„Boisz się”, stwierdziła Marlene, nie pytając. Jej palec wskazujący kreślił kółka na wilgotnym brzegu szklanki Leny z koktajlem.

Lena uniosła brew, przesuwając wzrokiem po blacie. „Bać się? Czego? Twojego głupiego zakładu? Proszę cię.” Pociągnęła długi łyk, czując chłód drinka w gardle, i odstawiła szklankę z zdecydowanym stuknięciem. Klub huczał wokół nich, fale basu pulsowały przez salę, ale w tej niszy przy barze snuły własną intymność.
„To go pocałuj.” Podbródek Marleny wskazał bezdyskusyjnie barmana. Mężczyzna po trzydziestce, ciemne loki wijące się nad czołem, lekki zarost podkreślający uśmiech. Było w nim coś solidnego, nonszalancka pewność siebie, która od razu przyciągnęła Lenę jak magnes. Mieszał drinka, jego dłonie prowadziły precyzyjnie i spokojnie.
„Zwariowałaś”, roześmiała się Lena, ale śmiech zabrzmiał cienko.
„Twój wieczór panieński, twoje zasady. Ale jeśli się nie odważysz…” Marlene wzruszyła ramionami, pozwalając zdaniu zawisnąć w powietrzu. Jej oczy błyszczały drwiąco, wyzywająco.
Lena obróciła się na barowym stołku i przyjrzała się barmanowi. On wyczuł jej spojrzenie, podniósł wzrok, uśmiechnął się, podając drinka. Odpowiedziała uśmiechem, a dreszcz przebiegł jej wzdłuż kręgosłupa, gromadząc się głęboko w brzuchu. To nie był tylko alkohol. To było wyzwanie, niepodzielna uwaga, obietnica czegoś nieznanego.
„Dobrze”, usłyszała własny głos, a jej ciało poruszyło się jakby samo. Zsunęła się ze stołka, nogi niosły ją pewnie. „Ale patrzysz.”
„Obiecuję.” Głos Marleny zabrzmiał ochryple, oczy szeroko otwarte.
Lena przecisnęła się przez tłum, każde dotknięcie elektrycznym impulsem. Stanęła przed nim, lada wąską granicą między nimi. Pochylił się, żeby ją usłyszeć. Jego oddech musnął jej ucho, ciepły i lekko miętowy. „Co mogę ci podać, piękna pani?”
„Pocałunek”, powiedziała wprost, bez zastanowienia.
Zawahał się, krótka pauza, po czym na jego twarzy rozkwitł zaskoczony uśmiech. „Pocałunek? Dla ciebie? Zawsze.” Pochylił się nad ladą, jego usta odnalazły jej. Delikatny, badawczy pocałunek, który smakował miętą i whisky. Bez namysłu Lena położyła dłoń na jego policzku, poczuła lekką szorstkość zarostu, przyciągnęła go bliżej. Ich języki się spotkały, pocałunek pogłębił się, stał się bardziej natarczywy. Kątem oka zobaczyła Marlene, która gapiła się na nich z otwartymi ustami, palce zaciśnięte na szklance.
Kiedy się od siebie oderwali, Lena była lekko zdyszana, serce waliło jej o żebra. „Wow”, wyszeptała.
„To można śmiało powiedzieć”, uśmiechnął się. „Mam na imię Jan.”
„Lena. A tamta to Marlene, moja najlepsza przyjaciółka. To mój wieczór panieński.”
„Gratulacje. W takim razie masz od razu kolejny powód do świętowania” – powiedział, a jego mrugnięcie trafiło w nią jak obietnica.
Roześmiała się, odwróciła i wróciła do Marlene, która przyjęła ją szeroko otwartymi oczami. „Dobra, to było gorętsze, niż się spodziewałam” – przyznała Marlene.
„Wiem.” Lena opadła na stołek, kolana miała miękkie. „Ma na imię Jan.”
Następną godzinę spędziły na tańcu, ciała splecione ze sobą, i piciu – słodkich koktajli, które paliły na języku. Jednak wzrok Leny wciąż wędrował w stronę baru, gdzie pracował Jan, a jego dłonie żonglowały butelkami i szklankami. Gdzieś około północy, gdy tłum zgęstniał, a muzyka stała się głośniejsza, nagle pojawił się obok niej na parkiecie. Jego usta były blisko jej ucha. „Skończyłem zmianę. Mielibyście ochotę pójść gdzieś indziej? Znam spokojne miejsce.”
Lena spojrzała na Marlene, której skinienie głowy było echem jej własnego pragnienia. „Tak, chętnie.”
Wyszli z klubu, chłodne nocne powietrze uderzyło ich w twarze – kontrast z dusznym upałem w środku. Jan poprowadził ich wąskimi zaułkami do małego mieszkania nad księgarnią. „Należy do przyjaciela, który jest na wakacjach. Mam klucz.” Otworzył drzwi i wpuścił ich do środka.
Mieszkanie było przytulne – wysokie regały na książki, głęboka, miękka sofa pośrodku. Jan zapalił światło, ciepły blask wypełnił pokój. Zaproponował im coś do picia – wodę, wino – ale Lena pokręciła głową. Usiadła na sofie, poduszki ugięły się pod nią, Marlene opadła obok, jej udo przycisnęło się do uda Leny.
„A więc” – powiedział Jan, który usiadł naprzeciwko nich w fotelu, ramiona swobodnie oparte na podłokietnikach – „wieczór panieński. To chyba musi być coś więcej niż tylko pocałunek.” Jego uśmiech był bezczelny, ale zachęcający.
Marlene roześmiała się – głęboki, gardłowy dźwięk. „A co masz na myśli?”
„Nie mam pojęcia. Jestem całkowicie w waszych rękach.” Oparł się, a jego wzrok wędrował między nimi, spokojny, cierpliwy.
Lena poczuła napięcie w powietrzu, jak naciągniętą strunę. Spojrzała na Marlene, która wyglądała na równie zaciekawioną, dłonie płasko na udach. „Co o tym myślisz?” – zapytała Lena cicho.
Marlene wstała, jej ruchy były płynne. Podeszła do Jana, usiadła na jego kolanach, twarz tuż przy jego twarzy. „Myślę, że nie powinniśmy go trzymać w niepewności.” Jej głos był szeptem, ale wyraźnym. „Mogę?”
„Śmiało” – powiedział, a jego dłonie spoczęły na jej biodrach, przyciągając ją bliżej.
Marlene pocałowała go, a Lena obserwowała, jak ich usta się spotykają, jak język Marlene wsuwa się do jego ust, powolna, wymagająca gra. Ciepło rozlało się w piersi Leny, ciężka, słodka ociężałość. Wstała, podeszła za kanapę, położyła dłonie na ramionach Marlene, masując napięte mięśnie. Marlene oderwała się od ust Jana, odwróciła głowę do Leny. Jej spojrzenie było zamglone, źrenice rozszerzone. „Bawisz się z nami?”, szepnęła.
Lena pochyliła się, jej usta spotkały usta Marlene. Delikatny, badawczy pocałunek, po czym Marlene otworzyła usta, domagając się więcej. Ich języki się spotkały, a dłoń Leny zsunęła się z ramienia Marlene w jej włosy, pociągając delikatnie. Poczuła, jak fala podniecenia przechodzi przez nią, gromadzi się w brzuchu, robi się ciepło między udami. Kiedy się rozdzieliły, spojrzały na siebie, obie zdyszane, usta lśniące.
„Chcę was obie”, powiedział Jan, jego głos ochrypły z pożądania. Wstał, wziął Lenę za rękę, poprowadził ją do kanapy. „Usiądź.” Opadła na siedzenie, skóra chłodna pod jej udami. Marlene usiadła obok niej. Jan ściągnął koszulkę przez głowę, rzucił ją. Jego tors był umięśniony, z delikatnym włosem na klatce piersiowej, który zwężał się w linię poniżej pępka. Lena poczuła ukłucie pożądania, pulsowanie między nogami.
Marlene zaczęła rozpinać jego pasek, sprzączka zabrzęczała cicho. „Zobaczmy, co masz do zaoferowania.” Pociągnęła zamek, pozwoliła spodniom zsunąć się na podłogę. Jego wzwiedziony penis napierał na bokserki, wilgotna plama na czubku. Marlene przesunęła po nim dłonią, a on jęknął cicho, dźwięk, który wibrował w ciszy. Lena obserwowała, jak Marlene ściąga bokserki, uwalniając penisa. Był długi i gruby, żołądź różowy i lśniący, kropla pożądania na czubku.
„Podoba ci się?”, zapytał Jan, a jego wzrok spoczął na Lenie.
Kiwnęła głową, gardło suche. Marlene pochyliła się, jej usta objęły żołądź, zsunęły się powoli w dół. Głośne westchnienie wyrwało się Janowi, gdy wzięła go całego do ust, jego miednica poruszyła się mimowolnie. Lena patrzyła, jak głowa Marlene unosi się i opada rytmicznie, jak jej ślina go zwilża, jak bierze go głębiej, aż dotknął jej gardła. Gorąco przepłynęło przez Lenę. Położyła dłoń na plecach Marlene, czując ruch mięśni pod swoją ręką.
„Chodź tu”, powiedział Jan do Leny i przyciągnął ją do siebie. Pocałował ją, podczas gdy Marlene kontynuowała, jego język w ustach Leny, badawczy, wymagający. Jego dłoń wsunęła się pod jej sukienkę, znalazła jej wilgotną cipkę. Jęknęła w jego usta, gdy jego palce przesunęły się po jej łasce, a potem wniknęły w nią, dwa palce, głęboko. Była gotowa, tak mokra, że się wstydziła – ale tu nie było wstydu, tylko czyste, surowe pożądanie.
Wyciągnął palce, oblizał je powoli. „Pyszne”, mruknął. Marlene odsunęła się od niego, nić śliny spłynęła z jej podbródka, którą otarła dłonią. Spojrzała na Lenę. „Rozbierz się.”
Posłusznie Lena wstała, ściągnęła sukienkę przez głowę. Powietrze chłodno musnęło jej skórę. Miała na sobie tylko cielisty biustonosz i figi. Marlene pomogła jej rozpiąć biustonosz, haftki się rozpięły, piersi opadły swobodnie. Marlene dotknęła ich, głaskała twarde sutki opuszkami palców. „Tak pięknie”, szepnęła i pochyliła się, by wziąć jeden do ust. Lena odchyliła głowę do tyłu, gdy język Marlene krążył wokół niego, ssała, lekko przygryzała. Jednocześnie poczuła dłonie Jana na swoich biodrach, jego usta na drugiej piersi, jego język jako mokrą, ciepłą obietnicę.
Była uwięziona między nimi, przytłoczona tak wielką uwagą, taką rozkoszą. Marlene oderwała się od jej piersi, uklękła przed nią. Ściągnęła jej figi, pozwoliła im zsunąć się wokół kostek. Potem poczuła język Marlene między swoimi nogami, bezpośrednio na łasce. Krzyk wyrwał się z Leny, a ona wpiła się w włosy Marlene, przyciągając ją mocniej do siebie. Dłonie Jana podtrzymywały ją od tyłu, podczas gdy jego twardy penis napierał na jej plecy, nieme naleganie.
Marlene lizała ją powolnymi, szerokimi ruchami, potem skupiła się na najbardziej wrażliwym miejscu, język szybki i precyzyjny. Lena poczuła nadchodzący orgazm, falę, która narastała, nie do powstrzymania. „Zaraz dojdę”, sapnęła, kolana się pod nią ugięły.
„Jeszcze nie”, powiedziała Marlene i przestała. Lena jęknęła z frustracją, ale Marlene wstała i pocałowała ją, smak jej samej na ustach Marlene. „Jeszcze z tobą nie skończyłyśmy.”
Jan zaprowadził ją do sypialni, gdzie stało duże łóżko, z odrzuconą kołdrą. Położył się na nim, a Marlene skinęła na Lenę, by usiadła na nim. Lena posłuchała, poczuła go pod sobą, jego dłonie na swoich piersiach, sutki między jego palcami. Wyprostowała jego penisa i powoli opuściła się na niego. Wypełnił ją całkowicie, rozciągnął w boleśnie piękny sposób. Jechała na nim, najpierw wolno, krążąc, potem szybciej, jej biodra we własnym rytmie, podczas gdy Marlene położyła się obok nich na łóżku i patrzyła.
„Patrz”, powiedział Jan i chwycił biodra Leny mocniej, kierując jej ruchami. „Chcę, żebyś widziała, jak dochodzi.”
Lena odwróciła głowę, zobaczyła dłoń Marlene między jej własnymi nogami, palce, które się poruszały. Ukłucie zazdrości, które szybko zamieniło się w podniecenie. Pochyliła się, musnęła usta Marlene, pocałowała ją, podczas gdy nadal jechała na Janie, jej ciało własnym zwierzęciem. Wolna dłoń Marlene znalazła łechtaczkę Leny, kontakt sprawił, że zadrżała, tłumiąc krzyk.
„Chcę w tobie dojść”, jęknął Jan, jego chwyt stał się mocniejszy, pchnięcia bardziej gwałtowne. Lena też była blisko. Czuła, jak wszystko się w niej napina, jak napięcie staje się nie do zniesienia, węzeł, który musi się rozwiązać. Potem się poddała, orgazm ją porwał, fala, która ją zalała, i usłyszała własny krzyk, gdy na nim doszła, jej ciało drgało i drżało. On wbił się w nią jeszcze kilka razy głęboko, po czym doszedł z długim, niskim jękiem, który wstrząsnął nią całą.
Opadła obok niego na łóżko, bez tchu, pot chłodził jej skórę. Marlene przytuliła się do niej, pocałowała ją czule, wargi miękkie. „Było dobrze?”, zapytała.
Lena zaśmiała się cicho, bez tchu. „Bardziej niż dobrze.”
Jan wstał, przyniósł szklankę wody. Pili z niej na zmianę, zostawili zapalone światło. Jan usiadł z powrotem na łóżku. Potem odwrócił się do Marlene. „Ty jeszcze nie doszłaś, prawda?”
Pokręciła głową, uśmiech igrał na jej ustach. „Moja kolej.” Uśmiechnęła się szeroko.
Lena patrzyła, jak Jan kładzie się między nogami Marlene, jak pieści ją językiem, powoli, z oddaniem. Wciąż była w pełni rozbudzona, każdy mięsień jej ciała napięty, przyjemność jeszcze niezaspokojona. Podparła się na łokciu, obserwowała, jak ciało Marlene się napina, jak jej dłonie zagrzebują się w jego włosach, jak jej oddech przyspiesza. Westchnienia Marlene stawały się głośniejsze, a Lena poczuła, jak jej własne podniecenie wraca, ciepłe pulsowanie.
„Chcę cię jeszcze raz”, szepnęła i pochyliła się nad Marlene, pocałowała ją, ich języki się spotkały, smak soli i pożądania.
Jan wyprostował się. „Mam pomysł.” Ustawił się za Leną, podczas gdy ona całowała Marlene. Poczuła jego penisa przy swoim wejściu, wilgotnym po ich ostatnim razie, żołądź wsunął się lekko do środka. Wszedł w nią powoli, a ona jęknęła w usta Marlene. Marlene rozsunęła nogi szerzej, a Jan pieścił ją dłonią, dwa palce zanurzone w jej wilgoci, podczas gdy pieprzył Lenę, głęboko i rytmicznie.
„O Boże”, jęknęła Lena, rytm ją niósł.
Marlene zaczęła jęczeć, gdy palce Jana były w niej, i napierała na nie. Uczucie bycia wypełnioną przez niego i jednoczesnego odczuwania reakcji Marlene było przytłaczające. Napięcie narastało ponownie, tym razem wspólnie. Marlene doszła pierwsza, jej krzyki stłumione przez pocałunek Leny, jej ciało drgało pod nią. Potem Lena dogoniła ją, drugi orgazm, który nią wstrząsnął, wygiął jej ciało w łuk. Jan wbił się w nią głęboko i doszedł po raz drugi, jego sapanie gorące przy jej uchu.
Leżeli spleceni w ciemności, odgłosy ich oddechów wypełniały pokój. Lena przytuliła się do Marlene, ramiona splecione, podczas gdy Jan wstał nago, aby otworzyć okna. Chłodne powietrze napłynęło do środka, niosąc zapach nocy.
„To był najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam” – wymamrotała Lena sennie, z twarzą zagrzebaną w szyi Marlene.
Marlene zaśmiała się cicho. „Powinnyśmy były to zrobić znacznie wcześniej.”
„Dobry pomysł, żeby zostawić to na wieczór panieński” – powiedział Jan, a jego śmiech był ciepły.
Lena pomyślała o swoim narzeczonym, którego miała zobaczyć jutrzejszego wieczoru. Nie czuła żalu, tylko głębokie, spokojne zadowolenie. To była noc, której nigdy nie zapomni, pożegnanie ze starą wersją samej siebie. Zamknęła oczy i poczuła ciepłe ciało Marlene obok siebie, dłoń Jana gładzącą jej biodro, delikatną obietnicę.
„Śpij dobrze” – szepnął Jan.
„Będziemy” – odpowiedziała Lena i zapadła w drzemkę, a ostatnim obrazem przed jej wewnętrznym wzrokiem były ich ciała, splecione ze sobą, jedno.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
