W powietrzu unosił się zapach ozonu i zimnego metalu, gdy kabina zatrzymała się gwałtownie. Marek poczuł, jak jego żołądek napiera na pas bezpieczeństwa, którego nie miał zapiętego. Światło zamigotało, po czym zgasło. Absolutna ciemność.

Pułapka
– Cholera – syknął głos obok niego. Lena. Oczywiście. Kto inny miałby być o tej porze w biurze? Ostatnia konferencja trwała do dziewiętnastej i jak zawsze wyszli jako ostatni – dwaj kierownicy działów, którzy uprzykrzali sobie nawzajem życie.
Marek wymacał przycisk alarmowy. Nic. Żadnego buczenia, żadnego światła. Tylko ich oddechy, które powoli się uspokajały. – Komórka? – zapytał.
– Brak zasięgu. A moja jest prawie rozładowana. – Usłyszał, jak uderza w ścianę. – Gówniana sprawa.
– Uspokój się. Na pewno szybko to zauważą. – Jego własny głos brzmiał pewniej, niż się czuł. Znał tę ciasnotę. Winda nie była duża – może dwa metry kwadratowe – a teraz, bez światła, wydawała mu się trumną.
Lena wzięła głęboki oddech. – Dobra. Dobra. Masz pojęcie, jak długo to potrwa?
– Nie mam pojęcia. Mogą to być minuty, mogą godziny. – Oparł się o tylną ścianę. Lakier był chłodny pod jego palcami. – Przynajmniej mamy towarzystwo.
Parsknięcie śmiechem. – Tak, najlepsze towarzystwo. Mój ulubiony rywal. – Jej głos brzmiał drwiąco, ale słyszał w nim napięcie.
– Ty też masz mnie wysoko na swojej liście, co? – odparł. Nie było tajemnicą, że od miesięcy spierali się o budżety, walczyli o najlepsze projekty. Ale teraz, w ciemności, wszystko to wydawało się odległe.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu. Marek słyszał szelest jej ubrania, gdy się poruszyła. Usiadła obok niego na podłodze, jej ramię otarło się o jego. Poczuł jej perfumy – coś z bergamotką, co już wcześniej zauważył, nie przyznając się do tego. Zapach wisiał w dusznym powietrzu, mieszając się z metalicznym posmakiem ciemności. Jej bliskość była elektryzująca. Czuł ciepło jej ciała, słyszał jej cichy oddech. Jego puls przyspieszył i zastanawiał się, czy ona też to słyszy.
– Czy ty zawsze masz tego ducha walki? – zapytała nagle. Jej głos dobiegł bliżej. Ocenił, że odwróciła się w jego stronę.
– Muszę. Inaczej przegrywa się z tobą.
– To prawda. – Cichy chichot. – Ale nie poddajesz się. Szanuję to.
– Szacunek? Od ciebie? Jestem wzruszony.
– Zamknij się. Próbuję zrobić komplement. – Jej dłoń uderzyła w jego kolano w ciemności. Przypadkowe uderzenie, ale zostawiła ją tam. – Przepraszam.
„Już dobrze.“ Jego głos był bardziej ochrypły, niż zamierzał. Jej palce spoczywały ciepło na jego udzie, a on poczuł, jak jego puls przyspiesza. Jego dłoń położyła się na jej dłoni, a ona nie cofnęła się. Cisza między nimi była napięta, pełna niewypowiedzianych rzeczy. Nie widział jej twarzy, ale ją sobie wyobrażał – pełne usta, ciemne oczy, które w neonowym świetle biura zawsze patrzyły tak chłodno. Teraz, w ciemności, te oczy były może łagodniejsze.
„Wiesz”, powiedziała cicho, „często wyobrażałam sobie, jak by to było poznać cię inaczej. Nie jako przeciwnika.”
Jego serce biło mocno. „A jak sobie to wyobrażasz?”
Poruszyła się i nagle jej twarz była całkiem blisko. Jej oddech musnął jego policzek, ciepły i lekki. „Mniej więcej tak.” Jej usta spotkały jego – miękkie, niepewne, potem bardziej żądające. Pocałunek był zaskoczeniem, ale jego ciało zareagowało natychmiast. Otworzył usta, wpuścił jej język, który smakował miętą i kawą. Jego dłoń powędrowała na jej kark, przyciągnęła ją bliżej. Westchnęła cicho, a ten dźwięk przesłał dreszcz przez jego ciało.
Utrata kontroli
Pocałunek się pogłębił. Markus zagrzebał jedną dłoń w jej włosach, podczas gdy druga zsunęła się w dół jej pleców. Miała na sobie cienką bluzkę, a przez materiał czuł ciepło jej skóry. Lena rozpinała jego koszulę, jej palce zręczne i zdecydowane. Kiedy otworzyła guziki, przesunęła dłonią po jego klatce piersiowej, a jego mięśnie drgnęły pod jej dotykiem. „Jesteś taki ciepły”, szepnęła, a on usłyszał uśmiech w jej głosie.
„Ty też.” Znalazł zamek błyskawiczny jej bluzki i pociągnął go. Materiał rozsunął się, a on zsunął ramiączka jej biustonosza z jej ramion. Jej piersi były jędrne i okrągłe, sutki już stwardniałe. Pochylił się i wziął jeden do ust. Wciągnęła gwałtownie powietrze, jej dłonie wbiły się w jego ramiona. „Markus…”
„Tak?”
„Nie przestawaj.”
Ssał delikatnie, okrążając językiem twardą końcówkę, podczas gdy jego dłoń masowała drugą pierś. Lena jęknęła głośniej, jej głowa opadła na ścianę kabiny. Jej nogi rozchyliły się, a on poczuł jej gorąco przez materiał spódnicy. Pozwolił swojej dłoni wędrować niżej, po jej brzuchu, aż do brzegu spódnicy. Pod nią znalazł gładkie rajstopy i wilgotne ciepło jej majtek.
„Chcę cię poczuć”, szepnęła. „Teraz.”
Jego palce znalazły krok jej majtek, nacisnęły lekko. Przycisnęła się do jego dłoni, wydobył się z niej cichy jęk. Odsunął materiał na bok i zanurzył się w jej wilgoci. Była gotowa – więcej niż gotowa. Jeden palec wślizgnął się w nią, a ona zacisnęła się wokół niego, tak ciasno i gorąco. „Tak dobrze”, mruknął. „Czujesz się tak dobrze.”
„Przestań mówić. Chodź tu.”
Wyprostował się, rozpiął pasek i spodnie. Jego członek napierał na materiał bokserków, a gdy go uwolnił, ona chwyciła go, jej palce pewne i stanowcze. Poprowadziła go do siebie, potarła czubkiem o swoje wejście, a potem pozwoliła mu wsunąć się do środka. Długi, drżący westchnienie, gdy w nią wnikał. Była ciasna i wilgotna, a on musiał się powstrzymywać, żeby nie dojść od razu. „Kurwa, Lena”, sapnął. „Jesteś tak cholernie ciasna.”
Zaśmiała się cicho, bez tchu. „Wytrzymaj. Chcę, żebyś mnie porządnie wziął.” Jej dłonie chwyciły jego biodra, przyciągając go głębiej. Pchnął, najpierw wolno, potem szybciej. Każde pchnięcie wyrywało jej jęk, dźwięki odbijały się echem w małej kabinie. Ciemność była całkowita, ale on czuł wszystko – jej ciepło, jej wilgoć, drżenie jej ud, które owinęły się wokół jego bioder.
„Tak, właśnie tak”, szepnęła. „Mocno. Weź mnie mocno.”
Usłuchał. Jego pchnięcia stały się mocniejsze, głębsze, każde uderzało o jej kości miednicy. Krzyknęła cicho, gdy trafił w jej punkt G, a jej ciało wygięło się w łuk. Poczuł, jak ściany jej mięśni zaciskają się wokół jego trzonu, pulsując z rozkoszy. „Dochodzę”, jęknęła. „Markus, dochodzę!”
Jej orgazm porwał ją, drżenie, które przebiegło przez całe jej ciało. Wczepiła się w jego koszulę, paznokcie wbiły się w jego skórę, podczas gdy on nadal w nią wbijał się, przez fale jej szczytowania. Potem, gdy opadła z sił, poczuł, jak jego własne podniecenie osiąga punkt kulminacyjny. Odsunął się prawie całkiem, po czym wbił się w nią głęboko, gdy jego sperma pulsowała w niej, gorąca i gęsta. Jęknął głośno, jego ciało drgało w rytmie wytrysku.
Leżeli przez chwilę, spleceni w ciszy. Pot wysychał na ich skórze, a chłód kabiny sprawił, że zadrżeli. Ale ona się nie poruszyła. Jej głowa spoczywała na jego piersi, a on słyszał bicie jej serca, które stopniowo zwalniało.
„Łał”, szepnęła w końcu. „Tego się teraz nie spodziewałam.”
Zaśmiał się cicho. „Ja też nie. Ale to było… cholernie dobre.”
„Tak.” Wyprostowała się, jej palce szukały jego twarzy. Pocałowała go, tym razem łagodniej. „Powinniśmy robić to częściej.”
„W windzie? Czy jako rywale?”, zapytał z uśmiechem.
„Jedno i drugie.” Jej śmiech był ciepły w ciemności.
Potem, nagle, buczenie. Światło zamigotało. Winda ruszyła ponownie. Zamrugali, mrużąc oczy w ostrym neonowym świetle. Ich ubrania były w nieładzie, twarze zaczerwienione. Markus spojrzał na nią – Lena z potarganymi włosami, rozpiętą bluzką, przesuniętym biustonoszem – i uśmiechnął się.
„Co?”, zapytała, nieco defensywnie.
„Nic. Wyglądasz… dobrze.”
Poprawiła bluzkę, ale jej oczy się uśmiechały. „Ty też. Ale pospiesz się ze spodniami. Zaraz będziemy na miejscu.”
Drzwi na parterze się otworzyły. Nikt nie czekał. Wyszli, oboje wciąż nieco chwiejnie na nogach, i skierowali się w różne strony. Lecz zanim się rozstali, Lena odwróciła się. „Markus?”
„Tak?”
„Jutro o ósmej w biurze. A potem… może jeszcze jedno spotkanie. Za zamkniętymi drzwiami.” Jej uśmiech był wymowny.
On uśmiechnął się w odpowiedzi. „Jestem w toku.”
Zniknęła za szklanymi drzwiami, a on na chwilę przystanął, wciąż czując w nozdrzach zapach jej perfum. Noc nagle pełna była możliwości.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
