Mosiężna klamka leżała chłodno w dłoni Lukasa, gdy się zawahał. Za ciężkimi dębowymi drzwiami – wybielone drewno, które pochłaniało każdy dźwięk – tylko pulsowanie własnego pulsu, dudniące mu w uszach. Wcisnął klamkę w dół, drzwi otworzyły się bezszelestnie, i wszedł.

Pokój go zaskoczył: większy, niż sugerowały wąskie drzwi. Pojedyncza lampa z czerwonym jedwabnym abażurem zalewała wszystko przytłumionym, półmrocznym światłem, pozwalając tańczyć cieniom. Powietrze wypełniał zapach sandałowca i nuta skóry. Pod przeciwległą ścianą stał szeroki stół nakryty czarnym suknem – żadnej kanapy, żadnego fotela, tylko ten stół i mały taboret obok. I ona.
Nina opierała się niedbale o stół, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Jej skromna, ciemna sukienka kończyła się tuż nad kolanem, wysokie czarne buty obejmowały jej łydki. Spojrzenie, jakim go obrzuciła, było spokojne i badawcze. Żadnej ciekawości, tylko ciche oczekiwanie. „Jesteś punktualny” – powiedziała. Jej głos brzmiał nisko i beznamiętnie, jakby przyjmowała go tu już wiele razy.
„Tak” – wydusił z siebie Lukas. Sylaba utkwiła mu w gardle.
„Wiesz, dlaczego tu jesteś?”
Lukas przełknął ślinę. „Ja… chciałem się dowiedzieć, jakie to uczucie.” Ogłoszenie w sieci – forum dla ludzi, którzy szukali czegoś, czego nie potrafili nazwać. Ona napisała do niego, po kilku wiadomościach: „Przyjdź. Pokażę ci, czego szukasz.”
Nina powoli skinęła głową, odsunęła się od stołu i podeszła do niego. Jej kroki były prawie niesłyszalne na dywanie. „W takim razie sprawdźmy, czy jesteś gotowy.” Stanęła tuż przed nim, jej perfumy – piżmo i wanilia – otuliły go. „Zdejmij koszulę.”
Nie prośba, lecz polecenie, jasne i jednoznaczne. Lukas posłuchał, palce lekko drżały przy guzikach. Pozwolił koszuli opaść na podłogę, stanął przed nią w miękkim świetle, z odsłoniętą skórą.
Nina powoli okrążyła go. Jej opuszki musnęły jego łopatki, przesunęły się wzdłuż kręgosłupa – lekkie jak powiew wiatru, a jednak każde dotknięcie paliło jego skórę jak elektryczny impuls. „Masz dobrą sylwetkę” – mruknęła. „Ale jesteś spięty. Oddychaj.”
Wziął głęboki wdech, opuścił ramiona. Jej dłonie spoczęły teraz na jego biodrach, ciepło jej dłoni przenikało przez cienki materiał jego spodni. „Dobrze. Słuchasz. To ważne.”
Znów stanęła przed nim, spojrzała mu w oczy. „Teraz ci coś pokażę. Nie zrobisz niczego, czego ci nie powiem. Jeśli coś będzie ci nieprzyjemne, powiesz głośno i wyraźnie 'Stop’ – wtedy przestajemy. Żadnych pytań, żadnego wahania. Zgoda?”
Lukas skinął głową. Miał sucho w ustach, język wydawał mu się ciężki.
„Potrzebuję słowa, Lukas.”
„Tak. Zgoda.”
„Więc uklęknij.”
Przez chwilę stał nieruchomo. Rozkaz trafił go głęboko w miejsce, którego nie znał. Powoli opadł na kolana, dywan był pod nim miękki. Nina stała nad nim, wysoka i niezachwiana. Przeciągnęła dłonią po jego włosach – łagodnie, niemal czule. „Tak jest dobrze.”
Cofnęła się o krok, sięgnęła do szuflady stołu i wyjęła wąską, czarną wstążkę. „Zawiążę ci oczy. Będziesz tylko czuć. Czy to wytrzymasz?”
„Tak.” Jego głos zabrzmiał pewniej, niż się spodziewał.
Wstążka chłodno spoczęła na jego oczach, gdy ją zawiązała. Ciemność była całkowita. Słyszał jej oddech, cichy szelest sukienki, skrzypienie drewna, gdy się poruszała. Jego pozostałe zmysły otworzyły się: skóra, którą wcześniej dostrzegał jedynie kątem oka, teraz pachniała intensywnie; ciepło pokoju przylgnęło do jego nagiej skóry.
„Ręce na plecy”, powiedziała. Jej głos dobiegał z lewej, potem z prawej – poruszała się cicho wokół niego. Położył ręce na plecy, nadgarstki jeden na drugim. Coś chłodnego i gładkiego objęło je – skórzana opaska, którą zacisnęła, nie boleśnie, ale nieustępliwie. Był związany.
Dreszcz podniecenia przeszedł go na wskroś. Był na jej łasce, całkowicie. I tego chciał.
„Wstań”, powiedziała. Podniósł się, kolana lekko go bolały. Jej dłonie spoczęły na jego ramionach i poprowadziły go kilka kroków do przodu. Potem poczuł krawędź stołu na swoich udach. „Połóż się. Na brzuchu.”
Zrobił to, skóra pod nim była chłodna i gładka. Przywiązała jego skute ręce do pętli przymocowanej do stołu – ledwo mógł się poruszyć. Potem jej dłonie na jego plecach, sunące po jego skórze, powoli, badawczo. „Jesteś ciepły”, mruknęła.
Jej opuszki rysowały linie wzdłuż jego kręgosłupa, zataczały kręgi na łopatkach, zsuwały się na boki, gdzie rysowały się żebra. Każde dotknięcie paliło na jego skórze. Pochyliła się nad nim, jej oddech musnął jego kark. „Teraz trochę cię sprawdzę. Powiedz, jeśli będzie za dużo.”
Potem poczuł na plecach coś chłodnego i ciężkiego – przedmiot ze skóry i metalu. Bicz, rozpoznał. Jego puls galopował. Przeciągnęła jego końcówką po jego skórze, najpierw delikatnie, potem z większym naciskiem, linię od ramion do pośladków. Po nim nastąpił ostry, palący ból, gdy uderzyła. Cios odbił się w nim echem, gorącą błyskawicą, która w ciągu sekund przeszła w głębokie, przyjemne pulsowanie.
Nina uderzyła ponownie, tym razem w drugą stronę. Tym razem spodziewał się bólu i przyjął go, pozwolił mu przepłynąć przez siebie. Z każdym uderzeniem stawał się spokojniejszy, przestrzeń wokół niego rozpływała się, liczyło się tylko dotknięcie jej dłoni i pieczenie na skórze. Zmieniała rytm i intensywność – raz lekkie pieszczoty, które wywoływały u niego drgawki, raz mocne ciosy, które wyrywały mu jęk.
„Jakie to uczucie?” – zapytała, jej głos był blisko jego ucha.
„Gorące… intensywne” – wysapał. „Boli, ale… to przyjemne uczucie.”
„Dobrze. Uczysz się.” Opuściła pejcz, a jej dłoń spoczęła na jego pośladku, masując zaczerwienione miejsce. Dotyk był delikatny, niemal czuły. „Teraz się odwróć.”
Rozpięła jego więzy od stołu, pomogła mu obrócić się na plecy i ponownie związała mu ręce nad głową, w innej pętli. Leżał teraz wyciągnięty, z rękami nad głową i rozchylonymi nogami. Ciemność przed jego oczami była całkowita. Słyszał jej oddech, cichy dźwięk zamków błyskawicznych.
„Teraz cię przelecę, Lukas” – powiedziała. Jej głos był spokojny, ale była w nim ostrość, która natychmiast sprawiła, że jego penis stwardniał. „Wezmę cię, tak jak chcę. A ty zostaniesz w bezruchu i będziesz to cieszyć.”
Zaparło mu dech. Dreszcz przebiegł przez jego ciało. Poczuł, jak jej ręce pracują przy jego pasku, rozpinają spodnie, ściągają je jednym szarpnięciem w dół. Chłodne powietrze uderzyło w jego nagą skórę. Ściągnęła mu bokserki, a jego twardy penis wyskoczył na wolność, żołądź napięta i wrażliwa na materiale stołu.
Jej palce zacisnęły się wokół jego żołędzi, powoli krążąc po niej. Lukas głośno jęknął. „Już jesteś cały mokry” – szepnęła. „Podniecony tym, co nadchodzi?” Odciągnęła napletek, przesunęła kciukiem po wrażliwym czubku. Uniósł się, więzy się napięły.
„Tak… proszę…” – wyjąkał.
„Proszę o co?”
„Proszę, weź mnie… przeleć mnie…”
Zaśmiała się cicho. Potem poczuł, jak pochyla się nad nim, jej usta blisko jego ucha. „Pożyczę ci teraz moje usta. Nie ruszysz się.”
Potem jej usta na jego żołędzi – gorące, wilgotne, żądające. Wzięła go głęboko do ust, jej wargi objęły żołądź, język muskał najwrażliwsze miejsce. Lukas prawie krzyknął. Ssała, ssała, przesuwała głową w górę i w dół, brała go coraz głębiej, aż poczuł jej gardło. Jego biodra drgały, ale pozostał nieruchomy, jak mu kazała. Jej ślina spływała po jego trzonie, czyniąc wszystko mokrym i śliskim.
Ujeżdżała jego penisa ustami – raz szybko, raz wolno, raz głęboko, raz tylko całując żołądź. Bawiła się jego jądrami, ściskała je delikatnie, masowała. Był blisko szczytu, gdy przestała, pozwalając jego penisowi wysunąć się z jej ust z mokrym odgłosem.
„Jeszcze nie” – powiedziała bez tchu. „Chcę cię poczuć w sobie.”
Słyszał, jak się rozbiera – szelest sukienki, kliknięcie butów. Potem poczuł jej nagą skórę na swoich nogach, ciepło jej ciała. Usiadła na nim okrakiem, jej łono nad jego członkiem. Poczuł wilgoć jej cipy – gorącą, ociekającą. Przeciągnęła jego żołądź po swoich wargach sromowych, powoli sunąc nim przez wilgoć, ale jeszcze nie w środku.
„To moja cipa” – szepnęła. „Jest gotowa na ciebie. Czujesz, jaka jest mokra? Jak bardzo cię pragnie?”
Jęknął tylko, zaciskając dłonie w pięści. Tak, czuł to. Gorąco, wilgoć, pustkę, która go wołała.
„Więc ją weź” – powiedziała i opuściła się na niego.
Krzyk wyrwał się z gardła Lukasa, gdy jej łono go przyjęło. Jej cipa była ciasna, gorąca, jedwabiście miękka. Sunęła wzdłuż jego członka, centymetr po centymetrze, aż znalazł się w niej cały. Czuł jej wewnętrzne mięśnie, które zamykały się wokół niego, masowały go. Siedziała na nim, całkowicie, jej wilgotne ciepło otulało cały jego trzon.
„Tak… właśnie tak” – sapnęła. „Dobrze się czujesz we mnie.”
Zaczęła się poruszać – powoli, krążąc, w górę i w dół. Jej biodra toczyły się o jego, jej cipa obejmowała go na nowo przy każdym ruchu. Leżał spętany, nie mogąc nic zrobić, tylko czuć. To wznoszenie i opadanie, tarcie, gorąco. Jej łono ujeżdżało go – raz głęboko, raz płytko, raz szybko, raz wolno – kontrolowała wszystko.
„Pieprz mnie” – szepnęła. „Pieprz mnie swoim twardym kutasem. Wypełnij mnie.”
Jego oddech stawał się urywany. „Tak… tak…” – jęknął. „Czujesz się… tak cholernie dobrze…”
Pochyliła się do przodu, jej piersi musnęły jego klatkę piersiową, twarde sutki otarły się o jego skórę. Pocałowała go – głęboki, żądający pocałunek, jej język w jego ustach. Potem znów się wyprostowała, chwyciła jego dłonie i ścisnęła je. „Dojdź dla mnie” – powiedziała. „Dojdź głęboko w moją cipę. Teraz.”
Jej tempo stało się szybsze, ostrzejsze. Ujeżdżała go dziko, jej łono uderzało o jego biodra, stół jęczał pod nimi. Lukas poczuł napięcie w jądrach, ciągnięcie w pachwinie. To było za dużo, za dobrze, za intensywnie. Z krzykiem, który wyrwał się z najgłębszej gardzieli, wytrysnął – gorący strumień spermy, który wystrzelił w nią, podczas gdy ona dalej ujeżdżała, biorąc ostatnie krople.
Opadła do przodu, jej ciało drżało, cichy jęk jej się wymknął. Potem leżała na nim, bicie jej serca przy jego piersi, jej oddech gorący na jego szyi. „Zdałeś” – mruknęła. „Próba skończona.”
Rozwiązała więzy, zdjęła mu opaskę z oczu. Światło było jaskrawe po ciemności. Zamrugał, zobaczył jej twarz nad sobą, uśmiech na niej. Pocałowała go łagodnie. „Wróć. Za tydzień. Wtedy pokażę ci więcej.”
Lukas skinął głową, oniemiały. Jego ciało wciąż drżało, serce waliło jak oszalałe. Lecz głęboko w sobie wiedział: wróci. Zrobi wszystko, co mu każe. Próba bowiem zmieniła go – na zawsze.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
