Ta historia została automatycznie stworzona przy wsparciu AI. Wszystkie osoby są pełnoletnie. Od 18 lat.

Deszcz nie ustawał od godzin, a krople uderzały w okno w ołowianych ramach jak niecierpliwe palce. Stałam tam w cienkim jedwabnym szlafroku, czołem przy chłodnej szybie, i wodziłam wzrokiem po mokrych dachach Belgravii. Moje skrzypce leżały otwarte na pulpicie, smyczek obok, ale od dni nie grałam. Każdy dźwięk, który wydobywałam, brzmiał jak on.
Alexander. Wypowiedziałam jego imię głośno w pustym pokoju, a ono zawisło na chwilę w powietrzu, ciężkie jak dym. Minęły cztery miesiące, odkąd w Wiedniu uniósł batutę, cztery miesiące, odkąd siedziałam za nim jako koncertmistrzyni kameralnej orkiestry i śledziłam każdy ruch jego dłoni smyczkiem. Dyrygował, jakby formował samo powietrze, a ja już wtedy poczułam, że coś we mnie ustępuje, gdy po koncercie przytrzymał moją dłoń o jedno uderzenie serca dłużej, niż było trzeba.
Dzwonek do drzwi przeciął moje myśli, a ja wzdrygnęłam się. Słyszałam ten dźwięk tak często w wyobraźni, że ledwie mogłam uwierzyć, gdy naprawdę zabrzmiał. Serce waliło mi o żebra, gdy szłam przez korytarz, deski podłogowe skrzypiały pod moimi bosymi stopami. Otworzyłam drzwi, a on tam stał, kołnierz płaszcza podniesiony przeciw deszczowi, włosy mokre na czole, a jego oczy natychmiast odnalazły moje.
„Sophia” – powiedział cicho i nic więcej nie było trzeba.
Odsunęłam się, wpuściłam go do środka, a gdy zamknęłam za nim drzwi, usłyszałam w zamku kliknięcie, które oddzielało nasz świat od tamtego. Odwrócił się, a my stanęliśmy naprzeciw siebie w wąskim korytarzu, dzieliła nas odległość ledwie ramienia. Poczułam zapach jego płaszcza, mokrego i ciężkiego, a pod spodem znajomy zapach jego skóry, ciepły i drzewny, cedrowy i coś, czego nie potrafiłam nazwać, a co było tylko jego.
„Tak bardzo za tobą tęskniłem” – powiedział, a jego głos był szorstki, jakby ćwiczył te słowa przez cały lot do Londynu i teraz nie wiedział, czy wystarczą.
Milczałam. Nie mogłam mówić, nie tutaj, gdzie jego obecność wypełniała pokój jak dźwięk trzymany zbyt długo. Weszłam do salonu, przodem, nie oglądając się, i czułam jego kroki za sobą, skrzypienie desek pod jego ciężarem. Ogień dogasał, w kominku tlił się tylko żar, a pokój spoczywał w ciepłym półmroku, lampy przygaszone, zasłony otwarte na deszczową noc.
Usiedliśmy na kanapie, on na jednym końcu, ja na drugim, jakbyśmy bali się bliskości, której oboje szukaliśmy. Patrzyłam na niego, jak siedział, z dłońmi na kolanach, wzrokiem wbitym w dywan, i przypomniałam sobie tamto popołudnie w Wiedniu, kiedy po próbie usiedliśmy w kawiarni, tylko na kawę, a z kawy zrobiły się trzy godziny. Opowiadał mi o swojej córce, która studiowała w Barcelonie, o żonie, którą nazywał bardziej przyjaciółką niż kochanką, a ja opowiadałam mu o swoim pustym mieszkaniu w Londynie, o samotności, którą czułam podczas tras koncertowych, o tej chwili na scenie, która pozwalała zapomnieć o wszystkim innym.
„Jak było w Nowym Jorku?” – zapytałam, tylko żeby coś powiedzieć.
Podniósł głowę, a jego oczy były ciemne, noszące w sobie powagę, która przeszyła mnie do szpiku kości. „Pusto” – powiedział. „Bez myśli o tobie miasto było puste.”
Czułam, jak ciepło we mnie wzbiera, fala gorąca, która zaczynała się w żołądku i sięgała aż do policzków. Chciałam coś odpowiedzieć, ale słowa utknęły mi w gardle, bo w jego spojrzeniu było coś, co nie domagało się odpowiedzi.
Wstał, obszedł niski stolik i stanął przede mną. Spojrzałam w dół na jego dłonie, te dłonie, które prowadziły orkiestrę, które kształtowały każde wejście, każde crescendo, i zastanawiałam się, jak by się czuły, gdyby mnie dotykały. Pochylił się, powoli, jakby dawał mi czas, bym mogła się cofnąć, ale ja nie chciałam się cofać. Chciałam jego, tutaj, tej nocy, a wszystko inne mogło poczekać.
Jego usta odnalazły moje, miękkie i chłodne od deszczu, i poczułam smak herbaty, którą musiał pić wcześniej, gorzkiej i lekko słodkiej. Pocałunek był najpierw nieśmiały, badawczy, jak dyrygent czytający nowy utwór, dotykający każdej frazy, zanim się jej odda. Moja dłoń znalazła jego kark, włosy tam wilgotne, i przyciągnęłam go bliżej, a powściągliwość w nim rozpłynęła się, stała się czymś natarczywym, głodnym.
Uklęknął przede mną na dywanie, z dłońmi na moich udach, i przez cienki jedwabny szlafrok poczułam ciepło jego dłoni. Podsunął rąbek szlafroka w górę, powoli, centymetr po centymetrze, a jego oczy nie spuszczały ze mnie wzroku, ciemne i pytające, jakby chciał się upewnić, że naprawdę tu jestem, że naprawdę go chcę.
„Tak” – szepnęłam, a mój głos brzmiał obco w moich uszach, nisko i chrapliwie. „Tak, Alexander.”
Naciągnął płaszcz na moje kolana, na moje uda, i poczułam chłodne powietrze na skórze, gdy uniósł materiał nad mój brzuch. Nie miałam nic pod spodem, wiedział o tym albo się domyślił, gdy odnalazł gładką skórę pod jedwabiem. Jego palce przesuwały się po moim biodrze, brzuchu, po miejscu pod klatką piersiową, gdzie moje serce biło tak szybko, że myślałam, iż musi to poczuć.
„Chciałem ci zadać pytanie od czasu, gdy byłem w Nowym Jorku” – powiedział, a jego głos był już tylko szeptem, podczas gdy jego usta szukały mojej szyi, miejsca za uchem, które za każdym razem sprawiało, że wzdrygałam się. „Ale bałem się odpowiedzi.”
Położyłam dłonie na jego policzkach, uniosłam jego twarz ku sobie i spojrzałam mu w oczy. Światło ognia padało na jego rysy, na delikatne zmarszczki wokół oczu, na siwy połysk na skroniach, i w tamtej chwili powiedziałabym mu wszystko, odpowiedziała na każde pytanie, bez wahania.
„Co chciałeś wiedzieć?” – zapytałam.
Wydychał powietrze, długi, drżący oddech. „Czy naprawdę mnie chcesz. Czy to dla ciebie coś więcej niż romans. Czy jesteś gotowa żyć ze mną, w tej niemożliwości, nie wiedząc, jak to się potoczy.”
Spojrzałam na niego z góry, na tego mężczyznę, który klęczał przede mną, który pokazywał mi cały swój strach, i poczułam, jak coś we mnie się otwiera, jak drzwi, które długo trzymałam zamknięte. Ujęłam jego twarz w obie dłonie i pocałowałam go, powoli, dokładnie, aż poczułam, jak napięcie opuszcza jego ramiona.
„Chcę cię” – powiedziałam, gdy uwolniłam jego usta – „i nie chcę wiedzieć, jak to się potoczy. Chcę tylko tej nocy. Chcę cię teraz.”
Zrozumiał albo chciał zrozumieć, bo wyprostował się, wziął moją dłoń i pociągnął mnie z kanapy. Stanęliśmy naprzeciw siebie, a ja sięgnęłam po pasek mojego płaszcza, rozpięłam go, i jedwab zsunął się z moich ramion, opadł do stóp. Stałam przed nim nago, w blasku ognia, a jego wzrok wędrował po mnie, powoli, jakby chciał wchłonąć każdą linię, każdą krzywiznę, jak partyturę, którą pragnął zapamiętać na pamięć.
„Jesteś piękniejsza, niż cię zapamiętałem” – powiedział, a jego głos był chrapliwy.
Zdjął płaszcz, pozwolił mu opaść na podłogę, a pod spodem miał tylko koszulę i spodnie, czarne, codzienne, a jednak widziałam go tak naprawdę po raz pierwszy. Podeszłam do niego, położyłam dłonie na jego klatce piersiowej, przez cienki materiał poczułam ciepło jego skóry, równomierne pulsowanie serca. Rozpięłam mu koszulę, guzik po guziku, i za każdym razem, gdy odsłaniał się kawałek skóry, całowałam go — środek klatki piersiowej, miękkie miejsce pod obojczykiem, pasmo mięśni na szyi.
Jęknął cicho, gdy moje usta odnalazły jego brodawkę, a jego dłonie wpiły się w moje włosy, przytrzymując mnie, podczas gdy ja wędrowałam niżej, po jego brzuchu, gdzie włosy stawały się rzadsze, aż dotarłam do paska jego spodni. Rozpięłam guzik, powoli zsunęłam zamek, i poczułam jego podniecenie pod materiałem, twarde i natarczywe, gdy objęłam je dłonią.
„Nie” — szepnął, a jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku. „Jeszcze nie. Najpierw chcę ciebie.”
Zaprowadził mnie do łóżka, które stało na końcu pokoju, szerokiego, z białą pościelą, i pozwoliłam się prowadzić, uległa, nieco oszołomiona intensywnością, która między nami wisiała w powietrzu. Położył mnie na kocu, pochylił się nade mną, a jego usta rozpoczęły podróż, która zaczęła się na mojej szyi i powoli przesuwała się w dół, przez obojczyk, wewnętrzną stronę ramion, delikatną skórę w talii.
Jego język odnalazł moją brodawkę, a ja wygięłam się ku niemu, z dłońmi w jego włosach, gdy on pieścił ją wargami i zębami, aż stała się twarda, a ja ledwo mogłam oddychać. Jego dłoń wędrowała niżej, po moim brzuchu, a gdy jego palce dotarły do wilgotnego gorąca między moimi nogami, wstrzymałam oddech.
„Jesteś taka mokra dla mnie” — mruknął, a jego głos był niski i zadowolony, jak dźwięk wiolonczeli. „Od kiedy jesteś taka mokra?”
„Odkąd przekroczyłeś próg drzwi” — wyrzuciłam z siebie, i to była prawda.
Zaśmiał się cicho, ciepłym, ciemnym dźwiękiem, a potem pochylił się, i jego język mnie odnalazł, najpierw delikatnie, potem bardziej natarczywie, podczas gdy on otwierał mnie dwoma palcami. Uniosłam biodra, przycisnęłam się do jego ust, a świat skurczył się do tego jednego punktu, do ciepła jego języka, który zręcznie, cierpliwie, nieubłaganie wpędzał moje ciało w napięcie, którego nie mogłam już dłużej utrzymać.
„Alexander”, wysapałam, a mój kręgosłup wygiął się w łuk, gdy pierwsza fala mnie zalała, gorąca i głęboka, i poczułam, jak towarzyszy mi aż do końca, jego język drżał na mnie, aż opadłam wyczerpana na materac.
Przyciągnęłam go do siebie, pocałowałam, i poczułam na jego wargach smak siebie, słony i słodki. Sięgnęłam po jego pasek, rozpięłam go, zsunęłam spodnie i bokserki z jego bioder, a jego członek wystrzelił ku mnie, twardy i ciężki, czubek lśniący od kropli wilgoci. Objęłam go dłonią, poczułam aksamitną skórę nad twardym rdzeniem, a on jęknął, gdy przesunęłam kciukiem po czubku.
„Wejdź we mnie”, powiedziałam, a mój głos był rozkazem, modlitwą, wszystkim naraz.
Rozsunął moje nogi, ułożył się między nimi, i poczułam jego czubek przy sobie, chłodny i natarczywy. Patrzył mi w oczy, gdy powoli wchodził we mnie, centymetr po centymetrze, a to wypełnienie było tak przytłaczające, że zamknęłam oczy i pozwoliłam mu się wypełnić, aż był we mnie cały.
„Patrz na mnie”, powiedział, a jego głos był ściśnięty, jakby kosztowało go to całą siłę woli. „Chcę cię widzieć.”
Otworzyłam oczy, a on był nade mną, z podpartymi ramionami, twarzą naznaczoną wysiłkiem i pożądaniem, i zobaczyłam w jego oczach całą tęsknotę tych czterech miesięcy. Zaczął się poruszać, najpierw powoli, rytmem, który mnie oczarował, a ja uniosłam nogi wokół jego bioder, przyciągnęłam go głębiej, aż jęknął i przyspieszył tempo.
Znaleźliśmy wspólny takt, jak w muzyce, każde pchnięcie trafiało w miejsce, które sprawiało, że traciłam kontrolę, i krzyczałam jego imię, gdy druga fala mnie porwała, mocniejsza niż pierwsza, a on podążył za mną, jego ciało napięło się, i poczułam, jak we mnie dochodzi, gorąco i drżąco, podczas gdy jego dłonie objęły moją twarz i całował mnie, aż oboje nie mogliśmy już dłużej.
Leżeliśmy spleceni, koc naciągnięty na nas, a deszcz ustał. Cisza była ogromna, tylko nasz oddech wypełniał pokój. Czułam jego serce przy moich plecach, ramię wokół mojej talii, mocno, jakby nigdy nie chciał mnie puścić.
„Muszę lecieć wcześnie rano”, powiedział cicho, a jego głos był ochrypły.
Odwróciłam się do niego, położyłam dłoń na jego policzku. „To zostań na tę noc.”
Patrzył na mnie przez długą chwilę, po czym przyciągnął mnie do siebie, a ja ukryłam twarz na jego piersi. Oboje wiedzieliśmy, że nie ma odpowiedzi na pytania, które między nami wisiały. Ale tej nocy, w tym pokoju, gdzie deszcz uderzał o szybę, odpowiedź nie była ważna. Trzymaliśmy się siebie, aż sen nas zabrał, i poczułam, jak odgarnia mi włosy z czoła, zanim nadeszła ciemność.
Kiedy się obudziłam, pierwsze światło było szare na niebie. On wciąż tam leżał, ale patrzył na mnie, i wiedziałam, że na mnie czekał. Pochyliłam się i pocałowałam go, delikatnie, bez pożądania, tylko po to, by powiedzieć to, co nie potrzebowało słów. Wstał, ubrał się, a ja patrzyłam, jak zapina każdy guzik, jak bierze na swoje barki winę, którą będzie nosić.
Przy drzwiach zatrzymał się, odwrócił jeszcze raz. „Chcę cię znowu zobaczyć” – powiedział. „Jeśli to możliwe.”
Skinęłam głową. Nie mogłam dać więcej, a jednak w tym skinieniu dałam mu wszystko. Drzwi zamknęły się z trzaskiem, a ja stanęłam przy oknie, patrząc, jak idzie mokrą ulicą, aż zniknął w szarym świetle poranka. Przyłożyłam dłoń do szyby, tam gdzie był jego cień, i wiedziałam, że tej nocy nie zapomnę. Ale w tej chwili, w ciszy po deszczu, pozostało tylko echo jego imienia na moich ustach.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
