabarwił szczyty gór na pomarańczowo. Miał na sobie koszulkę w ciemnoszarym kolorze, która napinała się na jego ramionach, i spodnie, które przy każdym kroku przesuwały się po jego udach. Przedstawił się, jego głos był spokojny i głęboki, a gdy się uśmiechnął, wokół oczu pojawiły się delikatne zmarszczki. Odwróciłam wzrok, gdy jego spojrzenie przesuwało się po sali, ale i tak go czułam, jak ciepły prąd pod skórą.
Drugiego dnia poprawił moją pozycję w gołębiu. Jego dłonie położyły się na moim miednicy, delikatnie popychając ją w dół, a jego kciuk przesunął się po miejscu, gdzie moje udo przechodziło w biodro. „Rozluźnij się tutaj” – powiedział, a jego oddech musnął mój kark. Wzięłam wdech i poczułam, jak otwiera się we mnie coś, co długo trzymałam zamknięte.
Spotykaliśmy się po zajęciach na tarasie. Opowiadał o swoim rękopisie, który leżał w szufladzie w jego gabinecie, a ja opowiadałam o pożółkłych pierwszych wydaniach, które znajdowałam w spadkach. Śmiał się z mojego opisu kobiety, która sprzedała mi trzydzieści pudeł z romansami, a jego śmiech był tak niespodziewanie głośny, że kilka ptaków zerwało się ze świerka obok nas. Nie zapytałam go o żonę, a on jej nie wspomniał. Cisza między nami wypełniała się spojrzeniami, które trwały dłużej, niż było trzeba.
Trzeciego wieczoru po kolacji poszliśmy ścieżką, która wił się za domem w głąb lasu. Pozostali uczestnicy zostali w świetlicy, a my oddalaliśmy się, aż ich głosy stały się tylko szmerem. Powietrze pachniało żywicą i wilgotnym mchem, a pod naszymi krokami trzaskały suche gałęzie. Zatrzymał się, gdy ścieżka otworzyła się na polanę, i odwrócił się do mnie.
„Nie powinienem był cię tutaj przyprowadzać” – powiedział.
Podeszłam do niego bliżej. „A jednak to zrobiłeś.”
Uniósł dłoń i przesunął kostkami palców po moim policzku. Jego dotyk był lekki, ale poczułam go aż w zgięciach kolan. „Jestem żonaty” – powiedział, ale jego ręka pozostała.
„Wiem.”
Pocałował mnie, i to nie był łagodny początek. Jego usta przycisnęły się do moich, władczo, a ja natychmiast mu się otworzyłam. Jego język odnalazł mój, a ja poczułam smak czerwonego wina i słonej skóry. Odsunął mnie do tyłu, aż oparłam się o pień buka, a kora wbiła się przez sweter w moje plecy. Przyciągnęłam go do siebie za biodra, poczułam jego twardość na moim brzuchu, i wyrwał mi się dźwięk – pół jęk, pół śmiech z szaleństwa tej sytuacji.
„Powiedz mi, jeśli chcesz, żebym przestał” – wyszeptał przy mojej szyi.
Odpowiedziałam, oplatając nogą jego biodro i przyciągając go bliżej. Zaśmiał się cicho, po czym pocałował mnie znowu, podczas gdy jego dłonie podciągały mój sweter. Jego palce odnalazły skórę nad biustonoszem, przesunęły się po żebrach, a ja zadrżałam, choć noc nie była zimna.
„Alexander” – powiedziałam, a mój oddech był szybki. „Chcę cię. Teraz.”
Odsunął się ode mnie, spojrzał na mnie, a jego źrenice były rozszerzone. Potem wziął moją dłoń i poprowadził mnie kilka kroków głębiej w las, gdzie otwierała się polana, a księżyc padał przez sosny. Rozłożył swoją kurtkę na trawie, pociągnął mnie na nią, a jego dłonie były wszędzie.
Ściągnął mi sweter przez głowę i rozpiął zapięcie biustonosza, podczas gdy jego usta wędrowały w dół mojej szyi. Odchyliłam głowę do tyłu i wygięłam się ku niemu, gdy jego język musnął moją brodawkę, najpierw jedną, potem drugą. Wplątałam palce w jego włosy i przyciągnęłam go mocniej do siebie, a on zaśmiał się w moją skórę, zanim kontynuował.
Jego palce bawiły się przy pasku moich dżinsów, rozpięły guzik, ściągnęły je wraz z majtkami przez biodra. Usiadł, spojrzał na mnie, leżącą nago na jego kurtce, a ja poczułam jego wzrok jak dotyk. „Jesteś piękna” – powiedział, a ja chciałam odpowiedzieć, ale wtedy pochylił się, a jego język przesunął się przez wilgotne wnętrze między moimi nogami.
Wygięłam się w łuk, jęknęłam głośno, a dźwięk odbił się echem wśród drzew. Ściskał moje uda, wbijał palce w ciało, a jego język pracował z precyzją, która pozbawiała mnie tchu. Lizał mnie powoli, potem szybciej, krążył wokół mojej łechtaczki, aż moje biodra uniosły się ku niemu. Przycisnęłam dłoń do ust, żeby nie krzyczeć, ale to nic nie dało, dźwięki i tak się przedzierały.
Zatrzymał się, gdy byłam już blisko, a ja jęknęłam. „Jeszcze nie”, powiedział, a jego głos był chrapliwy. Wyprostował się, ściągnął koszulkę, a ja zobaczyłam jego klatkę piersiową, mięśnie poruszające się pod skórą. Rozpiął pasek, opuścił spodnie, a jego członek stał twardo między nami, z wilgotnym czubkiem.
„Chodź tu”, powiedział, a ja usiadłam, wzięłam go w dłoń, poczułam gorąco i twardość. Pochyliłam się i wzięłam go do ust, a on jęknął, gdy mój język przesunął się po żołędzi. Ssałam go, brałam głęboko, tak głęboko, jak mogłam, a jego dłoń wbiła się w moje włosy.
„Stop”, wysapał, „chcę w tobie dojść.”
Podciągnął mnie do góry, pocałował, a ja poczułam na jego wargach własny smak. Potem położył mnie na kurtce, rozsunął moje nogi i ustawił się między nimi. Zatrzymał się, spojrzał na mnie, a ja skinęłam głową. Wszedł we mnie, powoli, i poczułam, jak mnie wypełnia, centymetr po centymetrze. Sapnęłam, chwyciłam go za ramiona, a on pozostał nieruchomy, aż się do niego przyzwyczaiłam.
„Ruszaj się”, szepnęłam, i on to zrobił.
Wbijał się we mnie, najpierw w wolnym rytmie, potem szybciej, a ja unosiłam ku niemu biodra. Zapach mchu i potu unosił się w powietrzu, a odgłos naszych ciał zderzających się ze sobą mieszał się z szelestem liści. Pochylił się, pocałował mnie, nie przestając, a ja poczułam narastające we mnie napięcie, ciągnienie rozchodzące się od brzucha w dół.
„Zaraz dojdę”, wyrzuciłam z siebie, a on przyspieszył, pchając mnie każdym ruchem coraz wyżej. Krzyknęłam, gdy mnie ogarnęło, moje ciało wygięło się, i poczułam, jak wszystko zaciska się wokół niego. Jęknął, wbił się we mnie jeszcze kilka razy głęboko, po czym doszedł z zduszonym dźwiękiem, a ja poczułam, jak jego biodra drgają, jak we mnie tryska.
Leżeliśmy nieruchomo, jego czoło na moim ramieniu, oddech gorący na mojej skórze. Gładziłam jego plecy, czułam pot, który zbierał się między nami. Uniósł głowę, pocałował mnie miękko, a w jego spojrzeniu było coś, czego nie potrafiłam nazwać.
Następnego ranka siedziałam przy śniadaniu, a pomieszczenie wydawało się zbyt głośne. Alexander stał przy bufecie, rozmawiał z uczestniczką, a kiedy rzucił mi spojrzenie, uśmiechnął się, ale to było ulotne. Patrzyłam na niego i wiedziałam, że to nie może trwać dalej. Nie z powodu winy, nie z powodu jego małżeństwa, ale dlatego, że nie chciałam stracić reszty siebie.
Spakowałam torbę i napisałam mu wiadomość, którą zostawiłam na poduszce. Znalazł mnie na korytarzu, gdy wychodziłam, i przytulił mnie mocno, dłużej, niż powinno trwać pożegnanie. „Dziękuję” – powiedział cicho, a ja nie odpowiedziałam.
Wróciłam do Monachium, a góry zniknęły w lusterku wstecznym. W księgarni sortowałam nowości, przestawiałam poezję, zanosiłam stos kryminałów do piwnicy. Myślałam o polanie, o jego dłoniach, o zapachu sosen, i wiedziałam, że zrobiłabym to znowu, gdyby mnie zawołał. Ale nie zawołał. Miał moją wiadomość, a ja miałam jego milczenie jako odpowiedź.
W sierpniu dostałam pocztówkę bez nadawcy. Na przodzie było zdjęcie Alp, a na odwrocie tylko jedno zdanie: „Pracuję nad powieścią. Dziękuję za początek.” Odłożyłam kartkę do szuflady obok kasy i zamknęłam ją. Lato się skończyło, ale wciąż czułam w sobie to ciepło, gdy wieczorami zamykałam sklep i gasiłam światła. To nie była historia o miłości ani stracie. To była ta, którą opowiedziałam sobie samej, żeby poczuć, że żyję. I żyłam.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
