Ta historia została stworzona automatycznie przy wsparciu AI. Wszystkie osoby są pełnoletnie. Od 18 lat.

Pociąg toczył się przez dolinę Karyntii, a za oknem przesuwały się łąki w soczystej zieleni, przerywane ciemnymi lasami świerkowymi, które wspinały się po zboczach. Oparła głowę o chłodną szybę i pozwoliła wzrokowi błądzić po krajobrazie, nie widząc go naprawdę. Zmęczenie ostatnich miesięcy siedziało w niej głęboko, brzęczenie pod skórą, które nie chciało zniknąć, gdy wieczorami w szpitalu robiła obchody albo leżała nocą bezsennie, przeglądając w myślach przypadki z dnia. Tutaj, w pociągu, brzęczenie powoli ustępowało, i czuła, jak jej ramiona opadają, centymetr po centymetrze.
Pociąg zwolnił, wjeżdżając na małą stację, i zobaczyła mężczyznę stojącego na peronie, z torbą podróżną w dłoni, ze słońcem na twarzy. Wsiadł, a gdy szedł korytarzem i usiadł naprzeciwko niej, rozpoznała go natychmiast. Max. Lata wyostrzyły jego rysy, linie wokół oczu stały się głębsze, ale uśmiech, gdy ją zobaczył, był taki sam jak wtedy w sali wykładowej, gdy pożyczył jej skrypt, który zgubiła.
„To ty”, powiedział, a jego głos brzmiał, jakby słyszał go jeszcze wczoraj.
„Max”, powiedziała, i zauważyła, że się uśmiecha, nie chcąc tego.
Wstał i usiadł obok niej, kładąc torbę na wolnym miejscu obok siebie. Pociąg ruszył ponownie, a krajobraz zaczął się znów przesuwać, ale oboje nie patrzyli na zewnątrz. Rozmawiali, i było tak, jakby lata między nimi były tylko krótką przerwą. Opowiadał o firmie, w której pracował, o spotkaniach, które przypominały bitwy, i o córce, którą widywał w weekendy, odkąd rozwód był już sfinalizowany. Ona mówiła o nocnych zmianach, które ją postarzały, i o chwilach, gdy mogła kogoś uratować, i jak te chwile rekompensowały wszystko inne.
„Mieszkasz w tych okolicach?”, zapytał, gdy pociąg mijał jezioro, którego woda błyszczała w popołudniowym słońcu.
„Mam domek letniskowy. Kilka stacji dalej. Zawsze tam jeżdżę, kiedy potrzebuję przerwy.”
„Sama?”
„Zwykle”, powiedziała, i spojrzała na niego, a w jego spojrzeniu było coś, czego nie potrafiła nazwać, ale co nie dawało jej spokoju.
Pociąg zatrzymał się, a ona wstała, aby wziąć swoją torbę. On pozostał w miejscu, a potem, gdy już stała w korytarzu, powiedział: „Czy mogę pójść z tobą? Tylko na kawę. Albo na spacer. Nie mam nic do roboty aż do jutra rana.”
Zawahała się. Spokój, którego szukała, był samotnością, wycofaniem się od wszystkiego. Ale coś w niej, coś, czego dawno nie czuła, powiedziało tak. Skinęła głową, a on wziął swoją torbę i podążył za nią z pociągu.
Droga do domu prowadziła przez aleję starych kasztanowców, a liście rzucały cętkowane światło na żwir. Dom stał na końcu drogi, jasno otynkowany, z drewnianym balkonem, z którego można było zobaczyć jezioro. Otworzyła drzwi, a powietrze w środku było zakurzone i ciepłe. Otworzyła okna, a wiatr przeciągał przez pokoje, podczas gdy ona w kuchni nastawiała kawę.
Siedzieli na tarasie, filiżanki między nimi na drewnianym stole, i patrzyli, jak słońce zachodzi za wzgórzami. Cisza nie była niekomfortowa. Pili kawę, a od czasu do czasu któreś z nich coś mówiło, myśl, która wznosiła się i znikała. Gdy światło zbladło i pojawiły się pierwsze gwiazdy, wstał i podszedł do balustrady. Poszła za nim, i stali obok siebie, ramiona prawie się dotykając.
„Dawno tak dużo nie rozmawiałem” – powiedział, nie patrząc na nią.
„Ja też nie.”
Odwrócił się do niej, a ona zobaczyła jego oczy w półmroku, ciemne i spokojne. Podniósł rękę i odgarnął jej kosmyk włosów z twarzy, a dotyk był tak lekki, że ledwo go poczuła, ale przebiegł przez całe jej ciało. Zrobiła krok bliżej, a potem pocałował ją, powoli, badawczo, a ona otworzyła się na niego, czuła jego usta na swoich, smak kawy i soli.
Weszli do środka, nie puszczając swoich dłoni. W sypialni światło było zgaszone, tylko księżyc świecił przez okno, kładąc srebrną wstęgę na łóżko. Stanął za nią i ściągnął jej cienki materiał letniej sukienki przez głowę, a ona stała w świetle księżyca, tylko w majtkach i biustonoszu, i czuła jego spojrzenia na swojej skórze jak dotyk. Przesunął opuszkami palców po jej plecach, od łopatek do nasady pośladków, a ona zadrżała pod jego dłonią.
Odwróciła się i rozpięła jego koszulę, guzik po guziku, a jej palce lekko drżały, gdy dotknęły nagiej skóry jego klatki piersiowej. Zsunęła koszulę z jego ramion, a on stanął przed nią, a ona patrzyła na niego, na cień jego żeber, linię brzucha ginącą pod paskiem. Rozpięła mu spodnie, a on pomógł jej je zdjąć, i tak stali oboje nadzy w świetle księżyca, i żadne z nich nie mówiło.
Podeszła bliżej i położyła dłonie na jego klatce piersiowej, czując pod ręką serce, które biło szybko i równo. Pochylił się i pocałował ją znowu, tym razem głębiej, a jego język odnalazł jej język, i poczuła jego smak, podczas gdy jego dłonie przesuwały się po jej bokach, po biodrach, a potem chwycił jej pośladki i przyciągnął ją do siebie. Poczuła jego twardego penisa na swoim brzuchu, a ten nacisk był tak bezpośredni, że wstrzymała oddech.
Poprowadził ją do łóżka, a ona położyła się na plecach, podczas gdy on pochylił się nad nią. Jego usta wędrowały po jej szyi, w dół do obojczyka, a potem wziął jej pierś do ust, brodawkę między wargi, i ssał delikatnie, podczas gdy jego dłoń masowała drugą pierś. Jęknęła cicho, wygięła plecy w łuk, a on nie przestawał, aż jej brodawki stały się twarde i wrażliwe, potem jego usta wędrowały dalej, po jej brzuchu, a jego język malował wilgotne kręgi wokół jej pępka.
Rozsunął jej uda i ułożył się między nimi, a ona poczuła jego oddech na swojej wilgotnej skórze, zanim dotknął jej językiem. Lizał ją powoli, od dołu do góry, a ona sapnęła, gdy odnalazł jej łechtaczkę i okrążał ją czubkiem języka. Wpiła się palcami w jego włosy i przyciągnęła go bliżej, a on zaśmiał się cicho przy jej skórze, zanim znowu ją lizał, głębiej teraz, wnikając w nią językiem, podczas gdy jego kciuk pocierał jej łechtaczkę. Poczuła, jak napięcie w niej rośnie, jak lina, która się napina, i zamknęła oczy, pozwalając temu się dziać, podczas gdy jej oddech przyspieszał.
„Chcę cię w sobie” – powiedziała, a jej głos był ochrypły.
Wyprostował się, a ona zobaczyła jego lśniącego penisa w świetle księżyca, twardego i wilgotnego od jej wilgoci. Sięgnęła po niego i poprowadziła go do siebie, a gdy wszedł, powoli, centymetr po centymetrze, jęknęła, bo czuła go w całości, tę pełnię, to rozciągnięcie, które ją wypełniało. Poruszał się w niej, początkowo wolno, głębokimi, długimi pchnięciami, a ona unosiła biodra, by przyjąć go głębiej, jej palce wbijały się w jego plecy.
„Szybciej”, szepnęła, a on posłuchał, przyspieszając tempo, wkładając dłonie pod jej pośladki, by ją przechylić, i poczuła, jak wchodzi w nią, dokładnie w to miejsce, którego potrzebowała. Krzyknęła, nie głośno, lecz cicho, dźwięk, który wydobył się z jej gardła bez jej kontroli, a on pochylił się, by ją pocałować, nie przerywając, uderzając miednicą o jej miednicę, w rytmie, który oboje odnaleźli bez słów.
Poczuła, jak fala w niej narasta, i tym razem pozwoliła jej nadejść, pozwoliła, by przetoczyła się przez nią, a jej ciało wygięło się w łuk, gdy zacisnęła się wokół niego, a on jęknął, czując ją, i wtedy doszedł, głęboko w niej, ostatnim pchnięciem, a ona trzymała go mocno, gdy drgał w niej, a cisza po tym była tak pełna, że oboje mogli tylko oddychać.
Pozostał w niej, a ona czuła, jak jego twardość powoli opada, a potem przetoczył się na bok, pociągając ją za sobą, tak że znalazła się w zgięciu jego ramienia, jego serce biło o jej plecy. Leżeli tak bez słowa, a na zewnątrz był tylko wiatr i od czasu do czasu wołanie ptaka.
Kiedy się obudziła, poranne światło było szare i miękkie, a on leżał obok niej, na plecach, z ramieniem na czole. Patrzyła na niego, na linie jego twarzy, na cień zarostu, na klatkę piersiową, która unosiła się i opadała równomiernie. Wstała cicho z łóżka i poszła do kuchni, żeby zrobić kawę, a gdy mieliła ziarna, myślała o historiach, które słyszała w biurze, w pokoju socjalnym, gdzie koleżanki szeptały o swoich przygodach, i zawsze myślała, że takie noce istnieją tylko w opowieściach, nie w jej własnym życiu.
Wszedł do kuchni, z potarganymi włosami, stanął za nią, objął ją w talii i pocałował w kark. Odwróciła się i spojrzała na niego, i wiedziała, że musi odejść, że jego pociąg odjeżdża za kilka godzin, z powrotem do jego życia, którego tu nie było.
„Odwiozę cię na dworzec”, powiedziała.
Skinął głową, i wypili kawę w milczeniu, potem się ubrali, i pojechali drogą, która wiodła między polami do stacji. Pociąg już stał, gdy przyjechali, a on wziął swoją torbę z tylnego siedzenia. Stanęli na peronie, a on odstawił torbę i przyciągnął ją do siebie. Objęła go mocno, poczuła jego ciało jeszcze raz, zapach jego skóry, który przywierał do niej.
„Do zobaczenia”, powiedział, a to nie zabrzmiało jak pytanie.
„Tak”, odpowiedziała.
Wsiadł, pociąg ruszył, a ona stała na peronie, dopóki nie zniknął jej z oczu. Potem odwróciła się i wróciła do samochodu, a w drodze do domu, przez aleję kasztanowców, o niczym nie myślała i uśmiechała się, nie zdając sobie z tego sprawy.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
