Ta historia została stworzona automatycznie przy wsparciu AI. Wszystkie osoby są pełnoletnie. Od 18 lat.

Zapach farby olejnej, świeżego drewna i drogich perfum wisiał w powietrzu, gdy przechodziłam przez galerię. Wernisaż mojej wystawy był w pełnym rozkwicie, a kieliszek szampana w mojej dłoni dawno już stał się ciepły. Uśmiechałam się, kiwałam głową, dziękowałam za komplementy, których ledwo słuchałam, bo mój wzrok wciąż wędrował w stronę drzwi.
Jej jeszcze nie było.
Sześć lat minęło, odkąd widziałam ją po raz ostatni. Sześć lat, odkąd opuściłam Düsseldorf, nie mówiąc jej dlaczego. Nie mówiąc jej, że ją kocham. Że zawsze ją kochałam, od tamtego lata, kiedy poznałyśmy się jako studentki, w dusznej ciemni fotograficznej, wśród chemikaliów i czerwonych lamp.
„Lena? Czy to nie twoja słynna modelka?”
Odwróciłam się do mojej galerzystki, która ze błyszczącymi oczami wskazywała na drzwi. I tam stała.
Mara.
Miała na sobie czarną sukienkę, która odsłaniała jej ramiona, a jej rude włosy opadały miękkimi falami na plecy. Wyglądała dokładnie tak jak wtedy, gdy po raz pierwszy stanęła przed moim obiektywem, nieśmiała i jednocześnie ciekawska. Tylko jej oczy były inne. Starsze. Ostrożniejsze.
„Zaproszę ją”, usłyszałam siebie mówiącą, a moje nogi ruszyły, zanim mój umysł zdążył zaprotestować.
Tłum rozstąpił się przede mną, morze ciemnych garniturów i eleganckich sukienek, a potem stanęłam przed nią. Pachniała wanilią i czymś kwiatowym, a moje serce biło tak głośno, że byłam pewna, iż musi to słyszeć.
„Mara.”
„Lena.” Jej uśmiech był ostrożny, ale jej oczy wędrowały po mojej twarzy, jakby czegoś szukały. „Twoje obrazy są przepiękne. Nigdy bym nie pomyślała, że wciąż widzisz mnie w ten sposób.”
„A jak cię widzę?”
„Nie wiem.” Wzruszyła ramionami, a rąbek jej sukienki się poruszył. „Może jako to, kim kiedyś byłam.”
„Nadal jesteś tym, kim byłaś”, powiedziałam, a mój głos zabrzmiał bardziej chrapliwie, niż zamierzałam. „Nadal jesteś moim ulubionym motywem.”
Cisza. Brzęk kieliszków, śmiech, muzyka – wszystko skurczyło się do odległego szumu. Tylko ona była ostra, wyraźna, każda linia jej twarzy, każda pieg na jej nosie.
„Możesz mi pokazać te zdjęcia?” – zapytała cicho. „Te, których nigdy nie pokazałeś?”
Od razu wiedziałem, które ma na myśli. Fotografie, które zrobiłem sześć lat temu, ostatniego wieczoru, zanim wyszedłem. Zdjęcia, których nigdy nikomu nie pokazałem, bo były zbyt intymne, zbyt nagie, zbyt prawdziwe.
„Nie ma ich tutaj” – powiedziałem. „Są w moim studio.”
„To mi je pokaż.”
To nie było pytanie. To było żądanie, wyzwanie, i poczułem, jak coś ściska mnie w piersi. Ten stary impuls, by jej się podobać, zaskoczyć ją, zdobyć ją.
„Chodź” – powiedziałem i sięgnąłem po jej dłoń.
Poszła ze mną.
Moje studio znajdowało się na Starym Mieście, małe mieszkanie na trzecim piętrze, które wynająłem po powrocie trzy miesiące temu. W drodze tam prawie nic nie mówiliśmy. Latarnie rzucały długie cienie, a jej nagi ramię otarło się o moje, gdy skręcaliśmy za róg, i ten drobny kontakt palił jak ogień.
Schody były wąskie, i czułem jej wzrok na swoich plecach, gdy wyciągałem klucze z kieszeni. Ręce lekko mi drżały, gdy otwierałem drzwi i wpuszczałem ją do środka.
Pokój był ciemny, tylko światła miasta wpadały przez wielkie okna. Statywy stały w kątach, rekwizyty piętrzyły się przy ścianach, a wszędzie wisiały zdjęcia. Ale ona nie podeszła do tych na ścianach. Podeszła do stołu na środku, gdzie trzymałem teczki, których nikomu nie pokazywałem.
„Mogę?” – zapytała, a ja skinąłem głową.
Otworzyła pierwszą teczkę, i zobaczyłem zdjęcia jej oczami. Naga skóra wyłaniająca się z cienia. Plecy wyginające się w porannym świetle. Twarz ujęta w półprofilu, oczy zamknięte, usta lekko rozchylone. Wszystkie te obrazy, które jej zrobiłem, tamtego ostatniego popołudnia, zanim wszystko się rozpadło.
„Dlaczego nigdy mi ich nie pokazałeś?” – zapytała, nie podnosząc wzroku.
„Bo były zbyt osobiste. Nie mogłem ich oddać.”
„A teraz?”
„Teraz tu jesteś.“
Uniosła głowę, a w jej oczach było coś, czego nie potrafiłem nazwać. Odłożyła teczkę na stół i podeszła do mnie, krok za krokiem, a z każdym krokiem powietrze stawało się rzadsze.
„Tęskniłam za tobą” – powiedziała cicho. „Tak długo czekałam, aż wrócisz. Aż mi wyjaśnisz, dlaczego odszedłeś.”
„Nie mogłem zostać” – powiedziałem. „Nie mogłem stać obok ciebie i nie chcieć cię dotknąć. Nie mogłem być twoim przyjacielem, skoro chciałem czegoś więcej.”
„A czego chciałeś?”
Milczałem. Ale moje oczy mówiły, a ona zrozumiała. Podeszła bliżej, aż dzielił nas tylko jeden oddech, a ja poczułem zapach wanilii i deszczu.
„Chciałem ciebie” – powiedziałem. „Zawsze chciałem ciebie.”
Uniosła dłoń i położyła ją na moim policzku, a jej dotyk był tak delikatny, że zamknąłem oczy. Powoli, bardzo powoli, przesunęła kciukiem po moim koście policzkowym, a ja poczułem, jak każdy mięsień w moim ciele rozluźnia się i jednocześnie napina.
„Więc weź mnie” – szepnęła. „Pokaż mi to, co zawsze chciałeś pokazać.”
Moje serce waliło o żebra, gdy położyłem dłonie na jej talii. Materiał jej sukienki był miękki, jedwabisty, a pod nim czułem ciepło jej skóry. Przyciągnąłem ją do siebie, a ona podeszła bez wahania, jej ciało przywarło do mojego, i poczułem krągłości, które tak często fotografowałem, ale nigdy nie dotykałem.
„Jesteś pewna?” – zapytałem, dotykając czołem jej czoła.
„Nigdy nie byłam pewniejsza.”
Jej usta odnalazły moje i było to jak przerwanie tamy. Sześć lat tęsknoty i milczenia runęło w jednym pocałunku, a ja piłem z niej, smakowałem ją, pochłaniałem. Jej wargi były miękkie, domagające się, a jej język spotkał się z moim z zażyłością, która przyprawiła mnie o zawrót głowy.
Moje dłonie przesunęły się z jej talii w górę, po jej plecach, i rozpiąłem zamek jej sukienki. Materiał opadł z jej ramion, a ja cofnąłem się o krok, żeby na nią spojrzeć.
Stała przede mną w bladym świetle miasta i zapierała dech w piersiach. Jej piersi były pełne, skóra nieskazitelna, a linia talii prowadziła do bioder, które rysowały się pod wąskimi figami.
„Fotografowałem cię”, powiedziałem, a mój głos był ochrypły. „Ale nigdy tak cię nie widziałem.”
„Więc spójrz na mnie teraz.”
Podeszła do mnie znowu, a jej dłonie odnalazły brzeg mojej koszulki. Ściągnęła ją przez moją głowę, a potem rozpięła mój biustonosz, z precyzją, która mnie zaskoczyła. Jej palce musnęły moje piersi, a ja sapnęłam, gdy jej dłonie objęły je.
„Jesteś taka piękna”, wyszeptała, a jej kciuki przesunęły się po moich sutkach, które pod jej dotykiem stwardniały w twarde pączki.
Jęknęłam, dźwięk, który wydobył się z głębi mojego gardła, i przyciągnęłam ją do siebie. Nasze piersi przycisnęły się do siebie, ciepłe i miękkie, i poczułam gorąco między nami, gdy jej usta znów odnalazły moje.
Pocałunek stał się głębszy, bardziej zachłanny, a jej dłonie powędrowały do mojego paska. Rozpięła moje dżinsy, a ja pomogłam jej je zdjąć, razem z moimi figami, aż stanęłam przed nią nago.
„Teraz ty”, powiedziałam i uklękłam przed nią.
Wysunęła się ze swojej sukienki, która opadła jak ciemna kałuża u jej stóp, a potem stała tam, tylko w swoich figach. Chwyciłam cienki materiał i powoli ściągnęłam go w dół jej nóg, a ona z nich wystąpiła.
Była mokra. Zobaczyłam to, gdy uniosłam jej twarz między jej uda, wilgotny połysk na skórze wewnętrznych stron, a ten widok doprowadził mnie do szaleństwa. Pochyliłam się i przyłożyłam usta do jej biodra, całowałam je, delikatnie ugryzłam miękką skórę.
„Lena”, wyszeptała, a moje imię zabrzmiało jak modlitwa.
Posuwałam się powoli do przodu, mój język malował wzory na jej skórze, aż dotarłam między jej nogi. Jej zapach, wilgotny i słodki, uderzył mi do głowy i nie mogłam się już oprzeć. Polizałam ją, długim, powolnym ruchem od dołu do góry, a ona drgnęła, jęknęła, jej dłoń wpiła się w moje włosy.
„Tak”, sapnęła. „Och, tak, właśnie tam.”
Jadłem ją, jak nigdy nikogo nie jadłem. Mój język odnalazł jej łechtaczkę, okrążał ją, delikatnie ssał, a ona poruszała biodrami w stronę mojej twarzy, szukając więcej, zawsze więcej. Jej palce szarpały moje włosy, a ból mieszał się ze smakiem jej, i piłem ją, aż jej ciało zaczęło drżeć.
„Dochodzę”, jęknęła, jej głos załamany. „Lena, dochodzę.”
Przycisnąłem język mocniej do niej, a ona doszła z krzykiem, który odbił się echem po pokoju. Jej ciało drżało przy mojej twarzy, i poczułem, jak jej płyn spływa po moich wargach, i to było najpiękniejsze, co kiedykolwiek smakowałem.
Podciągnęła mnie do góry, jej palce splotły się z moimi, i pociągnęła mnie na sofę stojącą w rogu. Opadła na poduszki i przyciągnęła mnie na siebie, a nasze ciała splotły się, śliskie od potu i podniecenia.
„Chcę cię poczuć”, powiedziała, a jej dłoń wsunęła się między moje nogi.
Byłem tak wilgotny, że jej palce wślizgnęły się we mnie bez oporu, i jęknąłem, gdy mnie wypełniła. Poruszała dłonią powoli, okrężnie, a ja wtuliłem twarz w jej szyję, lizałem pot z jej skóry, gryzłem jej ramię.
„Nie tak wolno”, błagałem. „Proszę.”
Przyspieszyła, jej palce wniknęły we mnie głębiej, a ja jechałem na jej dłoni, czując, jak gorąco we mnie rośnie, jak burza, która się zbiera. Odwróciła mnie, tak że leżałem pod nią, a ona wspięła się na mnie, jej uda na moich, jej wilgotne ciepło przyciskało się do mojego.
„Chcę cię na sobie”, powiedziała, i wzięła moją dłoń, prowadząc ją między swoje nogi.
Poczułem ją, gorącą i mokrą, a moje palce odnalazły ją bez trudu. Jechała na mojej dłoni, a ja wchodziłem w nią, gdy opadała na mnie, i poruszaliśmy się razem, rytm, który powstał z niczego, jakbyśmy ćwiczyli na to całe życie.
„Dochodzę znowu”, jęknęła, i poczułem, jak zaciska się wokół moich palców, fala, która mnie porwała.
Doszliśmy niemal jednocześnie, nasze ciała drżały, splecione ze sobą, a świat rozpłynął się w światło i cień, aż zostaliśmy tylko my.
Potem leżeliśmy tam, spoceni i bez tchu, moja dłoń na jej brzuchu, jej palce w moich włosach. Miasto migotało za oknami, a cisza była miękka jak koc.
„To powinniśmy byli zrobić już sześć lat temu”, mruknęła.
„Byłem zbyt tchórzliwy.”
„Teraz tu jesteś.” Odwróciła głowę, jej oczy odnalazły moje. „I ja też tu jestem.”
Pocałowałem jej czoło, nos, usta. „Nie odejdę znowu.”
Uśmiechnęła się, prawdziwym uśmiechem, który dotarł do jej oczu, i wiedziałem, że to nie jest koniec. To był początek czegoś, co było większe niż strach, który dzielił nas przez sześć lat.
„Pokaż mi pozostałe zdjęcia”, powiedziała w końcu, a jej głos był cichy, ale figlarny. „A potem pokaż mi jeszcze raz, czego się nauczyłeś.”
Roześmiałem się, a śmiech był jak wyzwolenie. Wstałem, podałem jej rękę, i wędrowaliśmy przez studio, nadzy i bez skrępowania, podczas gdy opowiadałem jej historie kryjące się za każdym obrazem. A kiedy dotarliśmy do stołu, zatrzymałem się, odwróciłem do niej i przyciągnąłem ją z powrotem w moje ramiona.
„Jeszcze z tobą nie skończyłem”, szepnąłem.
„To dobrze”, odpowiedziała. „Ja też jeszcze z tobą nie skończyłam.”
Ta noc była dopiero początkiem. Erotyczna historia pierwszego razu, która wydawała się obietnicą wszystkich kolejnych razy.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
