Lena upuszcza ręcznik – celowy rzut, który ląduje na drewnianej ławce – a wzrok Markusa podąża za tym ruchem, jakby był magnetyczny. Powietrze w małej saunie jest ciężkie, przesycone sykiem kamyków, na które Clara właśnie polała wodę. Para unosi się, spowija nagą skórę obu kobiet, sprawia, że ich kontury wydają się miększe, niemal nierealne, jak we śnie, z którego nie chce się budzić. Markus opiera się o ścianę, z ramionami skrzyżowanymi na piersi, ale jego oczy nie potrafią kłamać – wędrują po smukłej talii Leny, po pełnych biodrach Clary, zatrzymują się na wilgotnych cieniach między ich nogami, tych obiecujących fałdach, które budzą jego pożądanie. Drewniana ławka pod nim wydaje się szorstka, gorąco wpełza w jego pory, a serce bije szybciej, niż by się przyznał, w gorączkowym rytmie, który dudni mu w uszach. Pod cienkim ręcznikiem wokół bioder czuje, jak jego członek zaczyna się poruszać, pierwsze pulsowanie, które napiera na tkaninę, jakby sam chciał przyciągnąć spojrzenia kobiet.

Zakład
„Założę się, że nie wytrzymasz pięciu minut” – mówi Lena z uśmiechem, który ukazuje jej zęby, białe i ostre jak szczęka drapieżnika. Odchyla się do tyłu, przyciskając ramiona do gorącej ściany, deski odciskają się na jej skórze. Jej ciało jest smukłe, umięśnione, piersi jędrne i małe, sutki już stwardniałe od gorąca – dwie twarde pączki, które wołają o dotyk. Między jej nogami, tam gdzie uda się stykają, lśni wilgotny połysk, zdradziecki znak jej podniecenia, którego nie sposób przeoczyć nawet w rozproszonym świetle sauny. Clara siedzi obok niej, z nogami luźno skrzyżowanymi, w pozie, która wydaje się zrelaksowana, ale jej oczy zdradzają więcej: błyszczą, ciemne i głodne, gdy czekają na reakcję Markusa. Jej łono jest pełniejsze, wargi sromowe lekko wystają, wilgotne i nabrzmiałe, jakby od dawna czekały, by w końcu zostać dotknięte. Pot spływa mu po skroni, a on ociera go wierzchem dłoni, gestem, który ma zamaskować nerwowość, lecz drżenie palców go zdradza.
„Na co dokładnie?” – pyta, głosem bardziej ochrypłym, niż zamierzał, ledwie skrzekiem. Ciasnota pomieszczenia, bliskość dwóch nagich kobiet, gorąco – wszystko to szumi w jego krwi, dziki nurt, który pędzi przez żyły. Czuje, jak puls mu dudni w skroniach, jak ręcznik wokół bioder napina się, ledwie skrywając narastającą erekcję, która napiera na tkaninę, niecierpliwa i żądna. Żołądź już wysuwa się ponad krawędź ręcznika, lśniąca, purpurowa główka, która łaknie powietrza i dotyku.
„Na to, że nie będziesz mi mógł się oprzeć” — mówi Lena cicho, jej głos to aksamitny szept, który wpełza wprost w jego krocze. Pochyla się, jej dłoń sunie po własnej nodze, powoli, demonstracyjnie, pieszczota, którą sama sobie sprawia. Palce kreślą linię od biodra do kolana, a gęsia skórka, która pojawia się na jej udzie, nie jest tylko skutkiem chłodu potu. Jej palce wędrują wyżej, głaszczą jej wilgotną szparę, a ciche jęknięcie wymyka się z jej ust, gdy czuje własne podniecenie. „Próba odwagi. Możesz mnie dotykać, ale Clara musi patrzeć. A jeśli mnie dotkniesz, zanim Clara nie powie »stop«, przegrałeś.” Jej oczy błyszczą, mieszanka wyzwania i obietnicy, która wprawia jego krew w wrzenie. Jej dłoń pozostaje między jej nogami, palce bawią się mokrymi wargami sromowymi, rozchylają je lekko, tak że Markus widzi śliskie, różowe wejście, które na niego czeka.
Clara śmieje się cicho, dźwięk, który odbija się echem w ciszy sauny, głęboki i wibrujący. „Jestem w to.” Przysuwa się bliżej Markusa, jej biodro ociera się o jego. Dotyk jest elektryczny, iskra, która przeszływa jego ciało, strzela wprost w jego penisa, który staje się jeszcze twardszy. Jej udo przyciska się do jego, a on czuje gorąco jej skóry, wilgoć, która z jej krocza przechodzi na jego nogi. „Ale jeśli przegrasz, Markus, to stawiasz nam obu drinka. I chcę coś porządnego — koktajl z tymi małymi parasolkami, rozumiesz?” — mruga, jej głos zalotny, ale jej spojrzenie jest poważne, płonące pożądaniem. Kładzie dłoń na jego kolanie, palce bawią się brzegiem ręcznika, suną po owłosionej skórze, która zaczyna płonąć pod jej dotykiem, każde dotknięcie to mała błyskawica podsycająca jego pragnienie. Jej palce wędrują wyżej, muskają wypukłość jego członka, który wystaje spod materiału, a cichy śmiech wymyka się z jej ust, gdy widzi, jak bardzo jest już podniecony.
Gra się zaczyna. Ręka Markusa drży lekko, gdy wyciąga ją i dotyka uda Leny. Skóra jest gładka, gorąca, pod nią czuje napięcie mięśni, delikatne drganie przy jego dotyku. Prowadzi dłoń w górę, przez biodro, brzuch, aż do żeber, każdy palec jak odkrywca badający nowy teren. Każdy ruch jest świadomy, jak u tancerza liczącego kroki, ale jego serce bije w szaleńczym tempie, dziki bęben w jego piersi. Lena zamyka oczy, ciche westchnienie uchodzi z jej ust, jej wargi rozchylają się lekko, a ona przechyla głowę na bok, odsłaniając szyję – zaproszenie, na które Markus odpowiada lekkim pocałunkiem w tętnicę szyjną, jego usta czują pulsowanie jej pulsu. Jego dłoń wędruje niżej, sunie po jej brzuchu, aż palce docierają do wilgotnego ciepła między jej nogami. Wargi sromowe są nabrzmiałe, śliskie od jej podniecenia, a gdy przesuwa palcem po jej szparze, otwiera się jak kwiat, odsłaniając widok na jej przemoczoną cipkę. Clara obserwuje uważnie, jej dłoń spoczywa na kolanie Markusa, ale nic nie mówi. Jej palce lekko szczypią, nieme polecenie, by kontynuował. Ucisk jest delikatny, ale bezpośredni, i Markus czuje, jak krew napływa mu do krocza, jak jego członek puchnie pod ręcznikiem, pulsujące pragnienie, które woła o uwolnienie.
Dotyk
Dłoń Markusa wędruje wyżej, obejmuje pierś Leny. Jest jędrna, brodawka twardym punktem pod jego kciukiem, małym kamieniem domagającym się uwagi. Zatacza powolne kręgi, czuje, jak oddech Leny przyspiesza, jak jej pierś unosi się i opada pod jego dłonią. Rozchyla wargi, lekki pocałunek, oddech, który smakuje miętą – zmieszaną z solą skóry, odurzający koktajl. Jego kciuk przesuwa się po jej brodawce, a ona głośno jęczy, jej miednica unosi się ku niemu, jakby szukała jego dotyku. Clara pochyla się, jej usta niemal przy uchu Markusa. „Robisz to dobrze” – szepcze, jej oddech gorący i wilgotny. Jej język przesuwa się po jego płatku ucha, wilgotna, ciepła smuga, która wywołuje dreszcz na jego plecach – nie, nie dreszcz, lecz mrowienie, które rozprzestrzenia się stamtąd, na kark, ramiona, w dół aż do krocza, ogień płonący w jego żyłach. Jego członek napiera na ręcznik, który ma owinięty wokół bioder. Czuje, jak się porusza, napletek się zsuwa, żołądź jest odsłonięta, wrażliwa na materiał, każdy oddech jest zarazem męką i rozkoszą. Żołądź jest wilgotna od kropli soku, która zbiera się na jej szczycie, lśniąca w słabym świetle.
Lena chwyta jego drugą dłoń, przyciąga ją do swoich ust, wsysa jeden palec. Wilgotne wnętrze jej języka oplata go, gorące i zręczne, przedsmak nadchodzących rozkoszy. Ssie go, wciągając policzki, a Markus czuje, jak jego członek drga przy każdym ruchu jej języka, jakby był z nią bezpośrednio połączony. Potem puszcza jego palec, prowadzi go w dół między swoje nogi, prosto w swoją mokrą, otwartą cipkę. „Tutaj”, szepcze, jej głos to ledwie sapanie, „poczuj mnie.” Jego palce wślizgują się w nią, a ona jest tak ciasna, tak gorąca, że przez chwilę myśli, że się spali. Jej ścianki zaciskają się wokół niego, pulsują, ssą go, jakby nigdy nie chciały go wypuścić. Zaczyna ją pieprzyć, najpierw wolno, potem szybciej, jego palce zanurzają się i wychodzą, za każdym razem wydając wilgotny, mlaskający dźwięk, który odbija się echem w ciszy sauny. Biodra Leny poruszają się w rytmie jego dłoni, jej miednica napiera na jego palce, a ona jęczy głośno, zwierzęcy dźwięk, który rozbrzmiewa po całym pomieszczeniu.
Clara obserwuje scenę szklistymi oczami, jej dłoń powędrowała między własne nogi, bawi się swoją mokrą szparą, pociera łechtaczkę, już twardą i nabrzmiałą. „Dalej”, sapie, jej głos ochrypły z podniecenia, „wykończ ją, Markus.” Jej palce pracują szybciej, a wilgotny dźwięk dobiega z jej łona, gdy stymuluje samą siebie. Markus jest posłuszny, jego palce zanurzają się głębiej w Lenę, znajdują jej punkt G, to szorstkie miejsce, które sprawia, że jęczy jeszcze głośniej. „Tak, właśnie tam”, krzyczy, jej plecy wyginają się w łuk, piersi unoszą, a ona dochodzi, jej orgazm porywa ją, fala, która przetacza się przez jej ciało, mięśnie zaciskają się wokół jego palców, a strumień ciepłego płynu wylewa się na jego dłoń. Jej soki spływają po jego palcach, kapią na drewnianą ławę, a zapach seksu miesza się z wonią eukaliptusa i potu.
Doch Clara nie mówi „stop”. Zamiast tego sięga po dłoń Markusa, która wciąż tkwi w Lenie, i prowadzi ją do własnego łona. „Teraz ja” — rozkazuje, jej głos ochrypły z pożądania. Rozchyla nogi, odsłaniając widok na jej pełną cipkę, wargi sromowe ciemnoczerwone, śliskie, a łechtaczka sterczy jak mała perełka, twarda i spragniona. Markus zanurza palce, wciąż mokre od soku Leny, w szparze Clary, a ona jęczy, gdy w nią wchodzi. Jest bardziej wilgotna niż Lena, jej ściany są miększe, ale nie mniej wymagające. Ujeżdża jego dłoń, jej biodra krążą, i bierze go głęboko w siebie, jej cipka ssie jego palce, jakby chciała go pochłonąć. „Mocniej” — dyszy — „pieprz mnie mocniej”. On jest posłuszny, jego palce pompują w nią, szybciej, głębiej, a ona krzyczy, gdy trafia w jej punkt G. Jej ciało drży, piersi się kołyszą, i dochodzi z głośnym krzykiem, jej sok tryska na jego dłoń, ciepły strumień, który zalewa jego palce.
Markus jest teraz całkowicie poza sobą, jego kutas napiera na ręcznik, pulsuje, domaga się uwolnienia. Zrywa ręcznik, a jego członek wystrzeliwuje, długi i twardy, żołądź lśni wilgocią, gruba kropla soku wisi na czubku. Obie kobiety wpatrują się w niego, ich oczy szeroko otwarte, usta rozchylone. „Teraz my chcemy ciebie” — mówi Lena, jej głos szeptem, który wpełza prosto w jego kutasa. Pochyla się, jej język przejeżdża po żołędzi, wilgotne, ciepłe pociągnięcie, które wyrywa mu jęk. Bierze go do ust, jej wargi zamykają się wokół żołędzi, ssą, cmoktają, jej język oplata wrażliwy czubek. Markus jęczy głośno, jego głowa opada do tyłu, i czuje, jak kolana mu miękną. Clara podchodzi bliżej, jej palce bawią się jego jądrami, które już się napinają, ciężkie i pełne. Pochyla się, jej język przejeżdża po jego kroczu, tym wrażliwym miejscu między jądrami a odbytem, a Markus wzdryga się, dreszcz przebiega przez jego ciało. Lena ssie dalej, jej głowa porusza się w górę i w dół, bierze go głębiej, aż czuje go w gardle, i przełyka wokół niego, wilgotny, zachłanny dźwięk.
Nie może już dłużej. Chwyta głowę Leny, przyciska ją głębiej na swoim członku i dochodzi, jego orgazm go porywa, strumień ciepłego, słonego płynu tryska do jej ust. Ona połyka, zachłannie, jej gardło pracuje, i przyjmuje wszystko, żadna kropla jej nie umyka. Ale on jeszcze nie skończył. Jego jądra są wciąż pełne, i czuje, jak narasta drugi orgazm. Wyciąga członka z ust Leny, odwraca się do Clary, która leży na czworakach na ławce, z wypiętym pośladkiem, jej cipka mokra i otwarta. Wbija w nią członka bez ostrzeżenia, głęboko, do samego końca. Ona krzyczy, krzyk rozkoszy, a on zaczyna ją pieprzyć, mocno, szybko, jego biodra uderzają o jej pośladek, za każdym razem mokre plaśnięcie, które odbija się echem po pomieszczeniu. Jej cipka jest ciasna i gorąca, obejmuje go jak pięść, i czuje, jak ona dochodzi, raz za razem, jej ścianki kurczą się wokół niego, ssą go. On pcha głębiej, czuje, jak jego członek uderza o jej szyjkę macicy, a ona krzyczy, dziki, zwierzęcy dźwięk. „Tak, pieprz mnie, pieprz mnie mocno!”, dyszy, jej ciało drży pod jego pchnięciami.
Lena nie pozostaje bezczynna. Wciska się między nogi Clary, jej język zanurza się w jej cipce, podczas gdy Markus ją pieprzy. Liże jej łechtaczkę, ssie ją, a Clara krzyczy jeszcze głośniej, jej ciało drga, i dochodzi kolejny raz. Markus czuje, jak narasta jego drugi orgazm, ciśnienie, które rośnie w jego jądrach. Pcha jeszcze raz, głęboko, i wtedy wylewa się w nią, strumie
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
