Ta historia została stworzona automatycznie przy wsparciu AI. Wszystkie osoby są pełnoletnie. Od 18 lat.

Popołudnie ciążyło nad miastem, gdy weszłam do biblioteki, zmęczona tygodniem pełnym pomieszanych czasowników i niespokojnych uczniów. Chciałam tylko ciszy, szelestu papieru, zapachu starego drewna i kurzu. Zamiast tego znalazłam ją.
Stała między dwoma rzędami półek, plecami częściowo do mnie zwrócona, i wsuwała stos książek na półkę. Jej włosy opadały ciemnymi falami na ramiona, a gdy się odwróciła, by wziąć kolejną książkę, jej profil uderzył mnie jak cios. Jej usta były lekko rozchylone, skupione, a palce przesuwały się po grzbietach książek, jakby pieściła każdą z nich. Zatrzymałam się, w środku przejścia, niezdolna się ruszyć.
Podniosła głowę. Jej oczy spotkały moje, i poczułam, jak gorąco wzbiera mi w karku. Nie uśmiechnęła się od razu, lecz przyglądała mi się ze spokojną ciekawością, która przenikała mnie na wylot. Potem ledwo zauważalnie skinęła głową i odwróciła się z powrotem do swojej pracy. Cofnęłam się, aż moje ramię uderzyło o półkę, i ukryłam się w następnym przejściu. Moje serce waliło, jakbym zrobiła coś zakazanego.
Ale nie mogłam odejść. Zostałam tam, gdzie byłam, i obserwowałam ją przez wąskie szczeliny między książkami. Pracowała ze spokojną skutecznością, podnosiła książkę, przeglądała ją krótko, odkładała z powrotem. Jej nadgarstek poruszał się elegancko, i widziałam, jak jej bluzka napina się, gdy sięgała w górę. Skrawek skóry między jej koszulą a paskiem spodni. Przełknęłam ślinę, a moje ciało płonęło, jakbym miała gorączkę.
Wraczałam. Przez kolejne dni, potem przez następny tydzień. Wymyślałam spotkania, sprawunki, powody, by przechodzić obok księgarni. Stałam przy witrynie, udając, że studiuję wystawę, i patrzyłam, jak doradza klientom, jak się śmieje, jak odgarnia kosmyk za ucho. Czasem łapała moje spojrzenie przez szybę, a mój żołądek się ściskał. Raz uniosła dłoń, machnęła krótko, a ja cofnęłam się tak gwałtownie, że omal nie potknęłam się o stojak na rowery. Wstydziłam się, ale nie mogłam przestać. Byłam łowczynią, która nigdy nie zagadywała swojej ofiary, obserwatorką, która trzymała się każdego szczegółu, jakby to było jej własne życie.
Kiedy mój przyjaciel Jonas tygodnie później zaprosił mnie na wędrówkę, zgodziłem się bez wahania. Potrzebowałem dystansu, świeżego powietrza, ciszy gór. Wspinaliśmy się ścieżką wiodącą między świerkami i rumowiskiem, a pot spływał mi po plecach, gdy w zasięgu wzroku pojawiła się górska chata. Drewno, zwietrzałe, mały taras z dwoma krzesłami. I tam, na jednym z krzeseł, siedziała ona.
Sophia.
Miała otwartą książkę, opuszczoną głowę, skrzyżowane nogi. Jej bose stopy spoczywały na poręczy, a wiatr bawił się brzegiem jej sukienki. Zatrzymałem się, a Jonas odwrócił się do mnie. Uśmiechnął się szeroko. „To jest Sophia” – powiedział. „Mieszka teraz tutaj na górze, pisze własną książkę. Czasem dzielimy się chatą, gdy jest w mieście. Jest otwarta.” Wzruszył ramionami. „Na wszystko, szczerze mówiąc.”
Skinąłem głową, choć miałem sucho w ustach. Podniosła głowę, gdy podeszliśmy bliżej, a jej oczy od razu mnie odnalazły. Uśmiech, powolny, jak otwieranie drzwi. „Jesteś tym mężczyzną z biblioteki” – powiedziała. „Tym, który zawsze stoi przy oknie.”
Jonas zaśmiał się i poklepał mnie po ramieniu. „Zrobię nam herbatę” – powiedział i zniknął w chacie.
Stałem przed nią, a słońce paliło mnie w kark. Zamknęła książkę i położyła ją na stole. „No” – powiedziała. „Co tu robisz?”
Szukałem słów, ale moja głowa była pusta. „Chyba jestem tu, żeby cię spotkać” – powiedziałem w końcu, a mój głos brzmiał obco.
Zaśmiała się cicho, a jej dłoń znalazła moją. Jej palce były chłodne, a ja poczułem, jak całe moje ciało się na tym skupia. „To dobrze” – powiedziała. „Czekałam na ciebie już nieraz.”
Wieczór się ciągnął, gdy jedliśmy i rozmawialiśmy, gdy Jonas opowiadał historie, a Sophia raz po raz rzucała mi spojrzenia, które zapierały mi dech. Gdy zapadł zmierzch, a świece na stole migotały, Jonas wstał i przeciągnął się. „Schodzę do wioski, coś jeszcze przynieść” – powiedział. „Macie sobie coś do omówienia.” Puścił do mnie oko, a ja usłyszałem, jak drzwi zatrzaskują się za nim.
Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, a ogień w piecu rzucał tańczące cienie na ściany. Zofia wstała, obeszła stół i usiadła na poręczy mojego krzesła. Położyła dłoń na moim ramieniu, a ja poczułem jej ciepło przez materiał koszuli. „Obserwowałam cię” – powiedziała. „Jak stałeś przy oknie, jak patrzyłeś. Spoglądałeś na mnie, jakbym była książką, którą chcesz przeczytać.”
Podniosłem głowę, a jej twarz była blisko, jej usta zaledwie centymetry od moich. „Nie chciałem cię…” – zacząłem, ale ona pokręciła głową.
„Podobało mi się to” – powiedziała. „Podobało mi się, że tak na mnie patrzyłeś. Jakby sprawiało ci ból, nie patrzeć.”
Pochyliła się, a jej pocałunek był miękki i wymagający zarazem. Poczułem jej język, jej smak czerwonego wina i dymu, a moje dłonie odnalazły jej talię. Jęknęła cicho, gdy przyciągnąłem ją bliżej, a jej palce wbiły się w moje włosy.
„Weź mnie” – szepnęła mi w usta. „Ale patrz na mnie. Patrz na mnie, gdy mnie bierzesz.”
Wstała, podniosła mnie z krzesła i poprowadziła do sypialni. Materac na podłodze, góra koców, okno wychodzące na ciemne góry. Postawiła mnie na środku pokoju i cofnęła się o krok. Potem, powoli, rozpięła zamek swojej sukienki. Materiał zsunął się z jej ramion, a ona pozwoliła mu opaść na podłogę. Nie miała nic pod spodem.
Stałem tam, a mój wzrok wędrował po jej ciele. Jej piersi, ciężkie, z ciemnymi sutkami. Krzywizna talii, zaokrąglenie bioder. Ciemne włosy między jej nogami, lśniące wilgocią. Trzymała mój wzrok, gdy jej dłoń zsunęła się między uda, i widziałem, jak jej palce poruszają się powoli, okrężnie. Jęknęła cicho, a jej oczy pozostały na mnie skierowane.
„Rozbierz się” – powiedziała. „Chcę cię widzieć.”
Moje ręce drżały, gdy rozpinałem koszulę, otwierałem spodnie. Podeszła bliżej, gdy stałem przed nią nagi, a jej palce przesunęły się po mojej piersi, brzuchu, aż objęły mojego penisa. Był twardy, wilgotny od napięcia, a ona przesuwała po nim dłonią powoli, wciąż na mnie patrząc.
„Tak długo na mnie patrzyłeś” – powiedziała. „Teraz tu jestem. Teraz możesz zrobić wszystko, co sobie wyobrażałeś.”
Podniosłem ją, a jej nogi oplotły moje biodra. Zaniosłem ją na materac, położyłem na kocach, a jej ciało otworzyło się pode mną. Przyciągnęła mnie do siebie, dłonie na moich plecach, i poczułem, jak jej wilgotne gorąco napiera na mojego penisa. Przycisnęła go do siebie, potarła o swoją wargę sromową, i zobaczyłem, jak jej oczy ciemnieją.
„Teraz” – powiedziała. „Teraz, ale powoli.”
Wszedłem w nią, a jej oddech zamarł. Była ciasna i gorąca, i poczułem, jak zaciska się wokół mnie, gdy byłem w niej po sam nasadę. Trzymała mój wzrok, dłonie na moich policzkach, a ja poruszałem się powoli, tak powoli, że czułem każdy centymetr. Jej miednica unosiła się ku mnie, a jej jęk był cichy, niemal szeptem.
„Tak” – wyszeptała. „Właśnie tak. Patrz na mnie. Patrz na mnie, gdy jesteś we mnie.”
Podparłem się na łokciach, a mój wzrok pozostał na jej twarzy, na jej oczach, które lśniły, na jej ustach, które rozchyliły się, gdy stawałem się twardszy. Przyspieszyłem tempo, a jej biodra uderzały o moje, i słyszałem wilgotny odgłos naszych ciał, skrzypienie materaca, jej oddech, który przyspieszał. Poczułem, jak jej wnętrze kurczy się wokół mnie, a ona krzyknęła cicho, w poduszkę, a jej nogi przyciągnęły mnie głębiej.
Doszedłem w niej, z jękiem, który wyrwał się z mojego gardła, i wtuliłem twarz w jej szyję, podczas gdy moje ciało uwalniało się falami. Trzymała mnie mocno, palce w moich włosach, i szepnęła coś, czego nie zrozumiałem, ale co brzmiało jak obietnica.
Gdy nastał poranek, leżałem obok niej, a światło wpadało przez okno na jej nagie ramię. Odwróciła się do mnie, a jej dłoń spoczęła na mojej piersi. „Teraz wychodzisz” – powiedziała. „Wychodzisz, a potem wracasz.”
Spojrzałem na nią i wiedziałem, że ma rację. Wstałem, ubrałem się, a w drzwiach odwróciłem się jeszcze raz. Leżała tam, naga, koc do bioder, i uśmiechała się. „Jestem tutaj” – powiedziała. „Wiesz, gdzie mnie znaleźć.”
Wyszedłem w chłodne poranne powietrze, a ścieżka zaprowadziła mnie z powrotem do doliny. Ale wiedziałem, że wrócę. Wiedziałem, że zobaczę ją znowu, że znów będę patrzeć, jak rozbiera się przede mną, i że wezmę ją ponownie, z otwartymi oczami, aż nic już nie będzie między nami.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
