Wtedy, w pierwszych miesiącach naszego związku, gdy mieszkaliśmy jeszcze w maleńkim mieszkaniu nad piekarnią, a nocą przez sufit unosiło się ciepło świeżych precli, wyznałem jej kiedyś, co mnie potajemnie podnieca. Leżała na mnie, jej wilgotne włosy przyklejały się do mojej klatki piersiowej, a ja wyszeptałem to w ciemność: myśl o tym, by widzieć ją z kimś innym. Zaśmiała się cicho i zaskoczenie, po czym zapytała, czy mówię poważnie. Skinąłem głową, a ona całowała mnie długo, zanim powiedziała: „Może kiedyś”.

Teraz, pięć lat później, stoi w naszym salonie, otoczona naszymi gośćmi, i wiem: dziś jest ten dzień.
Nieznajomy
Nasz dom przepełnia śmiech, muzyka i brzęk kieliszków. Mam oko do szczegółów, więc widzę go natychmiast, gdy wchodzi przez drzwi tarasowe: wysoki, szeroki w ramionach, z kanciastą szczęką i dłońmi, które trzymają kufel piwa, jakby był zabawką. To jeden z kolegów Sary, powiedziała, gość z innego miasta, który nikogo nie zna. Zaprosiłem go bez wahania.
Obserwuję go, jak przemieszcza się przez tłum, jak rozmawia z każdym, swobodnie i bez wysiłku. A potem widzę spojrzenie Jany. Stoi z kieliszkiem wina w dłoni, w obcisłej sukience z niebieskiego jedwabiu, która podkreśla jej krągłości, jakby została zaprojektowana właśnie na ten wieczór. Jej oczy zatrzymują się na nim, a ja czuję, jak coś się we mnie ściska – nie zazdrość, lecz wewnętrzny żar, który wznosi się z brzucha do klatki piersiowej. Rumieni się ledwo zauważalnie, gdy on odwzajemnia jej spojrzenie, i wiem: ona też to czuje.
Przyjęcie toczy się dalej, ale moja uwaga skupiona jest na niej i na nim. Ma na imię Tom, dowiaduję się później, gdy siada obok nas. Pracuje w IT, dużo się śmieje, a jego głos ma ciepły bas, który wibruje w mojej piersi. Jana podczas rozmowy przysuwa się do niego bliżej, jej kolano dotyka jego pod stołem. Widzę to i zamiast ukłucia przychodzi puls podniecenia.
Znak
Jest północ, gdy pierwsi goście wychodzą. Reszta tłoczy się przy barze w piwnicy, ale ja zostaję w salonie z Janą i Tomem. Drzwi tarasowe są otwarte, łagodny wiatr niesie zapach letniego deszczu. Tom stoi przy parapecie, Jana jest obok niego, jej ciało jest sprzecznością bliskości i dystansu. Kładzie dłoń na jego piersi, gdy coś tłumaczy, a on pozwala jej na to.
Zbieram kieliszki, wsłuchując się w ich śmiech. Rzuca mi spojrzenie, krótkie i badawcze, a ja skinąłem głową niemal niedostrzegalnie. To znak, którego nigdy nie omawialiśmy, ale który ćwiczyliśmy przez ostatnie miesiące: skinienie, które mówi: „Tak, chcę tego, chcę tego dla ciebie i dla mnie”.
Bierze jego dłoń, odwraca się i idzie w stronę schodów. „Jesteśmy na górze, kochanie” – mówi cicho, a jej głos brzmi bardziej chrapliwie niż zwykle. „Nalej sobie drinka.” Uśmiecham się, siadam na naszej starej skórzanej kanapie i nasłuchuję kroków na piętrze. Skrzypienie desek, delikatne zamknięcie drzwi.
Czekanie
Siedzę, dom jest cichy, słychać tylko cichy pomruk z piwnicy. W dłoni trzymam szklankę wody, ale nie piję. Odstawiam ją i odchylam się do tyłu, zamykam oczy. Tak to sobie często wyobrażałem: zapach perfum i potu na korytarzu, stłumiony śmiech z dołu, a nade mną – nade mną to, czego nigdy nie widziałem, ale o czym tak często marzyłem.
Słyszę ich na górze. Otwierana szafa, ciche słowa. Potem dźwięk, który znam: ciche skrzypienie naszego łóżka. To znajomy odgłos, ale teraz nabiera nowego znaczenia. Wyobrażam sobie, jak przeciąga się na kołdrze, jak sukienka zsuwa się z jej bioder, jak on pochyla się nad nią.
Moja dłoń wędruje do krocza. Już jestem sztywny, spodnie mnie cisną. Biorę głęboki oddech, czuję zapach wosku świec i chłodnego dymu z kominka. Nie chcę, żeby to poszło za szybko. Chcę rozkoszować się każdą chwilą, która prowadzi mnie do tego, co za chwilę zobaczę.
Po kwadransie wstaję. Idę powoli po schodach, każdy stopień to mały dreszczyk emocji. Korytarz jest ciemny, tylko wąska smuga światła spod drzwi naszej sypialni. Podchodzę bliżej i przez dziurkę od klucza widzę ich.
Widok
Ona leży na plecach, jej sukienka to niebieska kupa materiału na podłodze. Jej ciało jest nagie, skóra w blasku świec ciepła i złocista. Tom klęczy między jej nogami, koszula ma rozpiętą, klatka piersiowa lekko błyszczy. Pochyla się, całuje jej szyję, piersi, a ja widzę, jak jej sutki się wznoszą, twarde i ciemne. Jęczy cicho, dźwięk, który śpiewa w moich uszach.
Obserwuję, jak palcami przesuwa po jej brzuchu, niżej, aż znika między jej udami. Ona drga, unosi biodra ku niemu, a ja słyszę jej gwałtowny wdech. Między udami lśni wilgocią, całe jej ciało zdaje się przed nim otwierać. Widzę, jak wsuwa w nią palce, dwa, potem trzy, i jak ona porusza się na nich, drobnymi, kolistymi pchnięciami. Jej usta są otwarte, oczy zamknięte, i znam ten wyraz twarzy: całkowite oddanie.
On cofa palce, powoli je oblizuje, a ja czuję dreszcz, który nie przebiega po moich plecach, lecz strzela prosto w penisa. Przyciskam się do framugi, oddycham płytko, żeby mnie nie usłyszeli.
Potem się prostuje, ściąga spodnie. Jego członek jest długi i gruby, żołądź błyszczy. Przejeżdża nim po jej wargach sromowych, ociera się o nią, nie wnikając. Jęczy, unosi biodra, błaga całym ciałem: „Proszę, przeleć mnie.”
I robi to. Jednym pchnięciem wchodzi w nią, a ja widzę, jak jej usta otwierają się w niemym krzyku, jak jej dłonie zaciskają się na prześcieradle. Zaczyna się poruszać, najpierw powoli, głębokimi, szerokimi pchnięciami, które ją wypełniają. Jej piersi kołyszą się, głowa odchylona do tyłu, a ona jęczy cicho, rytmiczne „tak, tak, tak.”
Obserwuję każdy ruch: jak pochyla się nad nią, dłonie obok jej ramion, jak poruszają się jego łopatki przy każdym pchnięciu. Jak przyspiesza tempo, jak jej oddech staje się szybszy, jak jej nogi oplatają jego talię i przyciągają go głębiej. Widzę, jak dochodzi, jej mięśnie napinają się, drżenie przebiega przez jej ciało, i krzyczy jego imię.
On nie przestaje, wpycha ją w drugą falę, a ja wstrzymuję oddech, gdy widzę jej dłoń na jego karku, jak przyciąga go do siebie, by go pocałować, podczas gdy on wciąż w niej jest. Ten pocałunek, pełen namiętności, czyni wszystko prawdziwym.
Nie mogę się powstrzymać. Zamykam oczy, przyciskam dłoń do spodni i dochodzę, falami, cicho, słysząc odgłos jej rozkoszy i skrzypienie łóżka. To tak, jakby moje ciało eksplodowało, bez niczyjego dotyku.
Potem
Kiedy kończą, leżę z powrotem na kanapie, oddycham głęboko i staram się wyglądać na spokojnego. Kroki na schodach – najpierw jego, ciężkie, potem jej, lżejsze – i wtedy stają w drzwiach. Jana ma na sobie szlafrok, twarz zaczerwienioną, włosy w nieładzie. Tom uśmiecha się zakłopotany, ale widzę zadowolenie w jego oczach. Wstaję, podchodzę do nich, całuję Janę w policzek. Pachnie potem i nim. To zapach, którego nie potrafię opisać – obcy, a jednak znajomy.
Tom żegna się wkrótce potem. W drzwiach ściska moją dłoń, mocno, i mówi: „Dziękuję za miły wieczór.” Kiwam głową, zamykam drzwi i opieram się o nie. Jana stoi w przedpokoju, patrzy na mnie. „I co? Co myślisz?” Jej głos jest cichy, niemal lękliwy.
„Myślę, że powinniśmy to robić częściej”, mówię, a gdy się uśmiecha, wiem, że powiedziałem prawdę.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
