Jej spojrzenie uderzyło mnie jak cios: to półrozbawione, półwyzywające iskrzenie w szarozielonych oczach. Od razu wiedziałem, że dziś nic nie pozostanie takie, jak było. Staliśmy na tarasie na dachu jej penthouse’u, sześćdziesiąt pięter nad morzem świateł miasta, a ona sączyła swojego ginu z tonikiem, jakby miała cały czas świata. Wiatr bawił się jej włosami, a światło panoramy rozświetlało jej skórę ciepłym, złotym blaskiem. Jej sukienka – cienka, czarna na cienkich ramiączkach – opinała się na jej piersiach, a przez materiał widziałem twarde sutki. Dreszcz podniecenia przebiegł mi w dół pleców.

„Więc myślałaś o tym” – powiedziałem. Mój głos brzmiał spokojniej, niż się czułem. Odstawiła szklankę, podeszła bliżej, aż dzieliła nas tylko szerokość dłoni. Zapach jej perfum – ciężki, kwiatowy z nutą piżma – uderzył mnie w nozdrza. „Zawsze” – szepnęła. „Ale dziś chcę inaczej.” Jej palec powoli przesunął się po mojej koszuli, odpiął górny guzik. Poczułem ciepło jej opuszków na mojej skórze.
Czułem jej oddech na mojej skórze, zmieszany z zapachem limonki i ginu. Moja ręka uniosła się jakby sama, pogładziła jej policzek, wsunęła się we włosy. Zamknęła oczy i poddała się dotykowi jak kot wygrzewający się w słońcu. Przesunąłem rękę niżej, po jej szyi, ramieniu, aż dotarłem do brzegu sukienki. Pociągnąłem delikatnie za materiał, zsuwając ramiączko z jej barku. Zaparło jej dech w piersi. „Jak inaczej?” – zapytałem, choć myślałem, że znam odpowiedź.
„Żadnych zasad” – powiedziała cicho, otworzyła oczy i spojrzała mi prosto w twarz. „Żadnych granic. Tylko my dwoje i to, co się wydarzy.” Wsunęła rękę w moje spodnie, prosto na krocze. Poczułem, jak jej palec wędruje wzdłuż mojego już twardego penisa. Uśmiechnęła się, znacząco. „Chcę czuć wszystko. Tej nocy jestem twoją niewolnicą. Twoją własnością.”
Dreszcz przebiegł mi po plecach. To było nowe. Zawsze mieliśmy granice, zawsze słowa bezpieczeństwa, zawsze hamulec awaryjny. Ale dziś chciała oddać wszystko, a ja miałem być tym, który to weźmie. Mój penis drgnął pod jej dotykiem, i poczułem, jak pierwsze krople preejakulatu sączą się z żołędzi. Zauważyła to, oblizała wargi i przesunęła palcem po wilgotnym czubku, zanim włożyła go do ust. „Mmmh” – mruknęła. „Chcę cię posmakować. Później.”
Niejednokrotnie tańczyliśmy już ten taniec władzy. Ja byłem panem, ona uległą – ale w rzeczywistości to ona pociągała za sznurki. To ona wyznaczała granice, słowa, znaki. Dziś powiedziała tylko jedno: „Zaskocz mnie”. Żadnego słowa bezpieczeństwa, żadnych wyjątków. Tylko to jedno słowo, które sprawiło, że ziemia usunęła mi się spod stóp. Mocniej chwyciłem jej nadgarstek, obróciłem ją i przycisnąłem do balustrady tarasu na dachu. Jej tyłek przywarł do moich spodni, dokładnie na mój twardy kutas. Przycisnąłem się do niej, dałem jej poczuć, co dla niej mam.
„Ślepo mi ufasz?” – zapytałem, gdy moja dłoń odnalazła jej kark. Zamknęła oczy, poddała się dotykowi. „Tobie? Tak. Życiu – nie. Ale tobie”. Moja ręka powędrowała niżej, pod jej spódnicę, po nagim udzie. Poczułem gorąco jej skóry, wilgoć, która już zbierała się między jej nogami. Nie miała majtek, a kiedy wsunąłem palce między jej wargi sromowe, była mokra i śliska. Jęknęła cicho, gdy przesunąłem palcem po jej łechtaczce. „Ty mała kurwo” – szepnąłem. „Jesteś już cała mokra, tylko od tego, że na ciebie patrzę”.
Jej skóra była ciepła pod moimi palcami. Czułem jej puls, szybkie, trzepoczące uderzenie, gdy chwyciłem jej łechtaczkę między kciuk a palec wskazujący i ścisnąłem lekko. Głośno jęknęła, odrzuciła głowę do tyłu. Odsunąłem dłoń, a ona sapnęła z rozczarowaniem. „Jeszcze nie” – powiedziałem. Poprowadziłem ją do penthouse’u, przez otwartą przestrzeń mieszkalną z oknami sięgającymi podłogi, które pozwalały oddychać całemu miastu. Żadnej zasłony, żadnej firany. Byliśmy nadzy wobec świata, choć nikt nas nie widział. Światła miasta malowały cienie na jej skórze, gdy prowadziłem ją przez pomieszczenie.
„Jeśli dziś wieczorem powiesz »nie«, przestanę” – powiedziałem i mówiłem poważnie. Pokręciła głową. „Nie. Dziś nie”. Przycisnąłem ją do okna, szkło chłodne na jej gorącej skórze. Przywarłem do niej od tyłu, mój kutas napierał twardo przez materiał spodni w szczelinę jej tyłka. Przycisnęła do mnie pupę, a z jej ust wyrwał się jęk.
Zatrzymałem się, obróciłem ją ku sobie, spojrzałem głęboko w jej oczy. „Wiesz, co to znaczy? Żadnej kontroli, żadnego bezpieczeństwa. Tylko ja i moja wola”. Chwyciłem jej nadgarstki i przycisnąłem je nad jej głową do szyby. Czułem bicie jej serca, napięcie w jej mięśniach. Drżała, ale nie ze strachu – z podniecenia. Jej sutki były tak twarde, że odznaczały się przez cienką sukienkę. Pochyliłem się i ugryzłem lekko jeden, przez materiał. Krzyknęła cicho.
Uśmiechnęła się, wąskim, znaczącym uśmiechem. „Właśnie tego chcę.” Jej język przejechał po dolnej wardze. „Chcę, żebyś mnie wziął. Mocno. Bez litości. Chcę poczuć twojego kutasa w sobie, aż zapomnę, jak się nazywam.”
Wziąłem głęboki oddech, przesunąłem dłonie po jej ramionach, w dół ramion, aż znalazłem jej palce. Splotłem je z moimi, powoli podniosłem do ust i pocałowałem jej dłoń. Potem włożyłem dwa jej palce do ust, possałem je, okrążając językiem między nimi. Zadrżała lekko, gdy delikatnie ugryzłem jej palce. „Wyliż je do czysta”, rozkazałem. Posłuchała, włożyła mokre palce do ust i zlizała z nich moją ślinę.
Przygotowanie
Zostawiłem ją na środku pokoju, podszedłem do kredensu i wyjąłem skrzynię. Ciężkie drewno, polerowane, z mosiężnym zamknięciem. Wiedziała, co jest w środku: skórzane pasy, maska z miękkiej czarnej tkaniny, silikonowy korek, bykowiec ze skóry wołowej i butelka żelu nawilżającego. Rozłożyłem wszystko na stoliku kawowym, jakbym przygotowywał zestaw narzędzi chirurgicznych. Odwróciłem się do niej. Stała, z rękami złożonymi przed sobą, z głową lekko pochyloną. Ale jej oczy – te szarozielone, wyzywające oczy – spoczywały na mnie. Wiedziała, że ją rozbuduję, rozciągnę, poczuję.
„Rozbierz się”, powiedziałem. Posłuchała bez wahania. Biała jedwabna bluzka, spódnica, stanik – wszystko upadło na podłogę. Stała w blasku miejskich świateł, naga, w czarnych szpilkach, które wciąż miała na nogach. Zobaczyłem, jak jej oddech staje się płytszy, jak jej piersi unoszą się i opadają. Sutki twarde. Między jej nogami lśniło wilgocią – jej soki spływały po udach. Była kałużą podniecenia. Mój kutas drgnął, poczułem, jak napiera na zamek błyskawiczny.
Podszedłem bliżej, przesunąłem dłonią po jej ramieniu, w dół ramienia, aż dotarłem do jej piersi. Ująłem ją delikatnie, poczułem ciepło, ciężar. Westchnęła cicho, gdy kciukiem przeciągnąłem po czubku. „Jesteś taka piękna”, mruknąłem, pochyliłem się i wziąłem sutek między wargi. Wygięła plecy w łuk, przycisnęła się do mnie. Ssałem delikatnie, okrążałem językiem, aż jęknęła cicho. Ale to nie wystarczyło. Ugryzłem mocniej, wbiłem zęby w jej twardy czubek. Sapnęła, ale jej jęk był rozkoszą, nie bólem. „Tak”, jęknęła. „Więcej. Mocno.”
„Na kolana“, powiedziałem wtedy. Opadła na nie, z dłońmi na udach, ze wzrokiem spuszczonym. Stanąłem za nią, zsunąłem jej maskę na głowę. Zasłoniła jej widok, ale nie słuch. Szepnąłem jej do ucha: „Za chwilę nic nie zobaczysz. Ale poczujesz wszystko. Każde dotknięcie, każdy cios, każdy oddech. I powiesz mi, czego potrzebujesz.” Moja dłoń wsunęła się w jej włosy, chwyciła kosmyk i odchyliła jej głowę lekko do tyłu. „Powiedz mi, czego potrzebujesz”, powtórzyłem. „Potrzebuję twojego kutasa”, jęknęła. „Potrzebuję go głęboko we mnie. Proszę.”
Przesunąłem dłońmi po jej plecach, wzdłuż kręgosłupa, aż do pośladków. Objąłem ich krągłości, ucisnąłem lekko, czując pod spodem jędrne mięśnie. Była perfekcyjnie wytrenowana, każdy mięsień zdefiniowany, ale wystarczająco miękki, by przypominać aksamit. Moje dłonie powędrowały niżej, w zagłębienie jej pupy, na zwieracz. Wzdrygnęła się. „Jesteś gotowa?”, szepnąłem. Pokiwała gwałtownie głową.
Sigłem po żel intymny, otworzyłem buteleczkę i pozwoliłem, by obfita ilość skapnęła na moje palce. Wmasowałem chłodny płyn w jej zwieracz, pozwalając jednemu palcowi powoli wniknąć. Napięła się, ale mruknąłem uspokajające słowa, masując ją okrężnymi ruchami. „Rozluźnij się. Oddychaj.” Posłuchała, wypuściła powietrze, a jej mięsień otworzył się na mój palec. Wsunąłem go głębiej, aż znalazł się w niej w całości. Jęknęła cicho, stłumionym dźwiękiem. Poruszałem palcem, powoli, po czym dodałem drugi. Sapnęła, ale jej miednica naparła na moją dłoń. „Tak dobrze mnie przyjmujesz”, szepnąłem. „Wkrótce będę miał swojego kutasa w twoim tyłku. Poczujesz go tak głęboko, że nie będziesz wiedziała, gdzie on się kończy, a gdzie ty zaczynasz.”
Zostawiłem palce w niej, sięgając po plug. Gładki, czarny silikonowy plug, z szeroką podstawą. Rozprowadziłem po nim żel, obracając go w dłoni. Drżała, gdy przycisnąłem jego czubek do jej zwieracza. „Napnij się przeciwko niemu mięśniami”, rozkazałem. Zrobiła to, a plug wsunął się w nią powoli i równomiernie. Jęknęła głośno, gdy szeroka podstawa naparła na jej wrota. „Dobrze”, powiedziałem. „Jesteś taka ciasna. Taka gorąca.” Pchnąłem plugiem lekko, a ona zapiszczała.
Oddanie
Skrępowałem jej nadgarstki skórzanymi rzemieniami na plecach. Napięła mięśnie, jakby chciała stawić opór, ale potem się rozluźniła, poddała. Uwielbiałem tę chwilę: to odpuszczenie, to opadnięcie. Wzięła głęboki oddech, jej ramiona opadły. Zaciągnąłem rzemienie, aż nie miała ani milimetra swobody. Była całkowicie bezbronna. Naga, skrępowana, z plugiem w tyłku, który poruszał się w niej przy każdym ruchu.
Wziąłem rózgę, przeciąłem nią powietrze. Cichy świst. Wzdrygnęła się, ale nie uderzyłem. Jeszcze nie. Przejechałem skórą po jej łopatkach, w dół pleców, aż do wcięcia pośladków. Drżała pod tym dotykiem. Wyrwał jej się cichy jęk. Pozwoliłem rózce tańczyć po jej pośladkach, kreśląc lekkie kręgi na jej skórze. „Chcesz tego, prawda?” – zapytałem. „Tak” – szepnęła. „Proszę. Uderz mnie.”
Zamachnąłem się i spuściłem rózgę na jej lewy pośladek. Ostry, plaśniący dźwięk, który odbił się echem w ciszy pokoju. Krzyknęła – nie z bólu, ale z zaskoczenia i budzącej się rozkoszy. Czerwona pręga odznaczyła się na jej skórze. Przesunąłem palcami po rozgrzanym miejscu, delikatnie, niemal czule. „Jeszcze jeden?” – zapytałem. „Tak” – sapnęła. „Proszę.” Uderzyłem ponownie, na drugi pośladek. Przygryzła wargę, jęk, który domagał się więcej.
„Jesteś taka piękna” – powiedziałem, i to była prawda. W tym świetle, na tych kolanach, z tym oddaniem – była zapierająca dech w piersiach. Odłożyłem rózgę na bok, uklęknąłem za nią. Moje dłonie przesunęły się po jej biodrach, brzuchu, w górę do jej piersi. Ścisnąłem sutki między kciuk a palec wskazujący, obróciłem je delikatnie. Odrzuciła głowę do tyłu, głośno jęknęła. Jej cipka ociekała. Widziałem jej soki na parkiecie. Mokra, śliska plama bezpośrednio pod nią. „Ociekasz, moja mała” – szepnąłem. „Twoja pizda się przelewa. Chcesz tego, prawda? Chcesz poczuć mojego kutasa w swojej mokrej cipce.”
„Więcej” – szepnęła. „Proszę. Proszę, pieprz mnie. Wypełnij mnie po brzegi.”
Czułem podniecenie narastające we mnie, ale powstrzymałem się. To była jej gra, jej scena. Przesunąłem jedną dłonią między jej nogi, poczułem mokry żar. Była gotowa. Aż nadto gotowa. Ale chciałem, żeby drżała z niecierpliwości. Odsunąłem rękę, zlizałem jej wilgoć z palców. Smak – słony, słodki, jej – był odurzający. „Jeszcze nie” – powiedziałem. „Najpierw muszę ci pokazać, co znaczy kontrola.”
Wstałem, wziąłem głęboki oddech i rozpiąłem spodnie. Mój kutas wystrzelił
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
