Że naprawdę to robię, przelatuje mi przez myśl, gdy ciężkie drzwi klubu zamykają się za mną z trzaskiem. Dywan pod moimi bosymi stopami jest gruby, niemal obscenicznie miękki, i pochłania każdy dźwięk, jakby chciał mnie połknąć bezszelestnie. Lena już tu jest, głęboka czerwień na końcu długiego, mrocznego korytarza. Macha do mnie, a mój puls wali w skroniach, gdy do niej podchodzę. Mój oddech staje się płytszy, im bliżej jestem, a między nogami czuję już pierwszą, wilgotną ciepłość, która powoli się rozprzestrzenia.

Pokój luster
„Gotowa?”, szepcze, jej głos ledwie muśnięciem na mojej skórze. Kiwam głową, choć głęboko we mnie krzyczy głos, że nie jestem. Ale jej spojrzenie trzyma mnie w niewoli. Pokój, który dla nas wybrała, to sala luster. Słyszałam o niej – ściany z nieskazitelnego szkła, sufit z wypolerowanego lustra, płaskie łóżko pośrodku, otoczone setką migoczących odbić jak ołtarz. „Będzie intensywnie”, mówi i ściska moją dłoń, jej palce chłodne i stanowcze. „Zobaczysz siebie. Z każdej strony. I oni nas zobaczą.” Ma na myśli gości za lustrami weneckimi, którzy dziś wieczorem skierują na nas swoje spojrzenia. Kilkanaście par oczu, głodnych i anonimowych. Ta myśl jest przytłaczająca, ale pod moją skórą wpełza dreszcz podniecenia, i czuję, jak moja cipka już wilgotnieje na myśl, że obcy zobaczą mnie tak – nagą, otwartą, gotową.
Lena otwiera drzwi i prowadzi mnie do środka. Zatrzymuję się w progu. Pokój jest kalejdoskopem, szaleństwem światła i szkła. Ściany to nie zwykłe płaskie lustra – są podzielone na tysiąc faset, jak oczy ogromnej, niewidzialnej istoty. Każdy mój ruch rozpada się i wraca stokrotnie: z lewej, z prawej, z góry. Sufit odbija mój obraz w dół, jakbym stała do góry nogami, naga, unosząca się obca. Pośrodku króluje łóżko, surowy podest z napiętymi białymi prześcieradłami. Żadnych poduszek, żadnych koców. Tylko ja, ona i nieskończone powtórzenie naszych ciał.
Lena staje przede mną, kładąc swoje ciepłe dłonie płasko na mojej piersi. „Rozbierz się”, mówi. „Powoli.” Jej ton nie dopuszcza sprzeciwu. Jestem posłuszny, serce mi wali, gdy rozpinam guzik po guziku mojej koszuli. Jej oczy są ciemne, źrenice tak rozszerzone, że zdają się pochłaniać złote światło. Czuję spojrzenia niewidzialnych na mojej skórze jak tysiąckrotny dotyk – mrowienie, które stawia włoski na moim karku. Koszula opada na podłogę, potem spodnie. Stoję w bokserkach, a kącik ust Leny drga. „Dalej.” Cofa się o krok, aby mi się przyjrzeć, z głową lekko przechyloną. Pozwalam bokserkom opaść i stoję nago w ciepłym świetle reflektorów. Promienie rysują długie cienie na moim ciele, podkreślając każdą linię. Widzę siebie w lustrze: szerokie ramiona, płaski brzuch, pierwsze, nieśmiałe nabrzmienie między nogami. Dziwnie jest widzieć siebie tak. Jakbym nie był sobą, lecz obiektem jej pożądania. Mój członek zaczyna się poruszać, powoli twardnieje, i widzę, jak żołądź wysuwa się z napletka, lśniąc w świetle.
Dotyk spojrzeń
Lena podchodzi bliżej, jej opuszki palców przesuwają się po mojej piersi, kreśląc gorącą ścieżkę w dół ku brzuchowi. Zamykam oczy, by w pełni skupić się na doznaniu, ale jej głos przecina ciszę: „Patrz. Patrz, jak cię dotykam.” Otwieram oczy, zmuszam się, by spojrzeć w lustro. Widzę to tysiąckrotnie: palce Leny zataczające kręgi wokół mojego pępka, potem wędrujące niżej. Obejmuje mojego członka, a ja wzdrygam się – nie z zimna, lecz z przytłaczającej intensywności tej chwili. Jestem twardy, pulsujący w jej dłoni, a ona przesuwa kciukiem po najbardziej wrażliwym miejscu, tuż pod żołędzią. Lekki nacisk, który wyrywa mi jęk. „Patrz, jaki jesteś piękny”, szepcze. „Patrz, jak się wijesz.” Jej dłoń sunie w górę i w dół, powoli, dręcząco powoli, a ja widzę w lustrze, jak mój członek znika w jej pięści i pojawia się na nowo, śliski od pierwszej kropli soku, która sączy się z żołędzi.
Widzę to: moje odbicie w lustrze, które odrzuca głowę do tyłu, oczy półprzymknięte, usta otwarte w cichym jęku. Mężczyźni i kobiety za szybami też to widzą. Wyobrażam sobie ich twarze – zaciekawione, podniecone, może zazdrosne. Ta myśl wypala się we mnie i sprawia, że staję się jeszcze twardszy w jej dłoni. Ona to czuje, triumfalny uśmiech igra na jej ustach, i puszcza mnie. „Teraz ty”, mówi. „Rozbierz mnie.” Odwracam ją, moje dłonie ślizgają się po jej plecach, szukając zamka jej sukienki. Ustępuje z cichym szumem, a sukienka opada – czerwone jezioro z jedwabiu u jej stóp. Nie ma nic pod spodem. Widzę jej nagie plecy, delikatną linię kręgosłupa, która rysuje się jak wydma pod jej skórą. Pochylam się i całuję jej kark, podczas gdy moje dłonie obejmują jej biodra i przyciskają ją do mnie. Mój twardy kutas napiera na jej pośladki, i czuję ciepło jej ciała. „Odwróć się”, mówię, mój głos ochrypły. Ona słucha, i widzę jej piersi – pełne i ciężkie, sutki ciemne i twarde z podniecenia. W lustrze widzę nas oboje: nagą parę, otoczoną przez niezliczone wersje samej siebie. Jej cipka jest już wilgotna, wilgotny połysk między jej nogami, który doprowadza mnie do szaleństwa.
Pochylam się i biorę jeden z jej sutków do ust. Smakuje solą i nutą słodkich perfum. Lena głośno jęczy i odchyla się ku mnie, podczas gdy ja delikatnie ssę, trzymając jej skórę między zębami. Moja dłoń znajduje drugą pierś i masuje ją, jej krągłość w mojej dłoni. W lustrze widzę, jak odrzuca głowę do tyłu, oczy zamknięte, usta otwarte. „Spójrz na mnie”, mamroczę przeciw jej wilgotnej skórze. Ona słucha, jej oczy otwierają się, i patrzymy na siebie w lustrze – nieskończona, krzyżująca się gra spojrzeń. Zmieniam stronę, całuję drugą pierś, podczas gdy moja dłoń ślizga się między jej nogi. Jest wilgotna, gorąca, jej wargi sromowe rozchylają się pod moimi palcami. Wsuwam w nią palec, a ona drży, jej cipka ssie mój palec, podczas gdy wnikam głębiej. Jest tak mokra, że dodaję drugi palec, a ona głośno jęczy, jej biodra unoszą się ku mojej dłoni, niemy, żądający taniec. „Pieprz mnie palcami”, dyszy, „przygotuj mnie na swojego kutasa.”
Słucham się, pieszczę ją dwoma palcami, podczas gdy mój kciuk szuka i znajduje jej łechtaczkę. Jest twarda, mała perełka z ciała, która puchnie pod moim dotykiem. Pocieram ją okrężnymi ruchami, podczas gdy moje palce wchodzą w nią i wychodzą, a ona niemal krzyczy, jej ciało drga pod moją dłonią. „Tak, właśnie tam”, jęczy, „pocieraj moją łechtaczkę, podniecaj mnie.” Jej soki spływają po mojej dłoni, a ja czuję, jak jej wewnętrzne mięśnie zaciskają się wokół moich palców. Jest blisko, widzę to po drgających powiekach, po tym, jak się mnie trzyma. Ale nie chcę jeszcze, żeby doszła. Wyciągam palce i liżę je, jej słodki, słony smak na moim języku. „Jeszcze nie”, mówię, „chcę, żebyś się położyła, żebym mógł cię porządnie przelecieć.”
Gra luster
„Połóż się”, mówię. Robi to bez wahania, wspina się na podest i opada na plecy, nogi lekko rozchylone, zaproszenie. Widzę ją w lustrze nade mną, widzę ją bezpośrednio przed sobą, i widzę nas oboje z boku, z góry, ze wszystkich stron. To odurzające, jak upojenie, które mnie ogarnia. Klękam między jej nogami i pochylam się nad nią, mój członek ociera się o jej wilgotną cipkę, a ona jęczy. „Tak, przeleć mnie”, szepcze, „przeleć mnie mocno.” Prostuję się, biorę członek w dłoń i przykładam żołądź do jej warg sromowych. Jest tak mokra, że wsuwam się bez oporu, i oboje jęczymy, gdy w nią wchodzę. Jej cipka obejmuje mnie ciepło i ciasno, a ja czuję każdą fałdkę, która oplata mój trzon. „O Boże, Lena”, jęczę, „jesteś taka ciasna, taka gorąca.” Śmieje się cicho, triumfalny dźwięk, który czyni mnie jeszcze twardszym.
Zaczynam pchać, najpierw powoli, głębokimi, szerokimi ruchami, które wyrywają jej jęki. Każde pchnięcie wbija mój członek głęboko w nią, a ja widzę w lustrze, jak jej piersi kołyszą się przy każdym ruchu. Jej sutki są twarde, pochylam się, by wziąć jeden z nich do ust, podczas gdy nadal w nią pcham. Jęczy głośniej, jej dłonie wbijają się w prześcieradło, biodra unoszą się ku moim pchnięciom. „Mocno”, dyszy, „przeleć mnie mocniej!” Słucham się, przyspieszam tempo, wbijam członek głęboko w jej cipkę, aż klaszcze, mokry, mlaskający dźwięk, który lustra odbijają tysiąckrotnie. Widzę nas z góry, z boku, z przodu – nieskończony obraz dwóch ciał splecionych ze sobą, które się pieprzą, jakby nie było jutra.
„Spójrz na nas”, jęczę, „spójrz, jak cię pieprzę.” Jej oczy otwierają się, i widzi nas w lustrze, widzi, jak mój kutas znika w niej, jak jej cipka obejmuje moją laskę, jak sok spływa po jej udach. „Tak”, jęczy, „widzę to, widzę, jak mnie pieprzysz, jak mnie bierzesz.” Jej oddech przyspiesza, mięśnie napinają się, i czuję, że jest blisko orgazmu. Ale ja jeszcze nie chcę dojść, chcę, żeby najpierw doszła ona, żeby oddała się wszystkim tym spojrzeniom za szybami. Zwalniam tempo, wyciągam kutasa prawie całkiem z niej, żeby potem wsunąć go z powrotem powoli, dręcząco powoli. Jęczy z frustracją, jej biodra drgają. „Nie, nie przestawaj”, błaga, „proszę, pieprz mnie, pozwól mi dojść.”
„Jeszcze nie”, mówię, „najpierw chcę cię wziąć od tyłu.” Wycofuję się z niej, a ona klęka, podpierając się na dłoniach, jej tyłek uniesiony, zaproszenie. Widzę jej odbicie w lustrze: jej wilgotną cipkę, która się otwiera, gotowa na mnie. Prowadzę kutasa z powrotem do jej warg sromowych i wsuwam się w nią jednym, twardym pchnięciem. Krzyczy, przenikliwy, rozkoszny krzyk, a ja chwytam jej biodra i zaczynam ją pieprzyć, twardo i głęboko, każde pchnięcie wbija mojego kutasa w nią aż po nasadę. Jej cipka jest tak mokra, że słyszę ten dźwięk, mokre mlaskanie, które czyni mnie jeszcze bardziej dzikim. „Tak, pieprz mnie”, jęczy, „pieprz mnie jak dziwkę, pozwól mi być twoją dziwką.” Jej słowa napędzają mnie, i wbijam w nią kutasa, aż jej piersi kołyszą się przy każdym pchnięciu.
Widzę nas w lustrze: jej uniesione pośladki, poruszające się przy każdym pchnięciu, mój kutas, który w niej znika, sok spływający po jej nogach. Anonimowe spojrzenia za szybami wżerają się w moją skórę, i czuję, jak podniecenie we mnie narasta. Lena jęczy bez przerwy, jej głos ochrypły z rozkoszy. „Dochodzę”, dyszy, „zaraz dojdę, proszę, pozwól mi dojść!” Obejmuję ją i znajduję jej łechtaczkę, pocieram ją kciukiem, podczas gdy nadal w nią wbijam. Jej ciało napina się, jej cipka zaciska się wokół mojego kutasa, i krzyczy, gdy orgazm ją ogarnia. Czuję, jak jej mięśnie pulsują wokół mojego kutasa, jak jej sok spływa po moim żołędziu, i to jest dla mnie za dużo. Ostatnim, głębokim pchnięciem wyładowuję się w niej, moje nasienie tryska w nią, podczas gdy jęczę i drżę. Czuję, jak wewnątrz niej płynie, jak jej cipka wsysa każdą kroplę, i zostaję w niej, aż ostatni dreszcz opadnie.
Powoli wysuwam się z niej, a moje nasienie wypływa z jej cipki, białą nitką lądując na prześcieradle. Leżymy oboje, dysząc, spoceni, i patrzymy na siebie w lustrze – naga, wyzwolona para, otoczona niezliczonymi wersjami samej siebie. Spojrzenia za szybami wciąż tam są, ale teraz są obojętne. Liczy się tylko my dwoje, gubiący się w lustrach. Lena odwraca się do mnie, jej oczy wciąż ciemne od pożądania. „To dopiero początek”, szepcze, a ja wiem, że ma rację. Lustra jeszcze nie raz nas zobaczą.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
