To było absurdalne, jak bardzo zaplanowała ten jeden szczegół: niebieską godzinę, gdy światło wpadało przez żaluzje i zamieniało kurz w powietrzu w złoto. Lena stała w framudze drzwi, z rękami w kieszeniach swojego najstarszego, najmiększego swetra, i myślała: Dobrze, że dziś rano zmieniłam pościel. Taka prozaiczna myśl w obliczu tego, co miało się zaraz wydarzyć. Usłyszała szum windy w klatce schodowej, chwilę później ciche kliknięcie drzwi, i wtedy pojawił się Marc – już nie kwadrat na ekranie wideorozmowy, ale cały człowiek z krwi i kości, który wypełnił jej przedpokój i wniósł ze sobą zapach deszczu i lotniska. Jego oddech falował w nieruchomym powietrzu, a jej puls zaczął walić, gdy poczuła ciepło, które od niego biło.

„Pachniesz naftą” – powiedziała, a on się roześmiał – dźwięk, który znała z setek wiadomości głosowych, a który teraz brzmiał zupełnie inaczej, głębiej, przestrzenniej, jakby wibrował w jej kościach. „A ty wyglądasz jak zagubiony anioł” – powiedział, zamknął za sobą drzwi i rzucił plecak. Stali naprzeciw siebie, dwa kroki od siebie, i nagle pojawiła się ta dziwna ciężkość – miesiące pisanych Chciałbym, żebyś tu była i nocnych rozmów, które zawsze kończyły się cichym kliknięciem. Powietrze między nimi wydawało się gęste, naładowane niewypowiedzianymi pragnieniami.
Pierwszy dotyk
Lena zrobiła pierwszy krok. Nie dlatego, że była odważniejsza, ale dlatego, że dłużej nie mogła tego znieść. Tęsknota paliła pod jej skórą jak gorączka. Podeszła do niego, położyła dłoń na jego piersi, gdzie serce biło pod szorstką tkaniną koszuli – mocno i szybko, jak echo jej własnego. „Zapomniałam, jaki jesteś wysoki” – wyszeptała, a jej głos brzmiał obco, ochryple od pożądania. Marc głośno wypuścił powietrze, jakby wstrzymywał oddech od chwili lądowania. „A ja, jaka jesteś drobna – i jakie ciepłe masz dłonie.” Ujął jej twarz w obie dłonie, a jego kciuk przesunął się po jej kości policzkowej, jakby musiał się upewnić, że jest prawdziwa, że to nie sen, z którego zaraz się obudzi.
Jego pocałunek nie był pospieszny, lecz świadomy, niemal nieśmiały – pierwsze ostrożne smakowanie, które miało posmak kawy i mięty oraz czegoś innego, czego nie potrafiła nazwać. Kolana Leny zmiękły, a ona wbiła palce w tkaninę jego koszuli, przyciągnęła go bliżej, aż poczuła przez materiał gorąco jego ciała. Pocałunek stał się głębszy, jego język znalazł drogę, a ona posmakowała obietnicy nadchodzących godzin – słonej, słodkiej, elektryzującej. Ciche jęknięcie wymknęło się jej, gdy przywarła do niego, wtulając krągłości swojego ciała w jego twardość.
„Chcę cię dotykać”, powiedział przy jej ustach, głosem ochrypłym. „Wszędzie. Ale nie chcę też niczego przyspieszać.” Roześmiała się, lekko bez tchu, serce waliło jej o żebra. „Marc, daliśmy sobie sześć miesięcy. Myślę, że możemy teraz trochę przyspieszyć.” Uśmiechnął się, a ten uśmiech obiecywał wszystko – uniósł ją, jej nogi oplotły jego biodra, i poczuła jego podniecenie, twarde, napierające na jej udo. Zaniósł ją do salonu, gdzie światło błękitnej godziny już spowijało kanapę bursztynem, a cienie tańczyły w kątach.
Odkrywanie ciała
Pozwolił jej zsunąć się na poduszki i uklęknął przed nią, oczy ciemne od pożądania. „Widziałem każdy centymetr ciebie na zdjęciach”, powiedział, powoli unosząc brzeg jej swetra, milimetr po milimetrze, jakby rozpakowywał prezent. „Ale to –” Jego palce odnalazły jej nagą skórę, ciepłe wgłębienie poniżej pępka, a dreszcz przebiegł przez całe jej ciało. „– to coś zupełnie innego. To jest prawdziwe. To jesteś ty.” Lena zamknęła oczy i pozwoliła sobie zapaść w to doznanie, pozwoliła, by świat wokół niej się rozpłynął. Jego dłonie były badawcze, ale nie zachłanne. Dotykały, głaskały, zatrzymywały się w miejscach, o których sama zapomniała – miękkiej wewnętrznej stronie ramienia, krzywiźnie talii, wrażliwym miejscu za uchem.
Kiedy rozpiął jej biustonosz i chłodne powietrze musnęło jej piersi, wzdrygnęła się, brodawki natychmiast twarde i wrażliwe. Marc pochylił się, wziął jedną brodawkę do ust i muskał ją czubkiem języka, najpierw delikatnie, potem bardziej natarczywie, aż stwardniała pod jego językiem, podczas gdy jego dłoń masowała drugą, kciukiem ocierając wrażliwy czubek. Jęknęła – nieplanowanie, surowo, z najgłębszej głębi gardła. Wplątała palce w jego włosy, ciemne i gęste, i przyciągnęła go mocniej do siebie, przyciskając jego usta twardziej do swojej skóry. „Więcej”, wyszeptała, głosem ochrypłym od pożądania. Przeszedł na drugą stronę, ssał delikatnie, potem lekko ugryzł, a wstrząs rozkoszy przebiegł przez jej ciało, osiadł w miednicy, sprawiając, że uniosła biodra ku niemu.
Jego dłoń powędrowała niżej, ponad gumkę jej dresów, a jego palce znalazły ją już wilgotną przez cienką bawełnę majtek. „Jesteś taka mokra”, stwierdził, a jego głos zabrzmiał chrapliwie, pełen zdumienia i pożądania. „To twoja wina”, sapnęła, jej oddech był płytki. „Sześć miesięcy wiadomości głosowych, podczas których sobie –” Urwała, gdy przesunął dwoma palcami po jej wargach sromowych, odsunął materiał i wniknął bezpośrednio w jej gorąco. Fala wilgoci go otoczyła, a ona wygięła plecy w łuk; pierwszy dreszcz był jak elektryczny wstrząs, który przeszył całe jej ciało. Poruszał się powoli, kolistymi ruchami, podczas gdy jego kciuk odnalazł jej łechtaczkę i okrążał ją z lekkim naciskiem, formując ją w twardą, wrażliwą perłę.
Lena zapomniała oddychać. Wczepiła się w poduszki kanapy, podczas gdy doznanie przetaczało się przez nią falami. Jego palce ześlizgnęły się głębiej, wniknęły w jej mokrą cipkę, a ona poczuła, jak jej wewnętrzne mięśnie zaciskają się wokół niego, jak obejmują go mocniej. „Kurwa, Marc”, jęknęła głośno, jej głowa opadła do tyłu, i ofiarowała mu swoją szyję, spragnioną pocałunków. Pochylił się i ssał jej gardło, podczas gdy jego palce poruszały się w niej, znajdując tempo, które doprowadzało ją na skraj szaleństwa. Poczuła narastający orgazm, falę skupiającą się w jej brzuchu, ale cofnął rękę, zanim mogła dojść, pozostawiając ją drżącą i niespełnioną.
„Jeszcze nie”, powiedział, jego głos był mroczną obietnicą. „Chcę się tym cieszyć. Chcę cię prowadzić wzdłuż krawędzi, aż zaczniesz błagać.” Ściągnął jej dresy, potem majtki, aż leżała przed nim naga, tylko złote światło wieczornego słońca na jej skórze. Oparł się do tyłu, przyglądał jej się, wodził wzrokiem po jej piersiach, płaskim brzuchu, mokrej szparze między jej nogami, która otwierała się i zamykała z pożądania. „Jesteś tak cholernie piękna”, mruknął. „Mógłbym cię oglądać godzinami.”
„Przestań się gapić i przeleć mnie”, syknęła, jej głos ostry od pragnienia. Sięgnęła po jego koszulę, rozdarła ją, guziki poleciały we wszystkich kierunkach. Chciała go zobaczyć nagiego, poczuć jego skórę na swojej. Szarpnęła za jego pasek, rozpięła spodnie, uwolniła jego penisa, który sterczał twardy i gruby z bielizny, żołądź czerwona i lśniąca od kropli pożądania. Objęła go, poczuła jego gorąco, jego twardość, jak drgał w jej dłoni. „Taki duży”, wyszeptała, a dreszcz wyczekiwania przebiegł jej po plecach. „Pasujesz we mnie idealnie.”
Jęknął, gdy go pieściła, jej dłoń sunęła w górę i w dół, masowała członek, kciukiem ocierała wrażliwy czubek. „Lena, jeśli tak dalej będziesz robić, nie wytrzymam”, sapnął, ale ona nie przestawała, chciała doprowadzić go do krawędzi, tak jak on to zrobił z nią. Pochyliła się, wzięła jego penisa do ust, okręciła językiem wokół żołędzi, poczuła jego słony smak na języku. On wpił się w jej włosy, przytrzymał ją, gdy brała go głębiej, aż się zakrztusiła, po czym zsunęła się z powrotem, pozwalając ślinie spłynąć po jego członku. Jego biodra napierały na jej usta, a ona na to pozwalała, rozkoszując się kontrolą, władzą, jaką nad nim miała.
„Stój, stój”, sapnął, pociągnął ją w górę, jego oczy szkliste z pożądania. „Chcę dojść w tobie, nie w twoich ustach.” Położył ją na plecach, rozchylił jej nogi, a ona widziała, jak jego wzrok pada na jej mokrą cipkę, jak przez chwilę gubi się w tym widoku. Potem pochylił się, zanurzył głowę między jej nogami, a jego język odnalazł jej łechtaczkę, miękki, mokry pociągnięcie, które sprawiło, że krzyknęła. Lizał ją, ssał, wsuwał język w jej wnętrze, po czym wracał do twardej perełki na szczycie. Ona wpiła się w jego włosy, przycisnęła jego twarz mocniej do swojej cipki, jej miednica unosiła się ku jego ustom. „Tak, właśnie tam”, jęknęła, jej oddech urywany, mięśnie napięte. Poczuła narastający orgazm, eksplozję, która zbierała się w jej brzuchu, i wtedy – on zatrzymał się, cofnął, pozostawiając ją znów drżącą na krawędzi.
„Jesteś udręką”, sapnęła, jej ciało drgało z niespełnionej żądzy. On uśmiechnął się, jego podbródek lśnił od jej wilgoci. „Mówiłem, chcę cię widzieć błagającą.” Wyprostował się, umieścił swojego penisa przy jej wejściu, przesunął żołędzią po jej wilgotnych wargach, ale nie wszedł. Ocierał się o nią, powoli, dręcząco, jej cipka otwierała się i zamykała wokół niego, chciała go wziąć. „Proszę”, wyszeptała, jej głos ochrypłym jękiem. „Proszę, Marc, przeleć mnie.”
„Tak to ładnie”, powiedział, a potem wepchnął się w nią, twardym, głębokim pchnięciem, które ją wypełniło, rozciągnęło, wzięło w całości. Krzyknęła, głośnym, niekontrolowanym dźwiękiem, gdy w niej był, gdy jego biodra przyciskały się do niej, jego członek znikający głęboko w jej wilgoci. Poruszał się powoli, długim, głębokim ślizgiem, potem z powrotem, aż tylko żołądź w niej została, potem znów w głąb, rytmem, który doprowadzał ją do szaleństwa. Czuła każdy pojedynczy ruch, każde włókno jego ciała, jak napinał się w niej, jak jego mięśnie drgały pod jej dotykiem. Uniosła biodra, wyszła mu naprzeciw, wzięła go głębiej, aż był w niej w całości, aż poczuła go w swojej macicy.
„Tak, właśnie tak, pieprz mnie mocniej”, jęknęła, jej ciało było spocone, piersi podskakiwały przy każdym pchnięciu. On chwycił ją za biodra, przyciągnął bliżej, zwiększył tempo, szybkie, dzikie pulsowanie, które sprawiło, że sprężyny kanapy zaskrzypiały. Jego żołądź trafiał w jej punkt G, raz za razem, a ona czuła narastającą falę, tym razem nie do powstrzymania. „Dochodzę”, sapnęła, jej głos był ochrypły. „Tak, dochodzę, pieprz mnie, pieprz mnie –” Orgazm rozerwał ją na strzępy, eksplozja, która przetoczyła się przez całe jej ciało, jej mięśnie zacisnęły się wokół jego penisa, ściskały go, masowały. Krzyknęła, jej plecy wygięły się w łuk, i poczuła, jak drga w niej, jak się odpręża, tryska w nią swoim nasieniem, gorący strumień, który pchnął ją jeszcze głębiej.
Doszli razem, ich ciała splecione, oddech jednym wspólnym sapaniem. Opadł na nią, jego ciężar był mile widzianym obciążeniem, a ona poczuła bicie jego serca przy swojej piersi, dzikie i szybkie. „Cholera”, mruknął w jej włosy. „To było… to było idealne.” Roześmiała się, zmęczonym, szczęśliwym śmiechem, i pogładziła go po plecach, czując ciepło jego skóry. „Nadrobiony czas”, szepnęła. „A przed nami jeszcze cała noc.”
Uśmiechnął się, powoli się z niej wysunął, jego penis był śliski od ich wspólnej wilgoci. „Więc nie powinniśmy teraz marnować czasu.” Wstał, wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni, gdzie pościel pachniała jeszcze płynem do płukania, a ciemność nocy powoli zapadała. Położyła się na łóżku, przyciągnęła go do siebie i zaczęła od nowa – od pocałunku, dotyku, obietnicy, którą mieli spełnić nad ranem, raz za razem, aż oboje, wyczerpani i szczęśliwi, zasnęli w swoich ramionach.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
