Dlaczego, do cholery, zawsze kupuję najtańszy bilet? Lara przeciera czoło, gdy konduktor przydziela jej przedział. Sześć łóżek, jedno zajęte. Oczywiście to najwyższe. Wspina się po wąskiej drabince, rzuca plecak na wąską poduszkę i uderza głową w sufit. Perfekcyjnie.

Mężczyzna na dole po lewej kartkuje książkę – włoski autor, nazwiska nie rozpoznaje. Po trzydziestce, ciemne loki, rozpięta koszula odsłaniająca początek owłosienia na klatce piersiowej. Podnosi wzrok, kiwa krótko głową. Ona odwzajemnia skinienie, zbyt wyczerpana na rozmowę. Pociąg rusza, Rzym tonie w nocy.
Jej ciało boli od długiego chodzenia, schodów w Trastevere, słońca na ramionach. Zamyka oczy, ale sen nie przychodzi. Myśli krążą: praca, która jej nie puszcza, przelotny romans sprzed dwóch miesięcy, poczucie, że ciągle zostaje w tyle. Za dwa tygodnie jest z powrotem w domu. Może powinna po prostu odpuścić – tak sobie postanowiła. Łatwiej powiedzieć.
Godziny mijają. Pociąg turkocze przez ciemność, staje w Neapolu, potem jedzie dalej. Słyszy oddechy innych, skrzypienie łóżek. W pewnym momencie szarpnięcie, budzi się z przestrachem. Światło w korytarzu jest przygaszone. Czuje pragnienie.
Cicho schodzi na dół, stopy szukają szczebli. Przechodząc, jej wzrok pada na mężczyznę – nie śpi, wpatruje się w okno w czarny krajobraz. Zawaha się.
„Wszystko w porządku?” Jego głos brzmi aksamitnie, z lekkim akcentem, który przykuwa jej uwagę.
„Tylko trochę spragniona. I rozbudzona.”
Uśmiecha się, wskazuje na butelkę wody na składanym stoliku. „Bierz. Mam jeszcze jedną.”
Dziękuje, pije i siada na krawędzi jego łóżka. Nie za blisko, ale wystarczająco blisko, by poczuć ciepły zapach jego skóry, mieszankę mydła i czegoś bardziej drzewnego. „Jedziesz do końca?”
„Na Sycylię, tak. Moja rodzina ma dom nad wybrzeżem. A ty?”
„Urlop. Tydzień wędrówek po Etncie, potem wracam do Berlina.”
„Sama?”
„Tak. Planowane było inaczej, ale…” Wzrusza ramionami. „Czasem lepiej być samemu.”
Przygląda się jej, nie nachalnie, raczej z ciekawością. Jego oczy wędrują po jej twarzy, zatrzymują się na jej ustach. „Jestem Matteo.”
„Lara.”
„Lara.” Powtarza jej imię, jakby je smakował, powoli i z naciskiem. „Lubisz czerwone wino? Mam butelkę w plecaku. Na bezsenność.”
Waha się przez sekundę, po czym kiwa głową. Co ma się stać? Pociąg unosi ich w dal, są obcymi, jutro rano wysiada. Napięcie w jej ramionach opada, gdy podejmuje decyzję.
Wyciąga butelkę, dwa plastikowe kubki. Siada bokiem na jego łóżku, opiera plecy o ścianę. Nalewa, ich palce się stykają. Mrowienie, które ignoruje, ale jej skóra zdaje się pamiętać.
Rozmawiają. O jego pracy jako architekta w Katanii, o jej pracy w agencji reklamowej. O świetle na morzu, które on kocha, i hałasie miasta, którego ona nienawidzi. Wino rozgrzewa jej żołądek, rozluźnia napięcie w ramionach. Śmieje się z jego anegdoty o nieudanej budowie, a jej udo muska jego. Elektryczna iskra.
W pewnym momencie jej dłoń spoczywa na jego, podczas gdy opowiada jakąś historię. Zauważa to dopiero, gdy on przesuwa kciukiem po jej wierzchu dłoni, powoli i świadomie. Podnosi wzrok. Jego spojrzenie jest ciemne, z błyskiem, który rozgrzewa ją gdzieś głęboko. Powietrze między nimi gęstnieje.
„Mógłbym cię pocałować” – mówi cicho, nie jako pytanie. Jego oddech muska jej policzek.
„Mógłbyś” – odpowiada. Jej serce bije mocno, pulsując w dole brzucha.
Nachyla się, powoli, daje jej czas. Jego usta spotykają jej, miękkie, najpierw nieśmiałe, potem bardziej natarczywe. Otwiera usta, wpuszcza jego język, czuje smak czerwonego wina i obietnicy. Jego dłoń wsuwa się w jej kark, przyciąga ją bliżej. Pocałunek pogłębia się, staje się bardziej głodny. Zapomina o ciasnym przedziale, innych pasażerach, kołysaniu pociągu. Zostaje tylko jego usta, jego zapach, ciepło, które z niego emanuje, rozprzestrzeniające się w jej brzuchu.
Odsuwa się, łapiąc oddech. „To szaleństwo.”
„Tak.” Uśmiecha się, jego oczy błyszczą w słabym świetle. „Chcesz przestać?”
Kręci głową. Zamiast tego przerzuca nogę przez jego uda, siada teraz na nim okrakiem, kolana na materacu. Jego dłonie spoczywają na jej biodrach, podwijają cienki materiał jej koszulki. Kciuki zataczają kółka na jej nagiej skórze, tuż pod biustonoszem. Pochyla się, całuje go znowu, głębiej tym razem, ich języki badają się nawzajem. Smak wina i pożądania.
Pociąg wtacza się do tunelu, ciemność staje się absolutna. W tym czarnym kokonie pozwala sobie na więcej. Jej dłoń wędruje w dół jego brzucha, ponad paskiem, naciska na jego erekcję przez materiał. Czuje twardość, ciepło, a dreszcz ją przenika. Jęczy cicho, przyciska jej biodro mocniej do siebie.
„Lara” – szepcze przy jej szyi. „Nie jesteśmy sami…”
„Wiem.” Mimo to nie przestaje. Powoli odpina guzik jego spodni, zsuwa zamek. Jej palce drżą, ale są zdeterminowane. Jego dłoń nakrywa jej, przytrzymuje.
„Musimy być cicho.”
Kiwa głową, odsuwa jego rękę, zanurza palce w jego spodniach, obejmuje go przez materiał bokserek. Jest twardy, gorący, czuje pulsującą żyłę przez cienką bawełnę. Wilgotna plama już się utworzyła. Masuje go przez bokserki, jego oddech staje się urywany, dłonie wbijają się w prześcieradło.
Potem cofa rękę, zdejmuje własną koszulkę przez głowę. Chłodne powietrze uderza w jej skórę, brodawki się zaciskają. Jego wzrok w półmroku korytarza, padającym przez szparę w drzwiach, spoczywa na jej piersiach, owiniętych czarną koronką. Pochyla się, bierze jedną brodawkę przez materiał do ust, ssie delikatnie. Przygryza wargę, żeby nie jęknąć. Pociąg się kołysze, ich ciała poruszają się w rytmie torów.
Rozpina zapięcie biustonosza jedną ręką – wprawa, myśli, ale to jej nie obchodzi. Jej piersi opadają swobodnie, on bierze jedną do ust, podczas gdy jego dłoń pieści drugą. Jego język krąży wokół czubka, ssie, delikatnie szczypie. Zamyka oczy, skupia się na każdym muśnięciu języka, każdym ssaniu, jak podniecenie spływa z jej brodawek w dół, gromadzi się w łonie, zwilża je. Pulsowanie między jej nogami.
„Chcę cię posmakować”, szepcze. „Ale tutaj…”
Rozumie. Zsuwa się z niego, klęka przed nim na podłodze, kolana na dywanie. Jego spodnie są rozpięte, ściąga je razem z bokserkami, uwalniając jego penisa. W słabym świetle widzi go: długi, gruby, żołądź lśniący kroplą preejakulatu. Obejmuje go dłonią, czuje ciepło, jędrność. Potem pochyla się i bierze go do ust.
Jego cichy syk jest jedyną odpowiedzią. Masuje językiem spodnią stronę, zsuwa się powoli w dół, tak głęboko, jak potrafi, bez odruchu wymiotnego. Jej głowa porusza się w górę i w dół, jedna dłoń obejmuje nasadę, druga głaszcze jego udo. Smakuje słono, męsko, smak, który czyni ją jeszcze bardziej wilgotną. Cichy skrzyp materaca wskazuje, że opiera się o ścianę, z rozstawionymi nogami.
Zmienia tempo i nacisk, ssie mocniej, bierze go głębiej, aż jej wargi dotykają jego palców. Jego dłonie spoczywają w jej włosach, nie naciskając, tylko obecne. Słyszy jego gardłowy jęk, stłumiony, ledwo słyszalny. Pociąg szarpie, na chwilę traci rytm, odnajduje go. Czuje jego drżenie, wie, że jest blisko. Jej własne ciało reaguje, fala podniecenia ją zalewa.
„Lara, ja…”
Kontynuuje, chce poczuć, jak wypełnia jej usta. Ale on delikatnie ją podnosi, całuje, jego smak na jej wargach.
„Nie sam”, mamrocze. „Chcę być w tobie.”
Wspina się z powrotem na jego łóżko, tym razem na czworakach, odwraca się, oferuje mu swoje plecy. Jej spódnica podjechała do góry, czuje chłodne powietrze na wilgotnych udach. On rozumie od razu. Jego dłonie ślizgają się po jej nogach w górę, pod spódnicę, która zsunęła się do ud. Gładzi jej majtki – mokre, przemoczone. Wzdryga się pod jego dotykiem. Odsuwa je na bok, jeden palec wnika w nią, wsuwa się lekko. Wczepia się w prześcieradło, gryzie je, żeby nie krzyczeć. Porusza palcem powoli, potem dwoma, rozciąga ją, przygotowuje. Jej biodra napierają na jego dłoń.
„Proszę, Matteo. Teraz.” Jej głos jest ochrypły, błagalny.
Wycofuje palce, słyszy szelest prezerwatywy, potem czuje żołądź przy swoim wejściu, napierającą. Wsuwa się powoli, cal po calu, jej ciało otwiera się dla niego. Oboje milczą, tylko ich oddech wypełnia małą przestrzeń. On wypełnia ją w całości, głęboko. Kiedy jest w niej w pełni, zatrzymuje się, pozwala jej się przyzwyczaić. Rozciągnięcie jest słodkie, bolesne.
„Poruszaj się”, szepcze.
Zaczyna pchać, najpierw wolno, potem głębiej, mocniej. Ona napiera na niego, jej miednica krąży, przyjmuje go jeszcze głębiej. Pociąg kołysze, wzmacnia każdy ruch. Rytm przyspiesza, ich ciała zlewają się, pot i gorąco i zapach seksu. Czuje napięcie narastające w brzuchu, falę, która wznosi się i wznosi. Jego chwyt na jej biodrach staje się mocniejszy, oddech szybszy.
„Dojdź ze mną”, cedzi przez zęby. Jego głos jest szorstki z pożądania.
Kiwa głową, nie może mówić. Ostatnie głębokie pchnięcie i rozpada się, rozkosz strzela przez jej ciało koncentrycznymi kręgami, całe jej ciało drży. Napiera na niego, przyjmuje wszystko, podczas gdy on w niej szczytuje, jego jęk stłumiony w jej karku. Wciąż drży, jej mięśnie zaciskają się wokół niego, aż opada. Małe fale rozkoszy wciąż przetaczają się przez jej podbrzusze.
Leżą tak długo, spleceni, pociąg niesie ich dalej na południe. Czuje jego bicie serca na swoich plecach, zwalniające. W końcu uwalnia się, odwraca do niego, głowa w zagłębieniu jego ramienia. On odgarnia jej włosy z czoła.
„Dziękuję”, mówi.
„Za co?”
„Że mnie odwróciłeś uwagę.” Uśmiecha się, jej palce rysują wzory na jego piersi.
Śmieje się cicho. „Zawsze.” Jego pocałunek na jej czole jest czuły.
Milczą. Światła miasta przesuwają się za oknem – może Salerno, może dalej. Nie wie, czy zobaczy go jutro. Ale w tej chwili, w tym wąskim łóżku, dotarła na miejsce.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
