Zapomniałem jej śmiechu. Nie tego uprzejmego uśmiechu dla współpracowników, ale tego głębokiego, gardłowego chichotu, który zapierał mi dech. Stało się to, gdy otwierałem drzwi do naszego wiejskiego domu – starej, krętej budowli z szarego kamienia, którą kupiliśmy razem lata temu, a potem zaniedbaliśmy. Klucz obracał się ciężko w zamku, zawiasy zaskrzypiały, a zapach kurzu i żywicy nas otoczył. Przekroczyła próg, odwróciła się, a jej śmiech rozbrzmiał w sieni. „Pamiętasz, jak spędziliśmy tu pierwszą noc?”, zapytała. Poczułem, jak coś w mojej piersi mięknie. Tak, wiedziałem. Na kocu przed kominkiem, podczas gdy wiatr wył wokół domu.

Stanąłem za nią, położyłem dłonie na jej ramionach. Lekko drgnęła, potem się rozluźniła. „Pamiętam wszystko”, mruknąłem, ustami przy jej uchu. „Zapach ognia, chłód wciskający się przez szpary i twoje dłonie, które nigdy nie były w bezruchu.” Oparła się o mnie, jej głowa spoczęła na moim ramieniu. „A ja pamiętam twoją niecierpliwość”, powiedziała cicho. „Jak rozpalałeś kominek, jakby od tego zależało twoje życie.” Zaśmialiśmy się oboje, a ciężar lat opadł z nas.
Kominek
Ogień już dawno płonął, gdy zapadł zmierzch. Płomienie lizały polana, rzucając tańczące cienie na belki sufitu. Siedziała na dywanie, z podciągniętymi nogami, i kręciła kieliszkiem czerwonego wina. Stałem oparty o framugę i obserwowałem, jak składa usta, jak kosmyk włosów opada jej na policzek. „Gapisz się”, powiedziała, nie podnosząc wzroku. „Cieszę się widokiem.” Zaśmiała się znowu, ale teraz w tym śmiechu było coś ochrypłego. „Chodź tu”, poprosiła. Usiadłem obok niej i przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, z ciepłem ognia na skórze. Jej dłoń znalazła moją, splotła palce. „Dziś mija piętnaście lat”, szepnęła. „Piętnaście lat od pierwszego pocałunku.” Musiałem przełknąć ślinę. „Czuję się jak całe życie.” Odwróciła się do mnie, twarz w połowie w cieniu, w połowie w złotym świetle. „I jak jedna chwila.”
Pochyliłem się, by dolać jej wina, ale powstrzymała moją rękę. „Nie chcę pić”, powiedziała. „Chcę cię czuć, bez niczego pomiędzy.” Jej słowa uderzyły we mnie głęboko. Odstawiłem butelkę i zwróciłem się ku niej cały. W blasku ognia dostrzegłem drobne linie wokół jej oczu, ślady uśmiechu. Dotknąłem jej twarzy, przesunąłem kciukiem po kości policzkowej. Zamknęła oczy, wypuściła głęboki oddech. „Tak się cieszę, że tu jesteśmy”, szepnęła. „Ja też.”
Jej dłoń wysunęła się z mojej, pogłaskała moje ramię w górę, przez bark, aż jej palce odnalazły mój kark. Dotyk był delikatny jak piórko, ale wypalał się w pamięci. „Tęskniłam za tym” – powiedziała cicho. „Za czym konkretnie?” „Za tobą. Za nami.” Przyciągnęła mnie bliżej, a gdy nasze usta się spotkały, poczułem smak wina, jej ciepło. To nie był głodny pocałunek, raczej odkrywanie na nowo, rozpoznawanie. Czubek jej języka przesunął się po mojej dolnej wardze, a ja zatopiłem dłoń w jej włosach, tym miękkim, jedwabistym splocie, który głaskałem niezliczoną ilość razy. Westchnęła w moje usta, ten dźwięk rozprzestrzeniał się, wibrował w całym moim ciele. Nasze czoła oparły się o siebie. „Chcę cię” – szepnęła. „Ale powoli. Dziś chcę przeżyć każdą chwilę.”
Przesunąłem dłońmi po jej plecach, wyczuwając łuk kręgosłupa przez cienki materiał. Przytuliła się do mnie mocniej, jej usta szukały mojej szczęki, mojego ucha. „Opowiedz mi, co czujesz” – poprosiła, jej głos ledwo słyszalny. „Czuję twoje ciepło” – zacząłem, mój głos ochrypły. „Bicie twojego serca, puls na twojej szyi. Czuję, jak drżysz – nie z zimna.” Zaśmiała się cicho, powiew na mojej skórze. „To poczuj mnie” – mruknęła i przycisnęła się do mnie mocniej. Jej biodra kołysały się delikatnie przeciwko moim, a ja poczułem żar, który z niej emanował. Moje dłonie powędrowały niżej, objęły jej pośladki, przyciągnęły ją do mnie. „Tak” – jęknęła. „Właśnie tak.”
Sukienka
Wstała, a ja zostałem na dywanie na kolanach, patrząc na nią z dołu. Jej palce pracowały nad zamkiem błyskawicznym, aksamitny materiał zsunął się z jej ramion, opadł na podłogę. Stała w migoczącym blasku ognia, ubrana tylko w koronkowy dół, skóra w bursztynowym świetle. Jej piersi były pełne, sutki wzniesione, krągłości miękkie. Oddychałem płytko. „Chodź” – mruknęła, wyciągając do mnie rękę. Ująłem ją, wstałem, przesunąłem dłonie po jej talii, w górę do żeber, aż moje kciuki spoczęły pod jej piersiami. Odrzuciła głowę do tyłu, ofiarowując mi swoją szyję. Pochyliłem się, przesunąłem ustami po jej gardle, czując puls. „Twoje dłonie” – szepnęła. „Tak bardzo tęskniłam za twoimi dłońmi.”
Przesunąłem językiem w dół jej szyi, aż do obojczyka, a ona zadrżała. Moje palce objęły jej sutki, delikatnie tocząc je między kciukiem a palcem wskazującym. Jej oddech zamarł. „Proszę” – wyszeptała. Pochyliłem się niżej, wziąłem jeden sutek do ust, okrążałem go językiem, ssałem delikatnie. Wczepiła się w moje włosy, przyciskając moją głowę mocniej do siebie. „O tak” – sapnęła. Zająłem się drugą piersią, nie pomijając żadnego miejsca. Jej kolana ugięły się, musiała się mnie przytrzymać. „Nie za dużo” – wyrzuciła z siebie, ale jej ciało przeczyło: wygięła się ku mnie, ofiarowując się.
Rozpiąłem koszulę, a jej wzrok podążał za każdym ruchem. Pomogła mi zsunąć ją z ramion, po czym położyła dłonie na mojej klatce piersiowej. „Wciąż jesteś taki silny” – powiedziała. Jej palce kreśliły kontury moich mięśni, okrążały moje sutki, powoli wędrowały niżej po brzuchu. Potem pociągnęła za pasek moich spodni, rozpięła guzik, pociągnęła zamek. Wstrzymałem oddech. Zsunęła spodnie z moich bioder, a ja z nich wyszedłem. Moje bokserki napinały się na twardym członku, żołądź wyraźnie się odznaczała. Uklękła, ściągnęła bokserki zębami, a mój członek wyswobodził się – ciężki, pulsujący, żołądź lśniąca od wilgoci. Ujęła go w obie dłonie, przesuwała kciukami po trzonie, pieściła nabrzmiałą żołądź. „Taki piękny” – wyszeptała, po czym otworzyła usta i wzięła mnie głęboko. Jej ciepły język oplatał moją żołądź, głowa poruszała się w przód i w tył, a ja jęczałem i zatapiałem dłonie w jej włosach. „Cholera, twoje usta” – sapnąłem, gdy wsunęła mnie do gardła aż po nasadę. Ssała, z wklęśniętymi policzkami, i czułem wibrację jej jęku wokół mojego trzonu. „Wolniej” – upomniałem, pociągając ją za ramiona. „Nie, jeśli mam nie eksplodować wcześniej.”
Zaśmiała się ochryple, jej usta wilgotne od mojej rozkoszy. „To pokaż mi, jak tego chcesz.” Ująłem jej twarz w obie dłonie, pocałowałem dziko, smakując siebie na jej języku. Potem odepchnąłem ją do tyłu, aż jej nogi uderzyły o kanapę. Opadła na poduszki, rozchylając nogi – zapraszająco, łakomie. Zostałem w miejscu i przesunąłem wzrokiem po jej ciele: twarde sutki, płaski brzuch, ciemny trójkąt wystający spod koronkowego brzegu. Wysunęła się z majtek, powoli, prowokująco, i upuściła je. Jej cipka była wilgotna, wargi sromowe nabrzmiałe, szpara lśniąca. „Chodź tu” – powiedziała – „i w końcu mnie posmakuj.”
Uklęknąłem między jej nogami, pochyliłem się, a ona uniosła biodra. Zapach jej pożądania uderzył mi do głowy, słodki i słony, i intensywny. Wziąłem jej cipkę do ust, lizałem wzdłuż szpary, zbierałem jej wilgoć. Jęknęła długo i głęboko, jej dłonie w moich włosach. Wniknąłem językiem między jej wargi sromowe, znalazłem jej łechtaczkę, okrążałem ją czubkiem. Jej miednica napierała na moją twarz, oddech przeszedł w sapanie. „O tak, właśnie tam”, jęknęła, nogi na moich ramionach. Ssałem jej łechtaczkę, wsunąłem dwa palce w jej wilgotną cipkę, rozchyliłem ją, pieprzyłem ją powoli palcami, podczas gdy mój język okrążał jej łechtaczkę. Wygięła się w łuk, jej pośladki się zacisnęły, a pierwsze drżenie przebiegło przez jej uda. „Więcej”, wysapała, „chcę więcej.”
Wyprostowałem się, jej dłonie już były na moim kutasie, prowadziły żołądź do jej mokrej szpary. Chwila oporu, potem wsunąłem się – jednym, głębokim pchnięciem, aż moje jądra dotknęły jej pośladków. Jej cipka objęła mnie ciasno, gorąco, pulsująco, a wspólne jęki wypełniły pokój. „Boże, jesteś taka ciasna”, wydusiłem. Zaśmiała się – szorstki, gardłowy dźwięk, który wibrował w moim trzonie. „A ty taki twardy”, odpowiedziała, „tak cholernie twardy.” Wycofałem się, aż została tylko żołądź, potem uderzyłem ponownie, głębiej, wolniej. Jej biodra kręciły się przeciw moim, jej wnętrze masowało mnie, ciągnęło głębiej. „Pozwól mi cię poczuć”, szepnęła, nogi owinęły się wokół mojej talii. „Każdy centymetr.”
Ogień rośnie
Płomienie w kominku dawno urosły w wściekłe języki, ale nasz żar je przewyższał. Każde pchnięcie unosiło ją wyżej na kanapie, jej piersi kołysały się, sutki twarde jak kamienie. Pochyliłem się nad nią, wziąłem jedną pierś do ust, ssałem, podczas gdy mój kutas wsuwał się i wysuwał z niej, rytmiczne, głębokie pieprzenie. Jej jęki stawały się głośniejsze, przenikliwsze, jej chwyt na moich plecach niemal bolesny. „Pieprz mnie mocniej”, krzyknęła, „proszę, pieprz mnie jeszcze mocniej.” Podparłem się nad nią, zmieniłem kąt, uderzyłem głębiej, ukośniej, a jej oczy się rozszerzyły. „Tam!”, wrzasnęła, „właśnie tam! Dalej!” Wbijałem się w nią, każde pchnięcie jak uderzenie młota, a jej cipka stawała się wilgotniejsza, gorętsza. Dźwięk naszych ciał, klaskanie skóry o skórę, zapach pożądania i ognia – wszystko zlało się w jeden, odurzający sztorm.
Najpierw ona – gwałtowne drgnięcie, potem długi, drżący łuk. Jej cipka zacisnęła się wokół mojego kutasa, gorący strumień wylał się na moją laskę, a jej krzyk odbił się echem w deskach podłogi. Pieprzyłem ją dalej przez orgazm, a jej wrażliwość sprawiła, że jęczała jak szalona. „Chcę cię też poczuć” – sapnęła – „chcę, żebyś doszedł, głęboko we mnie”. Jej słowa, jej wilgotne, pulsujące wnętrze, widok jej drgającego ciała – to doprowadziło mnie do wrzenia. Wbiłem się jeszcze raz, drugi, po czym rozładowałem się długim, gorącym strumieniem, który wypełnił jej cipkę i wypłynął z niej. Poczułem, jak jej ścianki pulsują wokół mnie, jakby była w stanie przyjąć każdą kroplę. Doszliśmy razem, eksplozja potu, pożądania i światła ognia, a ja opadłem na nią ciężko, wciąż w niej.
Popiół
Długo leżeliśmy, nasze ciała mokre i sklejone, zapach seksu i dymu w powietrzu. Jej serce biło o moją klatkę piersiową, zsynchronizowane, stopione. Uniosła dłoń, odgarnęła mi wilgotne włosy z czoła. „Piętnaście lat” – mruknęła – „a wciąż czujesz się jak wtedy”. Zaśmiałem się cicho, pocałowałem jej wilgotną skórę. „Czuję się młodziej niż wtedy”. Przytuliła się do mnie, a ja przewróciłem się na bok, przyciągając ją w ramiona. Płomienie wypaliły się, w kominku został tylko żar. „Co myślisz” – szepnęła – „może powinniśmy częściej odwiedzać ten wiejski dom?” Przycisnąłem ją mocniej, przesuwając palcami po jej plecach, podczas gdy cisza wokół nas promieniowała spokojem, jaki może stworzyć tylko dzielona rozkosz. „Myślę” – odpowiedziałem – „że to początek nowej tradycji”. Jej śmiech – ten głęboki, gardłowy chichot – wypełnił pokój, i wiedziałem, że to nie będzie ostatni raz.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
