Zapach spalonego brzozowego drewna wisiał ciężko w powietrzu, zmieszany z wilgotnym, kobiecym zapachem Marie, który powoli się rozprzestrzeniał. Lukas wziął głęboki oddech, kładąc ostatnią szczapę w płomienie. Żar zasyczał i sypnął iskrami, które tańczyły jak małe gwiazdy w kominku. To była ich trzecia randka, a jego kutas już pulsował w spodniach, zwiastun tego, co miało nadejść. Odwrócił się do niej i zobaczył, jak siedzi na dywanie – nogi lekko rozchylone, sukienka napięta na jej cyckach. Wiedział, że dziś ją przeleci, mocno i głęboko. Jego członek był już twardy jak kamień, żołądź napierała na zamek błyskawiczny jego dżinsów, wilgotna plama rozprzestrzeniała się, gdy kropla preejakulatu wypłynęła. Czuł jej zapach, tę słodką, piżmową nutę, która strzeliła mu prosto w lędźwie i uczyniła jego kutasa jeszcze twardszym.

Cisza między słowami
Marie siedziała na puszystym dywanie przed kominkiem, z podkulonymi nogami, głową wspartą na dłoniach. Jej wzrok był skierowany na płomienie, ale Lukas czuł, że go obserwuje. Jej oczy przesuwały się po jego ciele, zatrzymując się na kroczu, gdzie zarysowywał się jego twardy kutas. Widziała wypukłość, długość i grubość odznaczającą się pod materiałem, a jej cipka natychmiast zaczęła pulsować. „Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę” – powiedział cicho, sięgając po małe pudełko. Marie odwróciła się, oczy ciekawskie, język przejechał po wargach. „Co to jest?” „Otwórz” – polecił jej, głos ochrypły z pożądania. Wzięła pudełko, otworzyła je. Wyszła na jaw delikatna, srebrna bransoletka z małym wisiorkiem w kształcie żołędzia. „Widziałem, jak w parku zawsze zbierałaś żołędzie” – wyjaśnił – „i pomyślałem, że to będzie mały kawałek ciebie.” Oczy Marie zwilgotniały, nie ze wzruszenia, lecz z pożądania. Wstała, podeszła do niego i owinęła ramiona wokół jego szyi. „Dziękuję” – szepnęła, przyciskając się do niego, pozwalając mu poczuć przez materiał jej twarde sutki. Pocierała cyckami o jego klatkę piersiową, czując, jak jego sutki twardnieją pod koszulą, i przycisnęła krocze do jego uda. Ucisk na jej łechtaczkę sprawił, że cicho jęknęła, wilgotna fala wypłynęła z jej cipki i przemoczyła majtki.
Jej pocałunek był żądny, zachłanny. Lukas poczuł jej miękkie wargi na swoich, nacisk, który domagał się więcej. Przyciągnął ją bliżej, jego dłonie przesunęły się po jej plecach, wyczuwając ciepło jej ciała przez cienki materiał sukienki. Marie otworzyła usta, wpuściła jego język, który spotkał się z jej, znajomy taniec, który pozbawił ich oboje tchu. Oderwała się od niego, spojrzała na niego, źrenice rozszerzone. „Chcę poczuć twojego kutasa”, powiedziała cicho, słowa ciężkie od pożądania. Ręce Lukasa drżały z podniecenia. Chwycił jej dłoń, poprowadził ją do kominka, gdzie migotały płomienie. „Rozbierz się”, rozkazał, jego głos był szorstki. Posłuchała natychmiast, zsunęła sukienkę, pozwalając jej opaść na dywan. Jej piersi były jędrne i okrągłe, sutki twarde jak małe kamienie, ciemnoczerwone i nabrzmiałe. Jej cipka była już wilgotna, mokra plama na majtkach, która przebijała się ciemnofioletowo przez biały materiał. „Ty rozpustna suko”, sapnął, „przecież czekałaś cały wieczór, żeby cię przelecieć, prawda?” Ona tylko skinęła głową, jej oczy błyszczały, a ona przesunęła dłonie po swoim ciele, ściskając jeden sutek, podczas gdy druga ręka wędrowała w dół po brzuchu, dotykając mokrych majtek. „Jestem taka mokra dla ciebie”, wyszeptała, jej głos ochrypły, „moja pizda płonie”.
Pomógł jej zdjąć majtki, powoli zsuwając je po jej nogach. Jej nagi ciało lśniło w blasku ognia, wargi sromowe lekko rozchylone, łechtaczka już nabrzmiała, mała, różowa perełka wystająca ze swojej osłonki. Soki spływały cienkimi nitkami po jej udach, błyszcząc w świetle płomieni. Lukas pochylił się, wziął jedną brodawkę do ust, ssał ją, podczas gdy jego dłoń pieściła drugą, tocząc twardy czubek między kciukiem a palcem wskazującym. Marie jęknęła głośno, jej głowa opadła do tyłu. „Lukas, poliż mnie”, szepnęła, a dźwięk jej pożądania napędził mu krew do lędźwi. Ukląkł przed nią, rozchylił jej nogi, poczuł jej zapach, intensywny i kobiecy. Gdy jego język odnalazł jej wilgotną szparę, wzdrygnęła się. Smak uderzył w niego jak fala – słony, słodki, odrobinę kwaskowaty, czysty smak jej rozpusty. „Tak, właśnie tam”, wyszeptała, a on zanurzył się, lizał jej cipkę, od łechtaczki aż po odbyt. Poczuł, jak staje się jeszcze bardziej wilgotna, jej soki na jego języku. Wcisnął język głęboko w jej otwór, poczuł ciepłe ścianki, które zaciskały się wokół niego. Potem wyjął go z powrotem i skupił się na jej łechtaczce, okrążał ją czubkiem języka, raz delikatnie, raz mocniej. „Dojdź dla mnie”, rozkazał, ssał jej łechtaczkę, a ona doszła, pierwsze, szybkie drżenie, które przetoczyło się przez jej ciało. Jej soki spłynęły po jego brodzie, jej miednica napierała na jego twarz, a ona krzyczała jego imię. „Tak, dobrze się spisałaś”, mruknął, „ale teraz chcę więcej.” Wstał, jego twarz lśniła od jej soków, i oblizał wargi.
Wstał, rozebrał się, jego członek stał twardy i gotowy, żołądź lśniący z podniecenia. Jego kutas był długi i gruby, żyły wyraźnie nabrzmiałe, żołądź ciemnoczerwona i spuchnięta. Gruba kropla preejakulatu perliła się na czubku. Marie położyła się na dywanie, z nogami szeroko rozwartymi, jej cipka wilgotna i zapraszająca, wargi sromowe jak płatki kwiatów, które się otwierały. Chwyciła obiema dłońmi swoje cycki, masowała je, szczypała sutki. „Pieprz mnie, Lukasie”, jęknęła, „pieprz mnie mocno w moją mokrą pizdę.” Lukas pochylił się nad nią, podpierając się na ramionach. „Chcę cię całą, twoją pizdę”, powiedział, jego głos był chrapliwy. Skinęła głową, przyciągnęła go do siebie. Wszedł w nią powoli, centymetr po centymetrze, czując, jak go obejmuje, ciepło i ciasno. Opór jej mięśni, które stawiały opór jego penetracji, doprowadzał go niemal do szaleństwa. Potem wsunął się głęboko, aż jego żołądź uderzyła w jej szyjkę macicy. Marie jęknęła głośno, jej ciało wygięło się ku niemu. „Tak, właśnie tak, pieprz mnie”, wysapała. Lukas zaczął się poruszać, powolnymi, głębokimi pchnięciami, które wstrząsały nimi obojgiem. Wycofał się prawie całkowicie, tylko żołądź pozostała w niej, a potem uderzył ponownie, mocno i głęboko, a odgłos echem odbił się od pomieszczenia. Dźwięki kominka mieszały się z ich jękami, cichym mlaskaniem ich ciał, mokrym odgłosem jego kutasa ślizgającego się w jej cipce tam i z powrotem. Poczuł, jak jej mięśnie zaciskają się wokół niego, wiedział, że jest blisko kolejnego orgazmu. „Dojdź ze mną”, szepnął, przyspieszając tempo, a gdy się razem spięli, pozwolił sobie opaść, wytryskując w niej, długi, ciepły strumień, który wystrzelił z jego kutasa i wypełnił jej cipkę. Drżała pod nim, jej ciało wibrowało w rytmie jego szczytowania, jej ścianki kurczyły się konwulsyjnie, wyciskając z niego każdą kroplę.
Cisza po ogniu
Leżeli obok siebie, żar trzaskał cicho. Marie przesuwała dłonią po jego klatce piersiowej, jej palec kreślił małe kółka. „To było… idealne”, powiedziała, jej głos wciąż ochrypły. Lukas uśmiechnął się, pocałował ją w czoło. „A to dopiero początek”, odpowiedział, przyciągając ją bliżej. Na zewnątrz cicho padał śnieg, ale tutaj, w objęciach płomieni, było gorąco jak w lecie. Ich ciała lepiły się do siebie, pot i jej soki mieszały się. Poczuł, jak jej ciepło przenika do niego, ciche pulsowanie jej serca. Przytuliła się do niego, z głową na jego piersi, a jej dłoń powoli wędrowała po jego brzuchu w dół.
Lecz cisza trwała tylko krótko. Dłoń Marie powoli wędrowała po jego brzuchu w dół, jej palce bawiły się włoskami, które prowadziły od jego pępka w dół. Lukas wstrzymał oddech, gdy objęła jego członek, który mimo dopiero co przeżytego wytrysku już na nowo budził się do życia. Poczuła, jak rośnie pod jej palcami, znów twardnieje. Soki, które wciąż kleiły się do jego penisa, czyniły jej ruchy gładkimi i lekkimi. „Doprowadzasz mnie do szaleństwa”, mruknął, jego głos ciężki od pożądania. Uśmiechnęła się, wilgotny blask w jej oczach, i pochyliła się nad nim. Jej włosy opadły do przodu i łaskotały jego brzuch, gdy otworzyła usta i objęła jego żołądź. Ciepły strumień jej języka trafił w nią, okrążał wrażliwy czubek, a on jęknął głośno. Wzięła go głęboko do ust, pozwoliła mu wsunąć się do gardła, aż się zakrztusiła. Potem cofnęła się, lizała wzdłuż trzonu, jej język podążał za każdą żyłą. Wzięła jego jądra do ust, ssała je delikatnie, a Lukas wplótł palce w jej włosy, przyciskając ją mocniej do siebie. „Dosiądź mnie”, rozkazał, a ona puściła go, usiadła na nim okrakiem. Jej cipka znów była mokra, wargi sromowe nabrzmiałe i śliskie. Poprowadziła jego penisa do swojego wejścia, potarła żołądź o łechtaczkę, aż oboje drżeli z podniecenia. Potem opuściła się na niego, długie, głębokie westchnienie uleciało z jej ust, gdy w nią wsunął się. Zaczęła się poruszać, jej biodra krążyły w rytmie płomieni, jej cycki podskakiwały w górę i w dół. Lukas chwycił je, szczypał sutki, a ona krzyczała z rozkoszy. „Tak, właśnie tak, dosiadaj mnie, ty sprośna suko”, sapnął, a ona posłuchała, ujeżdżała go coraz szybciej i szybciej. Jej cipka obejmowała go jak pięść, każdy ruch w górę i w dół wciągał go głębiej w nią. Lukas poczuł znajome napięcie w jądrach, wiedział, że jest blisko szczytu. Chwycił jej biodra, przycisnął ją mocniej do siebie, wbijał się w nią od dołu. Wygięła się, krzyknęła jego imię, gdy orgazm ją przytłoczył, jej ścianki kurczyły się konwulsyjnie wokół niego. To było dla niego za wiele. Jęknął, jego ciało napięło się, i wytrysnął w nią, drugi, potężny strumień, który wypełnił jej cipkę po brzegi i gęstymi kroplami spływał po jego udach.
Opadła na niego, bez tchu, spocona, jej ciało przyklejone do jego. „Tej nocy nie uśpimy wiele”, szepnęła, a on zaśmiał się cicho. Żar trzaskał, rzucając tańczące cienie na ściany, a na zewnątrz śnieg padał coraz gęstszy. Ale tutaj, w gorącu płomieni i ich ciał, istnieli już tylko oni oboje.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
