„Widzisz te światła?“, szepnęła Lena, przyciskając plecy do balustrady balkonu. Jej oczy przesuwały się po rozświetlonej siatce okien przeciwległego skrzydła hotelu, gdzie za zasłonami przemykały cienie.

Lukas stanął tuż za nią, ciepło jego ciała spowiło jej nagie ramiona jak drugi płaszcz. „Mam nadzieję“, mruknął jej do ucha, a oddech łaskotał jej skórę. „Dlatego zarezerwowałem ten pokój.“ Jego dłonie zaczęły na jej ramionach, wędrując po cienkim jedwabiu jej sukienki, wyczuwając lekkie drżenie mięśni. Ciepła noc niosła zapach soli i jaśminu z ogrodu, zmieszany z odległym brzęczeniem miasta.
Plan
Wiele razy omawiali tę grę, w deszczowe noce, gdy wino rozluźniało ostatnie zahamowania. To Lena to zaproponowała – jej otwarte pragnienie, jej powaga przekonały wtedy Lukasa. Teraz stali tutaj, dwadzieścia pięter nad asfaltem, a każde jasne okno naprzeciwko błyszczało jak zachłanne oko.
„Pokaż im, że mnie pożądasz“, wyszeptała. „Przed nimi wszystkimi.“
Dłonie Lukasa nie wahały się dłużej. Chwycił zamek jej sukienki i powoli go zsunął. Brzęk metalu zabrzmiał głośno w ciszy, jak zapowiedź. Materiał odkleił się od jej skóry, opadł szeleszczącą falą na kamień. Została tylko w cienkich, czarnych figach, naga skóra lśniła w rozproszonym świetle balkonowej lampy, gładka jak jedwab.
„Odwróć się“, zażądał cicho. „Pokaż im, co mogą zobaczyć.“
Lena posłuchała. Odwróciła się do balustrady, opierając dłonie na chłodnym kamieniu. Jej plecy wygięły się, kręgosłup rysował delikatną linię. Figi napięły się na jej pośladkach, czarny trójkąt, który ukrywał więcej, niż odsłaniał. Światła miasta leżały pod nią jak dywan z tysiąca gwiazd – a gdzieś tam, w rozświetlonych prostokątach, poruszały się cienie. Nie mogła ich dokładnie dojrzeć, ale je czuła: spojrzenia spoczywające na jej ciele.
„Jestem ich sekretną przyjemnością na tę noc“, powiedziała cicho, stwierdzenie, nie pytanie.
Lukas zbliżył się, zsunął figi opuszkami palców z jej bioder. Podążyły za sukienką na podłogę. Teraz była przed nim całkowicie naga, naga przed oczami miasta. Pozwolił swojemu wzrokowi wędrować po jej ciele: długie nogi, łagodne wygięcie pośladków, wąska talia, lekkie pochylenie głowy. Ciemne włosy opadały jak zasłona na jej twarz.
„Jesteś przepiękna“, wyszeptał. „I należysz do mnie. Ale tej nocy dzielę się tobą z nimi.“
Powolnym, świadomym ruchem przesunął dłoń między jej nogi. Była już wilgotna, jej ciepło uderzyło w niego, delikatny, ziemisty zapach. Poczuł, jak drży, gdy jego palce rozchyliły jej wargi sromowe. Była gotowa, mięśnie drgały pod jego dotykiem. „Jesteś taka gotowa na mnie”, mruknął.
„Tak”, szepnęła. „Ale pozwól im patrzeć. Zrób to porządnie.”
Lukas przesunął palcami po jej wzgórku łonowym, krążył wokół łechtaczki, nie dotykając jej bezpośrednio. Jej oddech przyspieszył, piersi unosiły się i opadały. Przycisnęła podbrzusze do jego dłoni, ale on się cofnął, ciche nie. „Nie tak szybko”, powiedział. „Zabawa dopiero się zaczęła.”
Przedstawienie się zaczyna
Cofnął się o krok, rozpiął pasek. Klamra zadzwoniła o kamień, gdy spadły spodnie. Potem koszula. Stał przed nią nagi, erekcja wyraźnie widoczna, trzon lekko wygięty. Lena odwróciła głowę, rzuciła spojrzenie przez ramię. „Ty też jesteś gotowy”, stwierdziła, zadowolenie w głosie, delikatny uśmiech na ustach.
„Odwróć się”, rozkazał. „Popatrz na nich. Pokaż im, co z tobą robię.”
Posłuchała, odwróciła się do balustrady, spojrzała na migoczące okna. Lukas stanął za nią, jego twardy penis przyciskał się do wilgotnego gorąca między jej nogami, czubek dotykał jej warg sromowych. Chwycił jej biodra, pociągnął ją lekko do tyłu, aż zaczął bawić się żołędzią przy jej wejściu. „Mają zobaczyć, jak w ciebie wchodzę?”, zapytał.
„Tak”, szepnęła ochryple. „Niech to zobaczą.”
Pchnął. Powoli, centymetr po centymetrze, wsunął się w jej ciasną, gorącą pochwę. Zaczerpnęła gwałtownie powietrza, gdy wypełnił ją całkowicie – uczucie pełni, dopełnienia. Przez chwilę trwali bez ruchu, ich ciała złączone, tylko ciche drżenie jej mięśni. Dłonie Lukasa sięgnęły po jej piersi, ciężkie i ciepłe w jego dłoniach. Pieścił jej stwardniałe sutki, podczas gdy tkwił w niej głęboko, czubki między kciukiem a palcem wskazującym.
„Ruszaj się”, ponagliła. „Pokaż im, jak mnie ruchasz.”
Zacznął pchać. Rytmiczne tam i z powrotem, jego biodra uderzały o jej pośladki. Odgłos ich ciał – mokre, rytmiczne plaśnięcia – mieszał się z nocnym szumem miasta. Lena jęknęła cicho, odchyliła głowę do tyłu, odsłaniając gardło. Jej ciało było zaproszeniem, gładką, nagą sylwetką w półmroku, dłonie na balustradzie.
„Widzisz to okno na trzecim piętrze, to jasno oświetlone?”, sapnął Lukas. „Ktoś stoi przy oknie. Gapi się tutaj.”
Lena otworzyła oczy. Mogła dostrzec ciemną postać, nieruchomą, sylwetkę mężczyzny. „Tak”, mruknęła. „On nas widzi. Widzi wszystko.”
Ta myśl sprawiła, że stała się jeszcze bardziej wilgotna. Lukas poczuł to, jak jej mięśnie zacisnęły się ciaśniej wokół jego członka, jak wciągała go głębiej w siebie. Wbił się głębiej, mocniej, żołądź uderzyła o jej szyjkę macicy. „Mam ci powiedzieć, co on sobie pewnie myśli?”, zapytał. „Myśli: Ta kobieta tam jest taka napalona. Pozwala, żeby mąż brał ją na balkonie, w środku nocy, na widoku wszystkich. Chciałby ją zobaczyć z bliska.”
Lena jęknęła, głęboko, gardłowo. „Może… może on chce czegoś więcej niż tylko patrzeć.”
Lukas poczuł ukłucie zaskoczenia, powiew adrenaliny. Czy to było prawdziwe, czy ona grała? „Chcesz tego?”, zapytał, nie przerywając rytmu. „Chcesz, żeby się zbliżył? Żeby nas usłyszał?”
„Tak”, wyrzuciła z siebie. „Niech przyjdzie.”
Lukas wiedział, że przekroczą pewną granicę. Ale podniecenie było zbyt silne, pragnienie w jej oczach nie do przeoczenia, ciemny ogień. Wysunął się z niej, powoli, niechętnie, zostawiając ją stojącą. Jej piersi unosiły się i opadały gwałtownie, pot lśnił na jej skórze, cienką warstwą.
„Chodź”, powiedział. „Wchodzimy do środka. Ale zostawiamy drzwi otwarte.”
Przeszli przez szklane drzwi z powrotem do pokoju, zostawiając je szeroko otwarte, zasłona falowała na lekkim wietrze. Łóżko było nietknięte, prześcieradła chłodne i białe. Lukas położył Lenę na plecach, rozłożył jej nogi, kolana wypchnięte na zewnątrz. Leżała przed nim naga, łono zwrócone ku niemu, wargi sromowe nabrzmiałe i lśniące od jego pożądania, wilgotne i otwarte. Ale jego wzrok powędrował ponad nią, na balkon, na jasną postać, która powoli się zbliżała.
To był mężczyzna, może po trzydziestce, z lekką brodą, która połyskiwała w świetle księżyca. Miał na sobie szlafrok, pasek luźno związany, materiał rozchylony. Jego twarz była w cieniu, ale postawa zdradzała ciekawość, napiętą czujność. Stał na samym skraju balkonu, który dzieliło od nich zaledwie dwa metry – balustrady prawie się stykały, dzielił je wąski szpar.
„Widzisz go?”, szepnął Lukas. Lena odwróciła głowę, dostrzegła nieznajomego. Zamiast strachu czy wstydu, po jej twarzy przemknął uśmiech, wyraz triumfu, władzy. „Tak”, szepnęła w odpowiedzi. „To nasza publiczność.”
Lukas pochylił się między jej nogami. Językiem przejechał po jej wilgotnych fałdach, zanurzył się w jej smaku – słonym, słodkim, ziemistym. Usłyszał, jak wstrzymuje oddech, ciche syknięcie. Potem zaczął lizać jej łechtaczkę, regularnymi, powolnymi kręgami, czubek języka mocno przyciśnięty do wrażliwego miejsca. Lena wpiła się w jego włosy, przyciągnęła go mocniej do siebie, palce wbiły się w nie. Jej jęki stawały się głośniejsze, bardziej niecierpliwe, crescendo. Mężczyzna na balkonie nie poruszył się, ale jego głowa była lekko przechylona, żeby lepiej widzieć, szlafrok napiął się na jego klatce piersiowej.
„On gapi się na twoje usta”, szepnęła Lena. „Patrzy, jak mnie liżesz.”
Lukas rozkoszował się tą myślą. Przyspieszył tempo, pozwolił językowi wniknąć w nią głębiej, w jej gorącą, ciasną pochwę. Jej biodra uniosły się z łóżka, ciało napięło się, mięśnie wystąpiły na wierzch. Punkt kulminacyjny był blisko, czuł drżenie jej ud. Ale Lukas zatrzymał się, gdy była tuż przed nim, cofnął język.
„Jeszcze nie”, powiedział. „Ma zobaczyć, jak w ciebie wchodzę.”
Wyprostował się, jego penis lśnił od jej wilgoci. Poprowadził go do jej wejścia, czubek dotknął jej, lekki nacisk. Powoli wniknął, rozkoszując się jej gorącym łonem, ciasnym objęciem. Potem zaczął wbijać się w nią, powoli, każdy ruch głęboki i rozległy, równomierny rytm. Lena spojrzała ponad nim na balkon. Mężczyzna oparł dłonie na balustradzie, jego ciało było napięte, szlafrok zsuwał się z jednego ramienia. W bladym świetle dostrzegła erekcję pod tkaniną, wyraźne wybrzuszenie.
„Jest twardy”, wyszeptała. „Całkiem twardy. Chce dołączyć.”
Lukas poczuł przypływ dzikiej namiętności, falę gorąca. Chwycił biodra Leny mocniej, wbijał się głębiej, szybciej. Łóżko jęczało pod nimi, sprężyny skrzypiały w takt. Jej okrzyki rozkoszy wypełniły pokój, nieprzefiltrowane, surowe. Była tuż przed szczytem, jej oddech zamarł, nogi drżały. I wtedy, dokładnie w tej chwili, usłyszeli, jak otwierają się szklane drzwi na sąsiednim balkonie. Mężczyzna stał tuż przy linii oddzielającej balkony, jego twarz teraz wyraźnie widoczna: szerokie kości policzkowe, ciemne oczy zachłannie wpatrzone w jej ciało, lekki zarost.
„Dalej”, szepnęła Lena. „Niech zobaczy, jak mnie pieprzysz.”
Lukas posłuchał. Wycofał się prawie całkowicie, tylko czubek pozostał w niej, i wbił się ponownie, za każdym razem głuchy odgłos, zderzenie ciał. Lena krzyknęła, jej orgazm się zbliżał, fala wychodząca z jej wnętrza. Przygryzła wargę, ale jęki i tak się wydobyły, dzikie i niekontrolowane. Jej ciało zaczęło drżeć, mięśnie pochwy zaciskały się rytmicznie wokół jego penisa, ciepłe, pulsujące uczucie. Widok był zbyt wiele dla Lukasa – doszedł z głębokim, gardłowym krzykiem, pompując w nią swoje nasienie, gorącymi strumieniami, podczas gdy jego wzrok wciąż był utkwiony w nieznajomym.
Przez długą chwilę słychać było tylko ich ciężki oddech, ciche skrzypienie łóżka. Potem, cicho, odgłos stóp na kamieniu. Mężczyzna podszedł bliżej, aż do balustrady. „Daliście wspaniały pokaz”, powiedział. Jego głos był niski, z akcentem, którego nie mogli rozpoznać. „Nie mogłem się powstrzymać od patrzenia.”
Lena uśmiechnęła się słabo, wciąż oszołomiona podnieceniem, skóra zaróżowiona. „Byłeś mile widziany.”
Mężczyzna skinął głową. Jego wzrok prześlizgnął się po Lukasie, potem wrócił do Leny, zatrzymując się na jej udach. „Może następnym razem pozwolicie mi podejść bliżej?”, zapytał z dwuznacznym uśmiechem, zęby błysnęły w świetle.
Lukas i Lena spojrzeli na siebie. W ich oczach wyczytał tę samą dziką gotowość, ten sam głód. „Może”, odpowiedział Lukas za nich oboje. „Jeśli noc będzie jeszcze wystarczająco młoda.”
Mężczyzna zaśmiał się cicho, głębokim, wibrującym dźwiękiem, wycofał się do swojego pokoju i zamknął drzwi. Ale zostawił zapalone światło i uchylone okno, wąski złoty pas.
Co zostaje
Lukas położył się obok Leny. Przytuliła się do niego, jej palce bawiły się potem na jego klatce piersiowej, kreśląc wzory. „To dopiero początek”, szepnęła. „Jutro może więcej.”
Pocałował jej czoło, skroń, i spojrzał w noc, na oświetlone okno obok. Zaczęła się nowa gra, taka, w której granice między patrzeniem a uczestnictwem dawno się zatarły, taka, która wypełni jeszcze wiele nocy.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
