Czy moja matka rozpoznałaby mnie w tej sięgającej podłogi sukni z czarnego jedwabiu? Głęboki dekolt sprawiał, że cienie między moimi piersiami przemawiały kusząco, bardziej niż jakikolwiek róż. Prawdopodobnie nie. Właśnie o to chodziło. Nie chciałam być rozpoznana. Chciałam być obcą, dziwką w jedwabiu, gotową oddać się nieznajomemu, bez imienia, bez wstydu, bez granic.

Wejście w sferę zamaskowanych
Willa na przedmieściach tonęła w złotym świetle. Przez wejście porośnięte bluszczem wkroczyłam w świat aksamitu i piór. Kelnerzy w białych rękawiczkach balansowali kieliszkami szampana, goście przepływali obok – maski z koronki, z pluszu, z błyszczących kamieni. Moja larwa była prosta, czarna, pozostawiała wolne tylko oczy. Diadem z cyrkonii wieńczył moje upięte włosy, pojedynczy lok opadał na ramię. Byłam nikim. Byłam każdą kobietą. Byłam dziwką czekającą, by ją wyruchano.
Muzyka wciągnęła mnie w swój nurt, ciemna wiolonczela przeszywająca salę. Pozwoliłam się nieść, mijając szepczące grupki, pary splecione w uścisku. Wtedy go zobaczyłam. Oparty o kolumnę, srebrna półmaska podkreślała jego kości policzkowe. Jego garnitur był szyty na miarę, ciemnoszary, krawat poluzowany. W dłoni trzymał kieliszek, ale nie pił. Jego oczy – nieokreślona szarość – wbiły się we mnie, poprzez tłum. Jego wzrok pożerał mnie, wędrował po moich piersiach, szyi, biodrach. Wiedziałam natychmiast: ten mężczyzna mnie weźmie. Mocno i głęboko.
Wytrzymałam jego spojrzenie, pozwalając uśmiechowi igrać pod maską. Potem odwróciłam się i powoli weszłam po szerokich schodach. Z każdym stopniem moja cipa pulsowała gorąco i wilgotno. Czułam wilgoć między udami, wsiąkającą w koronkową tkaninę moich majtek. Korytarze na pierwszym piętrze były bardziej puste, drzwi stały otworem, przyćmione światło wpadało na zewnątrz. Usłyszałam jego kroki, zanim je dostrzegłam: cichy skrzyp butów na parkiecie. Jego oddech był blisko, gorący na moim karku.
„Zgubiłaś się?”, zapytał, teraz obok mnie. Jego głos był niski, z lekkim akcentem, może z południa. Brzmiał szorstko, zachłannie.
„Może właśnie tego szukałam”, odpowiedziałam, zatrzymując się przed uchylonymi drzwiami. Za nimi: łoże z baldachimem z białym prześcieradłem, światło księżyca wpadało przez okna sięgające podłogi. Idealne na to, co miało nadejść.
Podszedł bliżej. Jego dłoń uniosła mój podbródek. Jego palce były ciepłe, mocne. „Chcę cię wyruchać”, powiedział. Żadne pytanie. Stwierdzenie. Jego wzrok palił przez maskę.
„Więc to zrób. Weź mnie. Ruchaj mnie, aż będę krzyczeć.”
Jego usta były ciepłe, badawcze. Język musnął moje usta, domagając się wejścia. Uległam, wpuściłam go, gdy jego dłoń wsunęła się w moje włosy na karku i przyciągnęła mnie bliżej. Smakował whisky i goździkami. Maska uciskała moje czoło, ale jej nie zdjęłam. Byliśmy dwojgiem nieznajomych. Tak miało pozostać. Dwoje ciał, które pragnęły tylko jednego: gorąca, wilgoci, tarcia.
Odepchnął mnie do tyłu przez drzwi, które cicho zamknęły się w zamku. Jego palce odnalazły zamek błyskawiczny z boku mojej sukni, powoli go rozpięły. Jedwab odkleił się od mojej skóry jak druga skóra. Stałam przed nim w czarnej koronce, piersi na wpół zakryte, sutki stwardniałe pod materiałem. Głośno wciągnął powietrze. „Cholera, jesteś idealna. Twoje cycki…” Sięgnął po nie bez pytania, masował je, ściskał. Kciukami pocierał moje stwardniałe sutki, a ja jęknęłam.
„Jesteś napalona”, mruknął, po czym jednym ruchem położył mnie na łóżku. Prześcieradło było chłodne pod moimi plecami, jego ciało ciepłe, gdy pochylił się nade mną. Jego usta odnalazły moją szyję, miejsce za uchem, gdzie puls bił dziko. Wczepiłam się w jego marynarkę, pomogłam mu ją rozpiąć, a potem była już jego skóra – gładka i jędrna pod moimi dłońmi. Jego klatka piersiowa, ramiona, lekki pot, który już się pojawił.
Jego usta wędrowały niżej, nad obojczykiem, w dolinę między moimi piersiami. Odsunął stanik do góry, wziął moją brodawkę do ust. Wydobył się ze mnie jęk, gdy ssał, okrążał językiem, raz delikatnie, raz żądająco. Wygięłam się ku niemu, dałam mu poczuć, jak bardzo tego chcę. „Więcej”, wyszeptałam. „Liż moje cycki, pieprz mnie. Chcę twojego kutasa.”
Zaśmiał się cicho, wibracją głęboko w piersi. „Niecierpliwa? Dostaniesz, czego potrzebujesz, ty mała dziwko.” Jego palce odnalazły gumkę moich majtek, pociągnęły za nią. Uniosłam biodra, pomogłam mu. Potem leżałam pod nim naga, jego wzrok wędrował po mnie, po moich wilgotnych wargach, po mojej rozchylonej szparce. Przeciągnął językiem po wargach. „Twoja pizda jest już mokra. Spieszysz się, co?”
„Tak. Chcę poczuć twojego kutasa w sobie. Teraz.”
Wyprostował się, zrzucając spodnie i bokserki. Jego członek był długi, gruby, żołądź już wilgotna, kropla przezroczystego soku perliła się na czubku. Przeciągnęłam językiem po wargach. Chciałam go posmakować, ale on był niecierpliwy. Przeciągnął nim po moich udach, kazał mi czekać, pocierał żołędzią o moje wargi sromowe, zanurzył go na chwilę w mojej wilgoci, tylko po to, by znów go cofnąć. Przyciągnęłam go za biodra do siebie, otarłam się o niego, poczułam gorąco. „No dalej. Pieprz mnie. Przestań się bawić.”
Wnikał we mnie powoli, milimetr po milimetrze. Czułam każdą fałdę, każde rozciągnięcie, gdy wsuwał się we mnie. Krzyk uwiązł mi w gardle, ale zagryzłam wargę, pozwalając sobie tylko na drżenie. Zatrzymał się, dał mi odetchnąć, a potem zaczął poruszać się we mnie. Początkowo równomierny rytm, który z każdym ruchem stawał się mocniejszy. Owinęłam nogi wokół jego bioder, przyciągając go głębiej. „Tak, pieprz mnie. Pieprz swoją małą dziwkę.”
Wbił swojego kutasa głęboko w moją cipkę, czułam rozciągnięcie aż w brzuchu. Z każdym pchnięciem stawałam się bardziej wilgotna, słyszałam mlaskający odgłos naszych ciał. Chwycił moje biodra, przyciągając mnie na swojego członka, podczas gdy mnie pieprzył. „Czujesz się cholernie dobrze. Taka ciasna. Taka mokra. Twoja pizda ssie mnie.”
Jego dłoń wsunęła się między nasze ciała, odnalazła moją łechtaczkę, masując ją okrężnymi ruchami. Napięcie we mnie rosło, fala, która się budziła. Zamknęłam oczy, skupiając się na doznaniu: jego członek we mnie, jak mnie wypełniał, jego oddech w moim uchu, pot na jego skórze. „Dochodzę”, wysapałam. „Dalej, pieprz mnie dalej, wykończ mnie.”
Przyspieszył, wbijał się głębiej, mocniej. Słyszałam, jak sapał, jak jego oddech się urywał. Moje mięśnie zacisnęły się wokół niego, a ja eksplodowałam. Krzyk wyrwał mi się z gardła, gdy moja cipka skurczyła się wokół jego kutasa, wciągając go jeszcze głębiej. Jęknął, wtulając twarz w moje ramię, podczas gdy wytryskiwał. Ciepłe strumienie, które sprawiły, że zadrżałam ponownie. Czułam, jak jego sperma spływa we mnie, jak wypływa ze mnie, gorąca i lepka.
Leżeliśmy, splątani ze sobą, ciała wilgotne i ciężko oddychające. Jego kutas wciąż był we mnie, miękł, ale wciąż go czułam. Pocałował mnie w czoło, czubek nosa, usta. „Jak masz na imię?”, zapytał.
Pokręciłam głową. „Nie dzisiaj. Dziś jestem tylko kobietą pod maską. Twoją anonimową pieprzoną dziwką.”
Skinął głową, przyciągając mnie bliżej siebie. Na zewnątrz wciąż grała muzyka, walc. Kiedyś wstanę, włożę sukienkę, zniknę w nocy. Ale jeszcze nie. Jeszcze byłam bezimienna i wolna. Jeszcze byłam jego.
Cisza po wszystkim
Jego oddech uspokoił się, stał się regularny, podczas gdy jego dłoń wciąż przesuwała się po moich plecach – delikatny, niemal władczy gest. Przytuliłam się do niego, czując ciepło bijące z jego ciała i lekki zapach piżma i potu mieszający się z wonią lilii wodnych stojących w wazonie na stoliku nocnym. Światło księżyca malowało pasy na suficie, a ja gubiłam się w grze światła i cienia.
Przewrócił się na bok, podparł głowę dłonią i przyglądał mi się. Jego maska wciąż była na swoim miejscu, a ja uwielbiałam tę anonimowość. „Jeszcze ze mną nie skończyłaś, prawda?” – zapytał, a w jego głosie słychać było uśmiech.
„Nie. Jeszcze długo nie. Odwróć się.”
Usłuchał, przewracając się na plecy. Usiadłam, pozwalając, by moje piersi zwisały nad jego twarzą. Potem pochyliłam się, wzięłam jego penisa do ust, wciąż wilgotnego od moich soków i jego spermy. Wylizałam go do czysta, smakując nasze połączenie. Natychmiast stwardniał pod moim językiem. Wzięłam go głęboko, pozwoliłam, by wypełnił mi gardło, aż musiałam się zakrztusić. Jęknął, wplótł palce w moje włosy, prowadząc moją głowę. „Tak, bierz go. Połykaj.”
Ssałam, lizałam, delikatnie gryzłam żołądź. Potem wyprostowałam się, opadłam na niego, prowadząc jego twardość w moją wciąż mokrą cipkę. Wspólne westchnienie. Ujeżdżałam go, najpierw powoli, potem coraz szybciej, krążąc biodrami, gdy poruszałam się w górę i w dół. Jego dłonie odnalazły moje cycki, ściskały je, szczypały sutki. „Ujeżdżasz jak bogini” – wysapał. „Pieprz mnie. Ujeżdżaj, aż dojdziesz.”
Pochyliłam się, pocałowałam go, nadal ujeżdżając. Mój drugi orgazm narastał, szybciej niż pierwszy. Poczułam, jak drga we mnie, jak jest blisko. „Dojdź ze mną” – rozkazałam. „Teraz.”
Moja cipka zacisnęła się wokół niego, a ja krzyknęłam, gdy zalał mnie po raz kolejny. Poczułam, jak jego sperma tryska głęboko we mnie, jak wypływa ze mnie, spływa po jego jądrach na prześcieradło. Opadłam na niego, dysząc, spocona, szczęśliwa.
Leżeliśmy tak, aż muzyka ucichła. Potem wstałam bez słowa, narzuciłam sukienkę, pozwalając jedwabowi przesunąć się po mojej wilgotnej skórze. Patrzył na mnie, a jego wzrok był nieprzenikniony. Przy drzwiach odwróciłam się. „Może zobaczymy się w przyszłym roku.”
„Może” – odpowiedział.
Wyszłam w noc, zostawiając maskę na twarzy. Byłam nikim. Byłam każdą kobietą. Byłam zaspokojona.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
