Zapach spalonego szałwii i roztartego bursztynu wisiał ciężko w powietrzu, gdy Elena weszła do komnaty czarodziejki. Ściany migotały w blasku niezliczonych świec, których wosk spływał długimi, zastygniętymi łzami po kamiennych podstawach. Na środku pomieszczenia stał niski ołtarz z obsydianu, pokryty runami emitującymi niebieskawą poświatę. Lecz to, co natychmiast przykuło uwagę Eleny, był mężczyzna klęczący obok ołtarza.

Miał na imię Kael, był zmiennokształtnym z lasów, a jego skóra lśniła jak brąz w półmroku. Nosił tylko spodnie z ciemnej skóry, osadzone nisko na biodrach, odsłaniające jego masywny, nagi tors. Jego sutki były małymi, twardymi guzkami na muskularnych płaszczyznach, a klatkę piersiową pokrywały blizny, opowiadające historie walk i przemian. Materiał jego spodni napinał się na udach, odznaczając kontury jego męskości – gruby, długi trzon, który już rysował się pod tarciem skóry. Elena, wojowniczka z Północy, była przyzwyczajona do mężczyzn w zbroi, ale Kael był czymś innym – nieokiełznaną, zwierzęcą siłą, która jednocześnie ją przyciągała i niepokoiła. Poczuła, jak jej cipka staje się wilgotna na sam widok jego twardych konturów rysujących się pod spodniami.
Rytuał się rozpoczyna
„Wahasz się, wojowniczko?” – zapytała czarodziejka z cienia. Miała na imię Lyra, a jej głos brzmiał jak szelest jedwabiu. Podeszła bliżej, jej szata wlokła się po kamiennej podłodze. „Rytuał wymaga zaufania. Musisz odłożyć broń.”
Elena odpięła pas z mieczem i upuściła go z brzękiem na podłogę. Poczuła na sobie wzrok Kaely, gdy zsuwała stalowe naramienniki. Jego oczy były bursztynowe, z pionowymi źrenicami, które jarzyły się w ciemności. Obserwowała, jak jego wzrok wędruje po jej ciele, po jej piersiach opiętych skórą, które unosiły się i opadały wraz z oddechem. „A potem?” – zapytała, jej głos szorstki z napięcia, czując, jak jej cipka zaczyna pulsować z pożądania.
„Wtedy go dotkniesz” – powiedziała Lyra. „Twoja dłoń na jego sercu, jego na twoim. Magia popłynie, a to, co się wydarzy, wydarzy się samo.”
Elena uklękła przed Kaelem. Jego skóra była ciepła pod jej palcami, gdy dotknęła jego klatki piersiowej. Mięśnie napięły się pod jej dotykiem, a ona poczuła jego bicie serca, szybkie i potężne jak u zwierzęcia. Jego dłoń spoczęła na jej zbroi, nad jej sercem. Skóra jej ubrania nagle wydała się ciężka i nie na miejscu. Poczuła, jak jego palce delikatnie gładzą skórę, a nacisk jego dłoni sprawił, że jej sutki stwardniały pod materiałem.
Lyra zaczęła mamrotać słowa w języku, którego Elena nie rozumiała. Runy na ołtarzu rozbłysły, a po ciele Eleny przebiegło mrowienie. Zaczęło się w opuszkach jej palców, rozprzestrzeniając się jak płynny ogień, aż każda komórka zdawała się śpiewać. Jej skóra cierpła, a zapach bursztynu stawał się intensywniejszy, zmieszany z animalistycznym piżmem, które było wonią Kaëla. Poczuła, jak jej sutki stają pod skórą i ocierają się o szorstki materiał, budząc w niej boleśnie słodkie pożądanie.
„To silne” – szepnął Kael. Jego głos brzmiał głębiej niż wcześniej, bardziej chrapliwie, jakby dobywał się z innego gardła. Jego język przejechał po wargach, a Elena zobaczyła, jak jego kły się wydłużają. „Magia… chce nas połączyć.” Jego członek pulsował pod spodniami, a kropla pożądania odznaczyła się ciemno na skórze.
Elena poczuła, jak budzi się w niej własne pragnienie. Nie było tylko fizyczne – to był ciąg, który sięgał głęboko w jej wnętrze, głód jego bliskości, jego ciepła. Jej cipka stawała się wilgotna, wargi sromowe zaczynały puchnąć, a ona czuła, jak jej pizda otwiera się w oczekiwaniu. Pochyliła się do przodu, aż jej czoło dotknęło jego. Jego oddech był gorący na jej skórze, a ona poczuła dziki, piżmowy zapach jego ciała.
„Pozwól temu się stać” – szepnęła Lyra, a potem zniknęła, rozpływając się w cieniach. Jej głos jeszcze rozbrzmiewał, gdy magia gęstniała.
Granice się zacierają
Elena nie wiedziała, kto zainicjował pierwszy pocałunek. Po prostu był: jego usta na jej, żądne i zarazem delikatne. Jego usta smakowały dymem i czymś dzikim, lasem i wolnością. Odpowiedziała na pocałunek, otworzyła się przed nim, pozwoliła jego językowi wślizgnąć się do swojego ust. Jej dłonie wędrowały po jego plecach, czując mięśnie pod gładką skórą, które napinały się i poruszały jak pod cienką warstwą. Wbiła palce w jego ramiona, gdy pogłębił pocałunek.
Kael oderwał się od jej warg, by całować jej szyję, miejsce, gdzie dziko bił jej puls. Jego język wytyczył ślad aż do jej obojczyka, a Elena jęknęła. Dźwięk odbił się echem w komnacie. Wbiła palce w jego włosy, miękkie i gęste, i przyciągnęła go bliżej. „Tak” – szepnęła. „Więcej.”
„Chcę cię poczuć” – powiedział, jego głos był warknięciem. „Twoją skórę, twoje ciało. Chcę poczuć twoją mokrą pizdę na moim kutasie.”
Elena pomogła mu rozwiązać jej skórzaną zbroję. Rzemienie puściły, a skóra opadła na ziemię. Pod spodem miała tylko cienką lnianą koszulę, która obciskała jej piersi. Jej sutki rysowały się pod materiałem, twarde i gotowe. Dłonie Kaëla natychmiast odnalazły jej piersi, pieściły je przez tkaninę, aż jej brodawki sterczały jak małe kamyki pod lnem. „Twoje cyce są idealne”, warknął. „Chcę je mieć w ustach.”
Nie rozerwał koszuli, ale jego palce były zręczne, gdy rozwiązywał sznurki. Koszula opadła, a jej piersi odsłoniły się, jędrne i okrągłe, z jasnymi sutkami wyciągniętymi ku niemu. Kael pochylił się i wziął jeden sutek do ust. Elena głośno sapnęła, gdy jego język okrążał go, gdy delikatnie ssał, a potem lekko gryzł zębami. Dreszcz rozkoszy przeszył ją na wskroś, a ona przywarła do niego, ofiarowując mu swoją pierś. „Więcej, Kael. Pieszcz moje cyki swoimi ustami.”
Usłuchał. Jego język przeniósł się na drugi sutek, podczas gdy dłoń masowała pierwszy, tocząc brodawkę między kciukiem a palcem wskazującym. Elena jęknęła głośno, jej ciało zaczęło drżeć. Jego dłonie zsunęły się niżej, rozpięły jej spodnie, ściągnęły je. Zimna skóra opadła z jej nóg, a ona leżała naga na zimnym kamieniu, ale nie czuła chłodu. Ciało Kaëla pochyliło się nad nią, jego skóra płonęła jak ogień. Całował jej brzuch, biodra, wewnętrzną stronę ud. Jego język odnalazł jej środek, a ona wygięła się w łuk, gdy ją smakował.
Jego język wniknął w jej wilgotną szparę, smakując jej sok, który już obficie płynął. „Smakujesz cholernie dobrze”, mruknął w jej cipkę. „Taka słodka i taka mokra.” Lizał jej wargi sromowe, okrążał łechtaczkę czubkiem języka, ssał ją delikatnie, aż krzyczała z rozkoszy. Jego usta były wszędzie, raz łagodne, raz żądne, podczas gdy jego palce wsuwały się w jej pizdę i pieściły ją od środka. Czuła, jak płynie magia, jak każdy dotyk staje się intensywniejszy, jak całe jej ciało staje się jednym punktem rozkoszy. „Kurwa, tak”, jęknęła. „Liż mnie, Kael. Wykończ mnie swoim językiem.”
Jęknęła, prawie krzyknęła, gdy pierwsza fala ją ogarnęła, zaskakująca i przytłaczająca. Jej ciało wygięło się w łuk, jej cipka się skurczyła, a ona trysnęła na jego język, który chciwie chłonął każdą kroplę. „Tak, tryskaj dla mnie, ty rozpustna suko”, warknął, nie przestając, aż ucichło ostatnie drżenie.
Zanim zdążyła się otrząsnąć, Kael był już nad nią. Z pośpiechem zsunął spodnie, a ona ujrzała jego ciało w pełnym świetle. Był wysoki, umięśniony, a jego człon sterczał twardy i gotowy – długi, gruby kutas, pulsujący z pożądania, żołądź czerwona i lśniąca od kropli soku rozkoszy. Spojrzał na nią dzikim wzrokiem, a ona skinęła głową, mając gardło suche z pragnienia. „Pieprz mnie, Kaelu. Pieprz mnie mocno.”
Ustawił się między jej rozchylonymi nogami, żołądź jego męskości napierając na jej wilgotną, otwartą cipkę. Powoli, dręcząco powoli, wnikał w nią. Czuła, jak ją wypełnia, centymetr po centymetrze, jak jego gruby żołądź rozsuwa jej ścianki, aż był w niej cały. Uczucie spełnienia, jakby wróciła część jej samej. „Tak, właśnie tak”, sapnęła. „Twój sprośny kutas w mojej piczce.”
Zaczął się poruszać, rytmem pradawnym i naturalnym. Elena objęła go nogami, przyciągając głębiej. Każde pchnięcie unosiło ją wyżej, tarcie, ciepło, jego oddech przy jej uchu. „Jesteś jak magia”, wysapał, a jego ruchy stawały się szybsze, twardsze. „Twoja cipka jest taka ciasna, taka gorąca. Ssie mojego kutasa.”
Elena poczuła, jak coś narasta w niej, druga fala, jeszcze większa niż pierwsza. Wczepiła się w jego ramiona, gdy ją pieprzył, jej piersi podskakiwały przy każdym pchnięciu. „Tak, pieprz mnie, pieprz swoją wojowniczkę”, krzyknęła. „Zrób ze mnie swoją dziwkę.”
Kael jęknął głośno, zwierzęcym warknięciem, a jego ruchy stały się bardziej niekontrolowane. Chwycił jej biodra i przyciągnął ją jeszcze bliżej, pompując w nią. „Dochodzę”, ryknął. „Tryskam w twoją sprośną piczkę.”
Elena poczuła, jak jego kutas pulsuje w niej, jak gorące ładunki spermy wstrzeliwują się w nią, wypełniając jej cipkę. Orgazm uderzył w nią jak fala, która ją porwała. Całe jej ciało drgało, jej cipka zaciskała się wokół jego trzonu, gdy się rozładowywała. Krzyczała, jego imię na ustach, podczas gdy magia wokół nich wzbierała do crescenda, które sprawiło, że płomienie świec zatańczyły, a runy na ołtarzu rozbłysły.
Leżeli spleceni na zimnym kamieniu, ich ciała lśniące od potu i rozkoszy. Jego nasienie spływało z jej cipki, cieknąc po udach. Magia powoli opadała, ale więź między nimi wciąż była wyczuwalna, niewidzialna nić, która połączy ich na zawsze. „To nie był koniec”, szepnął Kael, jego głos ochrypły z wyczerpania. „Noc jest jeszcze młoda, wojowniczko.”
Elena uśmiechnęła się, jej dłoń pieściła jego pierś. „Pokaż mi więc, co jeszcze potrafi zmiennokształtny.”
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
