Pociąg pędził przez noc, a wzrok Iny przyklejony był do rozmazanych świateł wiosek. Jej palce bębniły o szybę, rytmem, który odliczał sekundy. Czuła chłód szkła, wibrację stali, a pod spodem – pulsowanie, które siedziało głębiej. Było w niej jakieś parcie, którego nie czuła od lat, tęsknota za czymś, czego nie potrafiła nazwać. Ciemność na zewnątrz odbijała jej własne wnętrze – nieprzeniknione, ale pełne ukrytego żaru. Jej wilgotna cipka zacisnęła się, wspomnienie dotyków, o których prawie zapomniała.

– Wciąż gapisz się w przestrzeń jak kiedyś.
Głos wyrwał ją z zamyślenia. Bastian. Trzynaście lat między nimi, a jednak siedział naprzeciwko, z nogami swobodnie skrzyżowanymi, z tym starym uśmiechem na ustach. Rozpoznała go na peronie, zanim on ją zobaczył – szerokie ramiona, chód, który wciąż miał w sobie coś z chłopca przeskakującego po kamykach. Jego widok uderzył ją jak prąd, a coś w niej, co dawno wygasło, zaczęło migotać. Między udami poczuła pierwsze, wilgotne mrowienie.
– Nie spodziewałam się ciebie – powiedziała. Jej głos brzmiał obco, głębiej niż zwykle, jakby spał przez lata. Odchrząknęła, ale drapanie pozostało, podczas gdy jej sutki pod swetrem stwardniały i naparły na materiał.
– Życie bywa zaskakujące. – Pochylił się do przodu, opierając łokcie na kolanach. – Dobrze wyglądasz, Ina. Starzej, ale dobrze. – Jego oczy przesunęły się po jej twarzy, zatrzymały na jej ustach, a przez nią przebiegł dreszcz.
Zaśmiała się cicho. – Dziękuję, chyba.
– Mówię poważnie. Masz w sobie coś… pewnego. Kiedyś byłaś taka niepewna. Teraz promieniujesz spokojem. – Jego głos opadł, stał się poufny. – Rodzaj… cichej siły.
Nie wiedziała, czy podoba jej się ten spokój. Czuła się jak otoczona warstwą szkła – przezroczystą, ale nieprzeniknioną. Podniosła rękę, pociągnęła za rękaw swetra, stary tik nerwowy. Kasztmir był miękki pod jej palcami, ale to nie pomagało – puls jej przyspieszał, a między nogami robiło się coraz wilgotniej.
– A ty? Czy wciąż jesteś tym chłopcem, który wspinał się ze mną na stóg siana? – Spojrzała na niego badawczo, jakby mogła wyczytać odpowiedź z jego rysów.
Jego śmiech odbił się echem w pustym przedziale, głęboki i ciepły. – Kolana przypominają mi, że nie jestem już chłopcem. Ale w głowie… tam wciąż jestem ten sam. – Pochylił się jeszcze bliżej, a ona poczuła zapach jego wody po goleniu – mieszankę cedru i bergamotki, która przywołała wspomnienia. – Pamiętam wszystko. – W jego głosie był podtekst, który rozpalił jej wilgotną cipkę.
Pociąg wjechał do tunelu. Okna pociemniały, odbijając ich twarze. Zobaczyła siebie: zmarszczki wokół oczu, które przez ostatnie lata pogłębiły się, i zaczątki siwizny we włosach. A obok siebie, za szklaną taflą, jego zarysy, znajome i obce zarazem. Przez chwilę byli tylko dwoma cieniami poruszającymi się w ciemności.
„Jak tam życie?”, zapytał. „Opowiedz mi wszystko.”
I mówiła. O swojej pracy jako graficzka, o mieszkaniu w mieście, o mężu, który dużo podróżował. Słowa toczyły się z jej języka jak kamyki – gładkie, okrągłe, bez znaczenia. Mówiła o wystawach i deadline’ach, o wieczorach samotnie przed telewizorem, o pustce, która się w niej rozpanoszyła. Ale pod stołem, niewidocznie, jego stopa dotknęła jej kostki. Urwała w pół zdania, jej oddech stał się płytki, gdy fala gorąca wspięła się w górę jej ud.
„Przepraszam”, mruknął i cofnął stopę. Ale jego oczy pozostały na jej, a w nich było coś, czego nie potrafiła odczytać – głód, który ją podniecał.
„Nie trzeba.” Jej głos zabrzmiał zdyszanie. To miejsce wciąż piekło, mrowienie wspinało się po łydce, zbierało się w zgięciu kolana, a potem wznosiło wyżej, aż w jej brzuchu stało się ciepłym węzłem. Ścisnęła uda, jakby mogła uwięzić to uczucie, ale nic to nie dało – jej wilgotna cipa pulsowała teraz w sposób nie do przeoczenia.
Gdy pociąg wyjechał z tunelu, oślepiło ją światło. On zamrugał. „Pamiętasz, kiedyś w stodole? Jak schowaliśmy się przed deszczem? Byliśmy przemoczeni do suchej nitki.” Jego głos był cichy, niemal czuły, a ona poczuła, jak jej sutki boleśnie się sterczą.
Pamiętała dokładnie. Ich koszulki lepiły się do skóry, a on pożyczył jej swoją – o wiele za dużą, zsuwała się z jednego ramienia. Nie odważyła się jej podciągnąć, w obawie, że zobaczy jej stanik. Jakie to teraz wydawało się absurdalne. Co by dziś pokazała bez wahania, gdyby ją o to poprosił.
„Często o tobie myślałam”, powiedziała cicho. „O tamtych czasach.” Jej palce bawiły się brzegiem spódnicy, ciągnąc za luźną nitkę. Poczuła, jak jej cipka robi się wilgotna, i niemal się tego wstydziła, że jest na niego taka napalona.
„Ja też.” Jego dłoń przesunęła się po stole, zatrzymując się centymetr przed jej. Poczuła ciepło bijące od jego skóry, jak zaproszenie. „Zastanawiałem się, czy jesteś szczęśliwa.”
Przełknęła ślinę. „Jestem… zadowolona.” To słowo smakowało mdło, jak nieświeża woda, podczas gdy jej ciało pragnęło czegoś więcej.
„Zadowolenie to nie to samo co szczęście.“ Pokręcił głową, z cichym smutkiem w oczach. „Wiesz, Ina, zawsze myślałem, że zasługujesz na więcej. Więcej niż spokojne życie. Więcej niż tylko… zadowolenie.“ Jego dłoń przesunęła się bliżej, palce musnęły jej wierzch dłoni, a elektryczny wstrząs przebiegł przez jej ramię prosto do brzucha.
Spojrzała mu w oczy. Szarozielone, ze złotymi drobinkami, które kiedyś studiowała godzinami. Ciągnięcie głęboko w niej, którego nie czuła od lat, ból, który był słodki. „Nie, nie jest.“ Jej głos był ledwie szeptem, gdy rozchyliła nogi, tylko na odrobinę, ale wystarczająco, by poczuć ciepło między nimi.
Pociąg zatrzymał się na małej stacji. Niewielu wsiadło, przedział pozostał prawie pusty. Przez okna widziała samotną latarnię, która zalewała pusty peron ciepłym światłem. Gdy pociąg ruszył ponownie, Bastian wstał i usiadł obok niej. Stało się to tak naturalnie, jakby robił to zawsze, jakby to miejsce było dla niego zarezerwowane.
„Czy to w porządku?“ – zapytał, z ustami blisko jej ucha. Jego oddech musnął jej skórę, a ona zadrżała, gdy fala pożądania przetoczyła się przez jej ciało.
Skinęła głową, ze wzrokiem utkwionym w oknie. Jego udo przycisnęło się do jej, ciepło przenikało przez materiał, dwie warstwy dalej, a jednak czuła, jakby płonęło. Jej dłoń wciąż leżała na siedzeniu, i poczuła, jak jego palce powoli się zbliżają, pieszcząc jej skórę, jakby była czymś cennym. Jego kciuk zataczał małe kółka na jej wierzchu dłoni, a każde dotknięcie wysyłało fale wstrząsów przez jej ciało.
„Chciałem cię wtedy pocałować“ – wyszeptał. „W stodole. Bałem się.“
Odwróciła głowę, jej usta były centymetry od jego. „A teraz?“ – zapytała, jej głos był ochrypłym drapaniem.
Nie odpowiedział. Zamiast tego pokonał ostatnią odległość, a jego usta spotkały jej – miękkie, badawcze, potem natarczywe. Poczuła jego smak, ciepło jego ust, a z jej piersi wyrwał się westchnienie. Jej dłoń powędrowała w górę, zatopiła się w jego włosach, przyciągnęła go bliżej. Pocałunek stał się głębszy, jego język przesunął się po jej wargach, a ona otworzyła się, wpuściła go, podczas gdy ich języki się spotkały. To było jak spotkanie po latach, którego oboje się nie spodziewali, i poczuła, jak jej wilgotna cipka pulsuje z pożądania.
Jego dłoń wędrowała od jej ręki do jej uda, sunęła po materiale jej spódnicy. Drżała pod jego dotykiem, jej skóra płonęła tam, gdzie jej dotykał. Podsunął spódnicę, milimetr po milimetrze, a ona mu pomogła, unosząc biodra, ciche „tak“. Jego palce znalazły brzeg jej rajstop, a ona wstrzymała oddech, gdy pociągnął za nie.
„Bastian“ – wyszeptała, ale nie zabrzmiało to jak protest. To była prośba.
Odpowiedział, powoli zsuwając jej rajstopy, przez biodra, przez uda. Chłodne powietrze w przedziale uderzyło w jej nagą skórę, a ona zadrżała, ale to było przyjemne uczucie. Zdjął je z niej, potem jej majtki, które były już wilgotne, i zobaczyła, jak jego wzrok na nie pada. Powąchał je, a na jego ustach pojawił się uśmiech.
„Jesteś już mokra”, mruknął, głosem ochrypłym z pożądania. „Tak długo?”
Kiwnęła głową, niezdolna mówić, i rozchyliła nogi nieco bardziej, w cichej ofercie. Jego dłoń przesunęła się między jej uda, a gdy jego palce dotknęły jej wilgotnej cipki, wyrwał jej się ostry oddech. Pogładził delikatnie jej wargi sromowe, już śliskie, rozchylił je, a jego środkowy palec odnalazł jej łechtaczkę. Przygryzła wargę, żeby nie jęknąć, ale to nic nie dało – cichy skowyt jej się wymknął, gdy zataczał powoli, dręcząco powoli, jedno kółko za drugim.
„Jesteś taka mokra dla mnie”, wyszeptał. „Taka gorąca.”
Jego palec zsunął się głębiej, wniknął w nią, a ona sapnęła, gdy ją wypełnił. Była taka ciasna, taka gorąca, i czuła, jak jej mięśnie chcą się zacisnąć wokół jego palca. Poruszał nim powoli, w rytmie, który doprowadzał ją do szaleństwa, a jego kciuk jednocześnie masował jej łechtaczkę. Czuła, jak rozkosz w niej wzbiera, jak fala, która piętrzy się coraz wyżej, i uczepiła się jego ramienia, wtuliła twarz w jego szyję, żeby nie krzyczeć na głos.
„Chcę cię”, jęknęła. „Chcę cię teraz.”
Wyciągnął palce, a ona posmakowała siebie na nich, gdy podniósł je do jej ust. Jej smak był słony, ziemisty, i oblizała je do czysta, nie odrywając od niego wzroku. Potem wstał, pociągnął ją do góry, a ona pocałowała go znowu, dziko, zachłannie, podczas gdy jej ręce szarpały jego pasek. Pomógł jej, rozpiął spodnie, a jego twardy kutas wyskoczył – długi, gruby, żołądź lśniąca od wilgoci. Objęła go palcami, poczuła jego twardość, jego ciepło, i wyrwał mu się jęk.
„Chcę cię w sobie”, wyszeptała. „Chcę cię tak głęboko w sobie.”
Opadła na siedzenie, podciągnęła nogi, otworzyła się dla niego. Jej spódnica zsunęła się teraz na biodra, cipka odsłonięta, lśniąca wilgocią. Uklęknął przed nią, rozsunął jej uda, a ona poczuła czubek jego kutasa przy swoim wejściu. Poruszał się powoli, pocierał żołądź o jej wilgotne wargi, o łechtaczkę, a ona jęknęła, gdy to dotknięcie przeszyło jej ciało.
„Proszę”, błagała. „Proszę, wepchnij we mnie.”
Wszedł w nią powoli, centymetr po centymetrze, a ona czuła, jak ją rozciąga, wypełnia. To było uczucie, którego nie doznała od lat, i objęła go nogami, aby wciągnąć go głębiej. Jęknął, gdy był w niej w całości, i przez chwilę pozostał nieruchomy, pozwalając jej przyzwyczaić się do jego rozmiaru.
„Jesteś taka ciasna”, jęknął. „Tak cholernie ciasna i gorąca.”
Potem zaczął się poruszać. Najpierw powoli, rytmiczne pchnięcia, które czuła w sobie coraz głębiej z każdym uderzeniem. Odchyliła głowę do tyłu, jej piersi unosiły się i opadały pod swetrem, a ona czuła, jak rozkosz ją zalewa. Przyspieszył, stał się twardszy, a dźwięk ich ciał zderzających się ze sobą wypełnił przedział. Pociąg dudnił po torach, a oni poruszali się w rytmie, namiętna gra miłosna, która pochłonęła ich oboje.
„Tak głęboko”, sapnęła. „O Boże, tak głęboko.”
Jego dłoń znalazła jej łechtaczkę, pocierała ją w rytmie jego pchnięć, a ona poczuła, jak zbliża się szczyt. Przywarła do jego ramion, jej paznokcie wbiły się w jego ciało, a jej mięśnie zaczęły drżeć, obejmując jego twardego penisa.
„Dojdź ze mną”, jęknął. „Jestem blisko.”
Krzyknęła, gdy fala ją przetoczyła, orgazm, który wstrząsnął nią aż po czubki palców. Jej cipka zacisnęła się, pulsowała wokół niego, a ona poczuła, jak w niej eksploduje, jak gorący strumień ją wypełnia. Jęknął jej imię, pchnął jeszcze raz głęboko, potem jeszcze raz, a potem pozostał w niej, drżąc, podczas gdy jego dłonie trzymały jej ciało.
Pozostali spleceni, podczas gdy pociąg pędził dalej przez noc. Ich oddechy powoli się uspokajały, a ona wciąż czuła jego ciepło w sobie, jakoś…
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
