Ta historia została wygenerowana automatycznie przy wsparciu sztucznej inteligencji. Wszystkie osoby są pełnoletnie. Od 18 lat.

Siedziałem w tasca, otoczony szmerem rozmów miejscowych i zapachem świeżo parzonej kawy, ale moje myśli były gdzie indziej. Moje małżeństwo było jak wyschnięta rzeka – żadnej wody, żadnego życia, tylko kurz i wspomnienia. Moja żona i ja spaliśmy w osobnych łóżkach, ledwie się dotykaliśmy, a jeśli już, to mechanicznie, bez namiętności, bez tego mrowienia, które kiedyś doprowadzało mnie do szaleństwa. Byłem mężczyzną po czterdziestce, profesorem literatury, i czułem się pusty. Mój wzrok wędrował po sali, aż ją zobaczyłem – Anę, 24 lata, moją doktorantkę. Siedziała sama przy stoliku, z oczami zatopionymi w książce, ale jej ciało… cholera, jej ciało. Jej włosy opadały ciemnymi lokami na ramiona, usta miała lekko rozchylone, a miała na sobie obcisłą czerwoną sukienkę, która pieściła jej piersi, jakby została stworzona właśnie na tę chwilę. Poczułem, jak mój członek twardnieje w spodniach, tylko na widok jej nóg, które wystawały spod stołu, gładkich i długich. Poznałem ją miesiące temu, kiedy przyszła na moje seminarium, i od tamtej pory nie mogłem przestać o niej myśleć. Jej inteligencja, tak, ale także jej uroda, sposób, w jaki się poruszała, jak się śmiała – wszystko w niej mnie podniecało.
Wstałem, serce waliło mi w piersi, i podszedłem do niej. Krok miałem niepewny, ale pożądanie pchało mnie naprzód. „Czy mogę się przysiąść?” – zapytałem, głosem bardziej ochrypłym niż zwykle. Podniosła wzrok, jej brązowe oczy spotkały się z moimi, i przez chwilę świat stanął w miejscu. Skinęła powoli głową, a na jej ustach zagościł uśmiech. Usiadłem, moje nogi prawie dotykały jej pod stołem, i poczułem bijące od niej ciepło. Rozmawialiśmy o książkach – o Garcíi Márquezie, o Pessoi – ale moje myśli były tylko przy niej. Obserwowałem, jak jej język przesuwa się po dolnej wardze, gdy myśli, jak jej piersi unoszą się i opadają, gdy oddycha. Mój członek pulsował w spodniach, i musiałem się zmuszać, żeby nie myśleć o nim cały czas. „Wygląda pani dziś niesamowicie, Ano” – powiedziałem, a jej policzki pokryły się rumieńcem. Zaśmiała się cicho, dźwiękiem, który brzmiał w moich uszach jak muzyka. „Dziękuję, profesorze. Pan zresztą też.” Jej dłoń leżała na stole, a ja wyciągnąłem swoją i delikatnie ją dotknąłem. Nie cofnęła się, tylko się uśmiechnęła, i wiedziałem, że ją zdobędę.
Godziny mijały, tasca pustoszała, ale my rozmawialiśmy dalej. O naszych marzeniach, o jej dysertacji o erotyce w literaturze XIX wieku, o moim nieudanym małżeństwie. „Czuję się taki pusty” – wyznałem, a ona słuchała, jej oczy pełne współczucia. Ale pod stołem działo się coś innego – jej dłoń powędrowała do mojego uda, ścisnęła lekko, i poczułem, jak krew we mnie wrze. „Może po prostu potrzebuje pan czegoś nowego” – szepnęła, a jej głos był niski i chrapliwy. Tasca zamykano, właściciel rzucił nam spojrzenie, ale wstaliśmy i wyszliśmy. Nocne powietrze Lizbony było chłodne, ale między nami płonął ogień. Szliśmy wąskimi zaułkami, nasze ramiona się stykały, i czułem zapach jej perfum – słodki i kwiatowy, z nutą piżma. „Chodź ze mną” – powiedziałem, a ona skinęła głową bez wahania.
Zaprowadziłem ją do mojego mieszkania, małego mieszkania w starej kamienicy w Alfamie. Moja żona wyjechała na weekend, i mieszkanie było puste. Kiedy otwierałem drzwi, drżały mi ręce. W środku odwróciłem się do Any, a ona stała tam, w słabym świetle latarni ulicznej wpadającym przez okno. Jej czerwona sukienka, jej loki, jej pełne usta – była obrazem, który ożył. „Chcę cię” – powiedziałem, a mój głos prawie się załamał. Podeszła bliżej, jej dłonie spoczęły na mojej piersi, a potem mnie pocałowała – nie delikatnie, nie ostrożnie, ale dziko, żądająco. Jej język wniknął do moich ust, i poczułem smak kawy i czegoś słodkiego. Przycisnąłem ją do ściany, moje ciało przywarło do jej, i poczułem jej piersi na mojej klatce piersiowej, miękkie i jędrne. Moje dłonie przesuwały się po jej ciele, po jej sukience, aż znalazłem zamek błyskawiczny. Pociągnąłem go powoli w dół, i sukienka opadła z jej ramion, odsłaniając nagą skórę. Bez biustonosza – jej piersi były wolne, sutki twarde i ciemnobrązowe, i musiałem ich natychmiast dotknąć. Pochyliłem się i wziąłem jeden sutek do ust, ssałem go, podczas gdy ona jęczała i wplatała palce w moje włosy. „Tak, tak” – dyszała, i czułem, jak jej ciało drży pod moimi dotknięciami.
Uklękłem przed nią, zdjąłem z niej całą sukienkę, aż została tylko w malutkich czarnych figach. Jej nogi były długie i gładkie, biodra szerokie, a między nogami zarysowywało się lekkie wypuklenie. Czułem zapach jej podniecenia, wilgotny i słony. Powoli ściągnąłem jej figi, a jej cipka ukazała się – wargi sromowe lekko rozchylone, wilgotne i lśniące w świetle księżyca. „Jesteś taka piękna” – szepnąłem, pochyliłem się, a mój język znalazł drogę do jej pizdy. Lizałem ją powoli, najpierw zewnętrzne wargi, potem głębiej, aż znalazłem jej łechtaczkę, twardą i nabrzmiałą. Jęknęła głośno, jej dłonie chwyciły moją głowę, przyciskając mnie mocniej do niej. „Pieprz mnie językiem” – krzyknęła, a ja posłuchałem. Wsunąłem język w nią, smakując jej soki, słodkie i ostre, i poczułem, jak drżą jej nogi. Lizałem ją, aż krzyczała, aż jej ciało się napięło i doszła – jej orgazm przetoczył się przez nią, a ona przycisnęła mój język do łechtaczki, jęcząc i drżąc.
Wstałem, moje spodnie były tak ciasne, że aż bolało. Rozpiąłem pasek, opuściłem spodnie, a mój kutas wyskoczył – twardy, długi, z grubym żołędziem, który kapał z podniecenia. Ana zobaczyła go, a jej oczy rozszerzyły się. „O mój Boże” – szepnęła, uklękła przede mną i wzięła mojego kutasa w dłoń. Polizała czubek, jej język krążył wokół żołędzia, a ja jęknąłem głośno. Potem wzięła go do ust, głęboko, aż poczułem jej gardło. Jej głowa poruszała się w górę i w dół, usta obejmowały mnie mocno, a ja czułem, jak napinają się moje jądra. „Tak, Ana, właśnie tak” – sapnąłem, wplatając palce w jej loki. Ssała mnie, aż myślałem, że eksploduję, ale się powstrzymałem. Chciałem ją pieprzyć, naprawdę pieprzyć.
Podciągnąłem ją i odwróciłem, przyciskając do kuchennego blatu. Jej piersi przywarły do zimnego drewna, a tyłek wystawał, okrągły i jędrny. Rozsunąłem jej nogi i zobaczyłem jej cipkę od tyłu – mokrą i gotową. Przyłożyłem kutasa do jej wejścia, potarłem żołędziem o wargi sromowe, aż zadrżała. „Pieprz mnie, pieprz mnie teraz” – błagała, a ja wbiłem się – jednym pchnięciem wszedłem w nią, głęboko, bardzo głęboko. Krzyknęła, krzyk rozkoszy i bólu, a ja zacząłem ją pieprzyć. Mój kutas ślizgał się w jej mokrej pizdzie, wchodząc i wychodząc, coraz szybciej, coraz mocniej. Jej ścianki obejmowały mnie ciasno, a ja czułem, jak zaciskają się przy każdym pchnięciu. „Tak, pieprz mnie, pieprz mnie mocno” – jęczała, a ja chwyciłem jej biodra, przyciągając ją do siebie, wbijając się w nią. Stół poruszał się pod nami, szkło brzęczało, ale nie słyszeliśmy niczego poza naszym wspólnym sapaniem i jękami.
Odwróciłem ją, uniosłem jej nogę na swoje ramię i dalej ją pieprzyłem. Jej piersi podskakiwały przy każdym pchnięciu, jej sutki były twarde i czerwone. Pochyliłem się i ssałem je, podczas gdy mój kutas wbijał się w nią. Znowu doszła, jej ciało drgało, a ja poczułem, jak jej cipka zaciska się wokół mnie. To było za dużo. Wyciągnąłem z niej kutasa, a ona odwróciła się, uklękła i otworzyła usta. Spuściłem się, moja sperma trysnęła do jej ust, na jej twarz, na jej piersi. Przełknęła, oblizała wargi i uśmiechnęła się. „To było zajebiste” – powiedziała, a ja podniosłem ją, pocałowałem, smakując samego siebie na jej ustach.
Opadliśmy na kanapę, wyczerpani, ale nie nasyceni. Moja ręka powędrowała między jej nogi, bawiła się jej wilgotną cipką. „Chcę więcej” – szepnąłem, a ona skinęła głową. Usiadłem na kanapie, przyciągnąłem ją na swój kolan, mój kutas znów był twardy. Wprowadziła go w siebie powoli, a ja poczułem, jak porusza się na mnie, w górę i w dół, jej biodra krążyły, jej piersi były tuż przed moją twarzą. Ssałem je, podczas gdy ona mnie ujeżdżała, jej tempo przyspieszało, jej oddech stawał się płytszy. „Dojdź ze mną” – krzyknęła, a ja poczułem, jak orgazm we mnie wzbiera. Doszliśmy razem, krzyk rozkoszy, który odbił się echem po pustym mieszkaniu. Opadła na mnie, spocona i szczęśliwa, i leżeliśmy tam, mocno objęci.
Godziny mijały, noc zamieniała się w poranek. Pieprzyliśmy się w kółko – na podłodze, w łóżku, pod prysznicem. Za każdym razem było dziko, za każdym razem byliśmy bardziej zachłanni. Myślałem o swoim małżeństwie, o żonie, ale te myśli blakły, gdy Ana wił się pode mną, gdy głaskałem jej cipkę palcami, gdy miała mojego kutasa w ustach. Wiedziałem, że to złe, ale czułem, że to cholernie właściwe. Rano, gdy słońce wpadało do mieszkania, staliśmy nadzy przy oknie, a ja trzymałem ją w ramionach. „Kocham cię” – szepnąłem, a ona się uśmiechnęła. „Wiem” – powiedziała i pocałowała mnie.
Odwiozłem ją do domu, ale oboje wiedzieliśmy, że to dopiero początek. Moje małżeństwo było skończone, to było jasne. Czułem winę, ale też wyzwolenie, jakiego nie zaznałem od lat. Ana była moim światłem, moją zgubą, moim odkupieniem. Wróciłem do swojego pustego mieszkania, czułem jej zapach na swojej skórze i wiedziałem: ożenię się z nią. Zaryzykuję wszystko – karierę, reputację, małżeństwo – dla niej. Bo w jej ramionach czułem, że w końcu żyję. I to było tego warte.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
