Igła wbiła się – ostry ból w krzyżu, który wyrwał mi jęk. Leżałem na dmuchanej macie, która dawno straciła powietrze, i wpatrywałem się w szare płótno namiotu. Żywica sosnowa i wilgotna ziemia wdzierały się do moich nozdrzy, a ja zastanawiałem się, jak do diabła się tu znalazłem. Bastian, wieczny poszukiwacz przygód, namówił mnie: „Wyjdź wreszcie, Max, odklej się od ekranu!” A ja, który od lat nie rozbiłem namiotu nawet w parku, dałem się przekonać. Teraz leżałem, każdy trzask w lesie sprawiał, że podskakiwałem, a cisza była ogłuszająca.

„Hej, śnisz?” Jego głos wyrwał mnie z myśli. Klęczał obok mnie, z uśmiechem na twarzy, który znałem aż za dobrze. „Mam piwo. I pianki. Czego chcesz więcej?”
Usiadłem – i walnąłem głową w niski sufit. „Ała. Może wyższego namiotu. I miększego łóżka.”
Roześmiał się, głębokim, zaraźliwym dźwiękiem, który mimo wszystko wywołał uśmiech na mojej twarzy. „Jesteś takim miejskim człowiekiem. Chodź, wyjdźmy, zanim komary opanują namiot.”
Na zewnątrz płonął już mały ogień, który rozpalił w misie. Zmierzch zabarwił niebo na głęboki fiolet, a pierwsze gwiazdy nieśmiało mrugały. Opadłem na składane krzesło, wziąłem piwo, które mi podał. Butelka była zimna, piana spływała mi po palcach. Zlizałem ją – i zauważyłem, jak jego wzrok zatrzymuje się na moich ustach. O chwilę za długo.
„Co?” – zapytałem.
„Nic.” Potrząsnął głową, usiadł naprzeciwko. „Cieszę się tylko, że ze mną pojechałeś. Chciałem to zrobić od dawna.”
„Dlaczego nie zapytałeś wcześniej?”
„Bo myślałem, że odmówisz. Zawsze masz tyle na głowie.”
To prawda. Zawsze miałem wymówki: praca, terminy, siłownia. A tymczasem to – cisza, trzask ognia, towarzystwo mojego najlepszego przyjaciela – było dokładnie tym, czego potrzebowałem. Pociągnąłem łyk piwa, pozwoliłem dymowi wirować wokół mnie. Ciepło płomienia musnęło moją skórę.
„Dziękuję, że mnie zmusiłeś” – powiedziałem cicho.
„Nie ma za co.”
Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, o dawnych czasach, o kobietach, które znaliśmy, o naszych lękach i marzeniach. Słowa płynęły równie swobodnie jak piwo, a ja czułem, jak napięcie opuszcza moje ramiona. W końcu butelki były puste, żar ledwie się tlił. Bastian wstał, przeciągnął się – jego koszulka podjechała do góry, odsłaniając pas nagiej skóry. Zobaczyłem linię jego pleców, mięśnie rysujące się pod skórą. Dziwne uczucie we mnie – i natychmiast zrugałem się za idiotę. Był moim przyjacielem, do cholery.
„Chodź, śpijmy” – powiedział. „Jutro pójdziemy nad jezioro.”
Kiwnąłem głową i wczołgałem się za nim do namiotu. Powietrze było stęchłe, pachniało sztucznym włóknem i potem. Rozłożyliśmy śpiwory, a ja rozebrałem się do samych spodenek. Bastian zrobił to samo, jego nagi tors w słabym świetle czołówki lśnił tłusto. Odwróciłem wzrok, położyłem się, z głową na płaskiej poduszce. Ale sen nie chciał przyjść.
Upłynęło pół godziny. Słyszałem jego oddech, regularny, ale nie dość równy, by świadczył o głębokim śnie. „Bastian?” – szepnąłem.
„Tak?”
„Śpisz?”
„Nie. Ty też nie.”
„Nie.” Odwróciłem się w jego stronę. W ciemności widziałem tylko jego zarys, ale wiedziałem, że na mnie patrzy. „O czym myślisz?”
Zawahał się. Cisza się wydłużyła, stała się ciężka. „O tobie.”
Serce podskoczyło mi w piersi, łomotało o żebra. „Co?” – zapytałem ochryple.
„Myślę o tym, że od dawna patrzę na ciebie… inaczej. Ale nigdy nie miałem odwagi nic powiedzieć.”
Słowa zawisły między nami, ciężkie i słodkie jak miód. Poczułem, jak puls mi przyspiesza, jak gorąco rozlewa się w żyłach. „Ja też” – wyznałem. „Od dawna.”
To było tak, jakby przekroczona została jakaś niewidzialna granica. Bastian uniósł się, a w następnej chwili jego twarz była blisko mojej. Poczułem zapach dymu we włosach, lekką ostrość potu. Jego dłoń znalazła moją, splotła się z moimi palcami. Potem pochylił się i pocałował mnie.
Pocałunek był delikatny, pytający. Jego usta były miękkie, ale stanowcze. Otworzyłem się przed nim, wpuściłem jego język, poczułem smak piwa i czegoś własnego, od czego zakręciło mi się w głowie. Moja wolna ręka wsunęła się w jego kark, przyciągnęła go bliżej. Jego oddech zmieszał się z moim.
„Max” – wymamrotał w moje usta.
„Tak.”
„Chcę cię. Teraz.”
Kiwnąłem głową, niezdolny mówić. Odsunął się ode mnie, uklęknął, ściągnął koszulkę. Zrobiłem to samo, palce mi drżały, gdy rozpinałem zamek jego spodenek. Pomógł mi je zdjąć, a potem leżał przede mną nagi, jego ciało w przyćmionym świetle namiotowej lampki. Spojrzałem na niego: szerokie ramiona, płaską klatkę piersiową z delikatną linią włosów, która zwężała się ku dołowi, jego na wpół wzwiedziony penis, który spoczywał na brzuchu. Przełknąłem ślinę. Był piękny, w jakiś naturalny sposób, który podniecał mnie głębiej niż jakakolwiek perfekcyjna inscenizacja.
„Ty też” – powiedział cicho, a ja ściągnąłem bokserki. Jego wzrok palił moją skórę. „Tak to sobie wyobrażałem.”
Wyciągnął rękę, dotknął mojego sutka. Przeszył mnie elektryczny wstrząs – nie, nie elektryczny, to było oklepane. To było tak, jakby jakaś nić wewnątrz mnie się napięła, prowadząc prosto do krocza. Lekko sapnąłem.
„Wrażliwy?” – zapytał z uśmiechem w głosie.
„Cholera, tak.“
Masował kciukiem małe wzniesienie, podczas gdy jego druga dłoń przesuwała się po mojej piersi, sunąc wzdłuż linii żeber. Leżałem nieruchomo, pozwalając mu się badać. Jego kciuk zataczał kręgi wokół mojego sutka, czyniąc go twardym i wrażliwym, podczas gdy patrzyłem mu w twarz. Jego oczy były ciemne od pożądania, usta lekko rozchylone. Pochylił się, wziął mały czubek w usta, a ja jęknąłem, gdy jego język po nim przejechał. Gorący dreszcz przebiegł przez moje ciało, prosto w mojego kutasa, który napierał na mój brzuch, twardy i pulsujący.
„Bastian…”, wyszeptałem, mój głos ochrypłym chrypieniem.
Nie odpowiedział, tylko zataczał językiem kręgi wokół mojego sutka, ssał go delikatnie, potem mocniej. Jego dłoń wędrowała niżej, po moim brzuchu, przez wilgotne włosy nad moim kutaskiem. Wstrzymałem oddech, gdy jego palce dotknęły mojego żołędzia, który był już wilgotny od mojej własnej kropli rozkoszy. Przejechał po nim, powoli, badawczo, a ja drgnąłem pod jego dotykiem.
„Już jesteś cały mokry”, mruknął, jego głos głęboki i chrapliwy.
„To dla ciebie”, sapnąłem. „Tylko dla ciebie.”
Uśmiechnął się, dzikim, głodnym uśmiechem, który uczynił mnie jeszcze twardszym. Potem puścił mój sutek, całując drogę w dół – po moim brzuchu, przez wilgotne włosy, aż jego usta znalazły się tuż nad moim kutaskiem. Poczułem jego gorący oddech na moim najwrażliwszym miejscu i przeszedł mnie dreszcz. Potem otworzył usta i wziął mój żołądź między swoje wargi.
„Kurwa!”, jęknąłem, wplatając palce w jego włosy, podczas gdy on powoli brał mnie do ust. Jego wargi otoczyły mnie, ciepłe i wilgotne, jego język wirował wokół czubka, ssał delikatnie. Wygiąłem się ku niemu, moja miednica uniosła się z maty, gdy zsunął się głębiej, biorąc mnie całego do gardła. Jego czubek nosa napierał na mój brzuch, podczas gdy byłem w jego gardle, i poczułem, jak przełyka, mięśnie jego gardła zaciskające się wokół mojego żołędzia.
„Bastian, to jest tak cholernie dobre”, jęknąłem, moje palce zagrzebane w jego włosach.
Odpowiedział głębokim pomrukiem, który wibrował przez całego mojego kutasa, i zaczął się poruszać. Jego głowa sunęła w górę i w dół, jego usta wilgotną, gorącą rurą, która brała mnie do samego końca. Za każdym razem, gdy się unosił, widziałem blask jego warg przylegających do mojego żołędzia, a za każdym razem, gdy opadał z powrotem, czułem ciasnotę jego gardła, które przyjmowało mnie aż po nasadę. Byłem bliski szczytowania, gorąco gromadziło się głęboko w moich jądrach, i musiałem się pohamować, żeby nie eksplodować.
„Pozwól, że też cię rozkoszuję”, sapnąłem, ciągnąc delikatnie za jego włosy, żeby go zatrzymać.
Oderwał się ode mnie, cienka nitka śliny wciąż łączyła jego usta z moim żołędziem. „Dobra”, powiedział, głos miał ochrypły. „To pokaż, co potrafisz.”
Zmieniliśmy pozycję – on leżał teraz na plecach, a ja klęczałem między jego nogami. Jego kutas stał sztywny i twardy, piękny, gruby trzon z nabrzmiałym żołędziem, który już lśnił. Pochyliłem się, polizałem czubek, poczułem sól jego pożądania. Jęknął, jego miednica drgnęła w moją stronę. Wziąłem go do ust, powoli, okrążając językiem jego żołądź, zanim wsunąłem się głębiej. Był większy, niż się spodziewałem, wypełniał mi usta całkowicie, musiałem się rozluźnić, żeby wziąć go w całości. Oddychałem przez nos, masując językiem jego trzon, podczas gdy moja głowa sunęła w górę i w dół. Jego dłonie wpiły się w moje włosy, oddech był szybki i płytki.
„Tak, właśnie tak”, jęknął. „Weź mnie całego, Max. Chcę czuć, jak mnie połykasz.”
Posłuchałem, wziąłem go aż do nasady, pozwoliłem mu spocząć w gardle, masując go językiem. Jego smak był intensywny, męski, podniecający. Uwielbiałem czuć go w ten sposób, słyszeć jego jęki, drgania jego ciała pod moimi dłońmi. Sięgnąłem po jego jądra, ciężkie i nabrzmiałe w mojej dłoni, masowałem je delikatnie, dalej go ssąc. Jego oddech stawał się cięższy, miednica zaczęła napierać, wbijając kutasa głębiej w moje gardło.
„Zaraz dojdę”, sapnął, głos miał napięty. „Jeśli będziesz tak dalej robić, dojdę ci do ust.”
Przycisnąłem głowę mocniej w dół, dałem mu odczuć, że właśnie tego chcę. Jego krzyk był głośny, gdy doszedł, ciało mu drżało, a ja poczułem, jak jego jądra się zaciskają, jak jego sperma tryska gorącymi falami do moich ust. Połknąłem wszystko, pozwoliłem mu mnie wypełnić, podczas gdy on wyginał się pode mną. Jego smak był gorzki i słodki zarazem, napełnił mnie pierwotną satysfakcją. Ssałem jeszcze delikatnie jego żołądź, zanim się odsunąłem, i spojrzałem mu w oczy.
„Cholera”, szepnął, bez tchu. „To było… nie do opisania.”
Uśmiechnąłem się, oblizałem wargi. „Jeszcze nie skończyliśmy.”
Wyprostowałem się, uklęknąłem przed nim, gdy on wciąż łapał oddech. Moja dłoń objęła mojego własnego kutasa, wciąż twardego i wilgotnego, i zacząłem powoli się pieścić. „Chcę cię przelecieć”, powiedziałem, głos ochrypły z pożądania. „Chcę być w tobie.”
Spojrzał na mnie, oczy szerokie ze zdziwienia i podniecenia. „Masz… masz żel?”
Zaśmiałem się cicho. „Nie. Ale mam ślinę. I twoją spermę. To wystarczy.”
Skinął głową, obrócił się na bok, podciągnął kolano. Pochyliłem się, oblizałem palce, zwilżyłem je swoją śliną, a następnie zacząłem badać jego otwór. Wzdrygnął się, gdy przycisnąłem do niego pierwszy palec, ale szybko się rozluźnił, wpuścił mnie. Posuwałem się powoli, jeden palec, potem dwa, mówiąc do niego cicho. „Rozluźnij się, Bastian. Pozwól mi cię przygotować. Nie chcę cię zranić.”
„Po prostu to zrób” – sapnął. „Chcę cię poczuć.”
Cofnąłem palce, oblizałem swojego penisa, aby go zwilżyć, a następnie ustawiłem się za nim. Mój napletek naparł na jego ciasny pierścień i powoli wsunąłem się do środka. Opór był wyczuwalny, ale ustąpił, gdy kontynuowałem, a potem wślizgnąłem się do środka. Wspólne westchnienie ulgi i rozkoszy wypełniło namiot.
„Wypełniasz mnie” – jęknął, jego ciało zacisnęło się wokół mojego trzonu. „Ruszaj się, Max. Pieprz mnie.”
Zacząłem pchać, najpierw powoli, dając się prowadzić jego ciasnocie. Każde pchnięcie wbijało mnie głębiej w niego, a ja czułem, jak przyjmuje mnie w siebie, zamyka się wokół mnie, jakby był dla mnie stworzony. Chwyciłem go za biodro, pociągnąłem
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
