Co ja właściwie tutaj robię?, pomyślał Lukas, zapalając ostatnią świecę na stole. Zapach zapałek wciąż wisiał w powietrzu, mieszając się z wonią ciepłego wosku i czymś, co pachniało spoconą rozkoszą. On, który zawsze twierdził, że romantyzm jest dla ludzi bez wyobraźni, stał teraz we własnym mieszkaniu, otoczony migoczącym światłem, i czekał na kobietę, którą znał dopiero od trzech tygodni. Trzech tygodni, w których wywróciła jego życie do góry nogami – odebrała mu sen, zaprzątnęła myśli, doprowadziła jego kutasa do wrzenia. Na samą myśl o niej twardniał, czuł, jak napletek napina się na żołędzi. Ale właśnie to go w niej pociągało: jej sposób patrzenia na rzeczy inaczej, na niego inaczej. Jakby była jedyną, która potrafiła spojrzeć przez fasadę i dostrzec pod nią rozpustnego drania, czekającego tylko, by zatonąć w jej wilgotnej cipie.

Dzwonek do drzwi wyrwał go z zamyślenia. Serce podskoczyło mu, gdy otworzył. Stała tam, w blasku lampy na klatce schodowej, z uśmiechem na ustach, który za każdym razem zapierał mu dech. Dziś miała na sobie ciemną sukienkę, która opinała jej krągłości jak druga skóra, a pod nią wyczuwał twarde czubki piersi, odciskające się przez materiał. „Postawiłeś świece”, powiedziała cicho, wchodząc do środka. Jej głos brzmiał zaskoczenie, ale nie nieprzyjemnie – raczej jakby odkryła w nim ukryty skarb. „To jest… piękne.” Odwróciła się do niego, a jej oczy lśniły w świetle świec, głębokie i pełne tajemnic. „Chciałem zrobić coś wyjątkowego”, wyznał, nagle czując się niepewnie, nago pod jej spojrzeniem. Jego kutas pulsował o zamek spodni, tępy ból podniecenia. „Chodź, usiądź.”
Niespodzianka
Opadła na kanapę, podczas gdy on podszedł do stołu i otworzył butelkę wina. Korek wyszedł z cichym pyknięciem, a czerwony zapach uderzył go w nozdrza. „Mam dla ciebie niespodziankę”, powiedziała, gdy podał jej kieliszek. Jej ton był figlarny, ale wyczuł w nim pewne napięcie – ciężar, który czaił się pod powierzchnią. Sięgnęła do torebki i wyciągnęła małe, owinięte w aksamit zawiniątko. „Dla ciebie.”
Lukas usiadł obok niej. Jego palce lekko drżały, gdy zdejmował chusteczkę. Na jaw wyszedł mały, srebrny łańcuszek z zawieszką: migoczący płomień, misternie wykonany, jakby naprawdę płonął. „Bo sprawiasz, że czuję, jakby we mnie płonęło światło, które nigdy nie gaśnie” – powiedziała, a jej głos niemal się załamał. „Chcę, żebyś zawsze to przy sobie nosił.” Spojrzał na biżuterię, potem w jej oczy, w których błyszczały łzy. Coś w nim się rozluźniło – mur, który budował przez lata, rozpadł się w jednej chwili. Objął ją ramionami, przyciągnął do siebie, zagrzebał twarz w jej włosach. Pachniały wanilią i ciepłem. „Kocham cię” – szepnął, a te słowa poczuł jako właściwe, po raz pierwszy od dawna. Jego członek napierał na jej udo, i poczuł, jak lekko wzdrygnęła się, gdy zauważyła jego twardość.
Zbliżenie
Odsunęli się od siebie, ale ich dłonie się odnalazły. Lukas przyłożył jej palce do ust i całował je jeden po drugim, czując ich ciepło na swojej skórze. „Chcę cię poczuć” – wymruczał przy jej skórze. Skinęła głową, a on pochylił się, by całować jej szyję. Pachniała wanilią i czymś słonym, sobą – zapachem, który doprowadzał go do szaleństwa. Jego usta wędrowały niżej, podążając za dekoltem jej sukienki, podczas gdy jego język delikatnie przesuwał się po jej skórze. Jęknęła cicho i odchyliła głowę do tyłu, ofiarowując mu swoją szyję jak dar. Jej dłonie wbiły się w jego włosy, ciągnąc delikatnie. „Wolniej” – wyszeptała, ale zabrzmiało to bardziej jak prośba niż polecenie – błaganie, które jeszcze bardziej go podnieciło. Poczuł, jak jego jądra stają się ciężkie, jak napięcie narasta w jego lędźwiach.
Wstał i pociągnął ją do góry. Powoli, niemal z nabożeństwem, rozpiął zamek jej sukienki. Dźwięk rozerwał ciszę, a materiał zsunął się z jej ramion i opadł na podłogę. Stała przed nim, ubrana tylko w cienki koronkowy biustonosz i figi, które obiecywały więcej, niż zakrywały. W świetle świec jej skóra wyglądała jak polerowana kość słoniowa, miękka i ciepła. Podszedł bliżej, położył dłonie na jej biodrach i przesunął je w dół, aż poczuł materiał jej bielizny. „Jesteś taka piękna” – powiedział, i miał to na myśli – każde słowo paliło go w gardle. Zarumieniła się, ale jej wzrok pozostał na jego ustach, spragniony i głodny. Pochylił się i pocałował ją, głęboko i zachłannie, podczas gdy jego dłonie objęły jej pośladki i przycisnęły ją do siebie. Poczuł jej gorąco przez cienki materiał, jej bicie serca, które uderzało o jego klatkę piersiową. Jego członek leżał twardy jak stal między nimi, a ona przycisnęła się do niego, z jej ust wydobył się cichy jęk.
Zaniósł ją do sypialni, położył na białym prześcieradle. Światło świec wpadało przez drzwi i malowało cienie na ścianach – tańczące sylwetki, które odbijały ich ruchy. Osunął się obok niej, jego usta odnalazły jej pierś. Przez materiał stanika lizał jej twardniejący czubek, czuł, jak unosi się pod jego językiem, aż wygięła się pod nim. „Więcej”, szepnęła, a jego palce odnalazły zapięcie. Stanik rozpiął się z kliknięciem, a jej piersi odsłoniły się, jędrne i ciepłe, sutki głęboko różowe i twarde. Wziął jedną do ust, ssał delikatnie, podczas gdy jego dłoń pieściła drugą, muskała okrągłą obwódkę. Jęknęła, wygięła się ku niemu, oddając mu się. Jej palce szarpały jego koszulę, a on pomógł jej ją zdjąć, niemal zdzierając ją z siebie. Skóra przy skórze – to było to, czego pragnął – jej ciepło, jej drżenie, jej pożądanie. Czuł jej biodra napierające na jego, czuł jej gorąco przez cienki materiał majtek, ogień, który palił pod jego skórą.
Jego dłoń wędrowała niżej, wsunęła się pod gumkę jej majtek. Była wilgotna, gotowa – ciepło jej środka uderzyło w niego jak fala. Kiedy przesunął palcem po jej łechtaczce, wzdrygnęła się i wydała ostry oddech. „Tak, tam”, błagała, jej głos ochrypły z pożądania. Ale on chciał dręczyć ją dłużej, chciał wycisnąć z niej każdy dźwięk, każdy ruch. Odsunął dłoń na bok i pozwolił swojemu językowi wędrować po jej brzuchu, coraz niżej, aż dotarł do krawędzi jej majtek. Zębami odciągnął materiał na bok i zanurzył język w jej wilgotnej szczelinie. Smakowała słono i słodko zarazem, a on lizał ją zachłannie, jak spragniony, który w końcu znajduje wodę. Jej soki płynęły obficie, zwilżając jego podbródek, a ona jęknęła głośno, gdy odnalazł jej perłową muszlę i okrężnymi ruchami ją pieścił. „O Boże, Lukas, tak!”, krzyknęła, jej dłonie wczepiły się w jego włosy. Zanurzył się głębiej, wniknął językiem w jej ciasne wejście, czuł, jak jej mięśnie zaciskają się wokół niego. Drżała na całym ciele, jej miednica unosiła się ku niemu, a on wiedział, że jest blisko szczytu. Ale on nie chciał jeszcze pozwolić jej dojść, chciał ją najpierw porządnie przelecieć.
Uniósł się, ściągnął majtki i spodnie. Jego członek wyskoczył, twardy i sprężysty, żołądź lśniła wilgocią. Patrzyła na niego, oczy szeroko otwarte z pożądania. „Chodź tu” – szepnęła i rozsunęła nogi. Jej cipka leżała przed nim otwarta, wargi sromowe nabrzmiałe i mokre, raj wilgoci i ciepła. Pochylił się nad nią, przyłożył czubek członka do jej wejścia i pocierał nim przez jej szparę, aż cicho jęknęła. „Proszę, Lukas, pieprz mnie!” – błagała. Wtedy wszedł w nią, powoli, ale głęboko, pozwalając całemu trzonowi wślizgnąć się w nią. Wspólny krzyk wyrwał się z ich gardeł, gdy był w niej po sam czubek. Była ciasna, tak cholernie ciasna i gorąca, że myślał, że eksploduje. Czuł, jak jej mięśnie zaciskają się wokół niego, jak go masują, wciągają głębiej. „Ruszaj się” – sapnęła, a on zaczął uderzać, najpierw wolno, potem szybciej, wbijając członek w jej wilgotną cipkę, raz za razem, aż łóżko jęczało pod nimi.
Punkt kulminacyjny
Jego pchnięcia stawały się twardsze, głębsze. Czuł, jak jej nogi oplatają jego biodra, jak go trzyma, wciska w siebie. „Tak, właśnie tam, pieprz mnie, pieprz mnie!” – krzyczała, jej piersi podskakiwały przy każdym pchnięciu, sutki twarde jak kamyki. Pochylił się i wziął jeden do ust, ssał, podczas gdy nadal w nią wbijał. Jej oddech był urywany, całe ciało drżało pod nim. „Zaraz dojdę” – jęknęła, głos łamiący się z rozkoszy. „Czekaj, chcę dojść z tobą” – wykrztusił, ale czuł, jak fala wzbiera w jego lędźwiach, jak ciśnienie staje się nie do zniesienia. Wbił się w nią jeszcze raz głęboko, poczuł, jak jej mięśnie zaciskają się wokół niego, i wtedy ona doszła – krzyk, który odbił się echem po pokoju, podczas gdy jej cipka pulsowała wokół jego członka, zalewając go jej sokami. To było za wiele – jęknął głośno, gdy w niej eksplodował, wtryskując nasienie głęboko w nią, strumień za strumieniem, aż był pusty.
Został w niej, dysząc, twarz zagrzebana w jej włosach. Ich ciała lepiły się do siebie, mokre od potu i rozkoszy. „To było… niesamowite” – szepnęła, głos ochrypły. Pocałował ją, delikatnie, i poczuł, jak drży pod nim. „Kocham cię” – powiedział, słowa płynęły z najgłębszych pokładów duszy. Uśmiechnęła się, pogładziła go po policzku. „Wiem.”
Tej nocy kochali się jeszcze dwa razy, aż świece dopaliły się do końca, a szary poranek prześwitywał przez zasłony. Lukas od tamtej pory nosił naszyjnik zawsze – pamiątkę światła, które w nim rozpaliła – płomienia, który nigdy nie zgasł, a jedynie płonął goręcej i jaśniej za każdym razem, gdy na niego patrzył, za każdym razem, gdy leżał w jej ramionach. A gdy dotykał naszyjnika, wciąż czuł jej ciało pod sobą, słyszał jej jęki, czuł jej zapach – wieczną ejakulację wspomnień, która nigdy miała go nie opuścić.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
