Ta historia została stworzona automatycznie przy wsparciu AI. Wszystkie osoby są pełnoletnie. Od 18 lat.

Para osiadała ciężko na jej skórze, przyklejała się jak drugie płótno do ramion, podczas gdy Lena przyglądała się jej przez wilgotne powietrze. „Znowu masz ten wzrok?”, zapytała, szturchając ją łokciem w bok. Wzruszyłam ramionami, czując, jak gorąco wypełnia moje płuca. „Jaki wzrok?” „Ten, który mówi: zastanawiam się, jak zaciągnąć ją do łóżka.” Lena uśmiechnęła się szeroko, a ja nie mogłam się powstrzymać, by nie odwzajemnić uśmiechu, chociaż puls bił mi szybciej. Siedziałyśmy w łaźni parowej sauny, powietrze było gęste i wilgotne jak mokre płótno, które owijało się wokół każdego oddechu. Naprzeciwko, na dolnej ławce, Marie siedziała z zamkniętymi oczami. Jej głowa była odchylona do tyłu, ramiona spoczywały luźno na udach, palce lekko rozstawione. Krople potu spływały po jej ramionach, zbierały się w zagłębieniu między piersiami, błyszczały w rozproszonym świetle małej lampki, która przebijała się przez mgłę. Obserwowałam, jak kropla powoli spływa po jej skórze, podąża za linią mostka, aż znika w materiale ręcznika, który był luźno owinięty wokół jej bioder.
„Jest atrakcyjna”, przyznałam i odwróciłam wzrok, ale to nic nie dało. Obraz wypalił się za moimi powiekami. „Ale nie myślę o łóżku.” „Kłamczucha.” Lena mrugnęła, jej głos brzmiał rozbawiony i ochrypły od gorąca. „Znam cię. I wiesz co? Też uważam, że jest gorąca.” Ta szczerość mnie zaskoczyła. Byłyśmy razem pięć lat, a Lena nigdy nie była zazdrosna, ale nigdy nie wypowiadała się tak wprost. Położyła dłoń na moim udzie, palce powoli wędrowały wyżej, kreśląc chaotyczne wzory na wilgotnej, zaczerwienionej skórze. „Wyobraź sobie, my obie… i ona.” Ta myśl ścisnęła mi gardło. Serce waliło mi nie tylko od gorąca, pulsowało w żebrach jak zwierzę, które chciało się wyrwać. „Jesteś pewna?”, zapytałam, a mój głos brzmiał obco, zbyt cicho. „Jestem ciekawa”, szepnęła, a jej oddech musnął moje ucho, ciepły i słony. „I chcę, żebyś zobaczyła, jak mnie to podnieca.”
Marie otworzyła oczy, złapała moje spojrzenie. Leniwy, zapraszający uśmiech rozlał się na jej ustach, powoli, jak kwiat rozkwitający w cieple. „Czyż nie jest tu cudownie?”, zapytała, a jej głos brzmiał głęboko i gładko. „Zapomina się o całym świecie.” „Tak”, wychrypiałem, podczas gdy palce Leny pocierały mojego penisa, który natychmiast stwardniał, nie do przeoczenia pod cienkim ręcznikiem. Oparłem się do tyłu, próbując rozluźnić mięśnie, ale napięcie we mnie rosło, ciągnęło się przez brzuch jak struna napięta do zerwania. Lena wstała, mruknęła coś o zimnej wodzie, a jej palce oderwały się od mojej skóry, pozostawiając chłodny ślad. Drzwi się otworzyły, fala chłodniejszego powietrza wtargnęła na chwilę, po czym znów zapadły w zamku. Marie i ja zostaliśmy sami w parnym pomieszczeniu, tylko ciche syczenie kamieni i nasz oddech wypełniały ciszę. Ona wyprostowała się, przysunęła bliżej, jej ruchy płynne jak woda. „Wyglądasz na spiętego”, powiedziała łagodnie, a jej głos rozpłynął się w wilgoci. „Mam cię wymasować?” „Chętnie”, wykrztusiłem, a moje usta były suche, choć powietrze wokół mnie ociekało wilgocią.
Stanęła za mną, jej dłonie spoczęły na moich ramionach. Ucisk jej palców rozwiązywał węzły, ale moje napięcie rosło w nieskończoność. Jej piersi musnęły moje plecy, miękkie i ciężkie, a ja słyszałem jej cichy oddech, czułem jej zapach – sosna, mydło, coś dzikiego, co wyrywało się spod gorąca. Posuwała się powoli do przodu, ugniatała moje łopatki, jej kciuki wbijały się w napięte mięśnie, przesuwały po moim kręgosłupie, każde dotknięcie wysyłało fale przyjemności przez moje ciało, które zbierały się w miednicy. Potem uklękła, jej dłonie przesunęły się po mojej klatce piersiowej, brzuchu, niżej, aż opuszki palców znalazły krawędź ręcznika. Pociągnęła za niego, powoli, a len opadł na bok. Lena wróciła, usiadła naprzeciwko mnie na ławce, jej nogi były lekko rozchylone, oczy lśniły wilgotno, gdy nas obserwowała. „Kontynuuj”, powiedziała, a jej głos brzmiał głęboko i chrapliwie. „Pokaż mu, co potrafisz.”
Marie usłuchała. Jej wargi musnęły moją szyję, język wytyczył mokry ślad nad pulsującą żyłą, która biła pod moją skórą. Potem pocałowała mnie, głęboko i zachłannie, i na chwilę zapomniałem o spojrzeniu Leny. Jej język badał moje usta, igrał z moim, ssał moją dolną wargę, aż spuchła. Smakowała solą i miętą, a ja odwzajemniłem pocałunek, przyciągnąłem ją bliżej, moje dłonie znalazły jej talię, wsunęły się pod ręcznik, po wilgotnej, gorącej skórze jej bioder. Gdy się odsunęła, szepnęła Lena: „Chcesz ją lizać?” Marie skinęła głową, uwolniła się z mojego uścisku, położyła się na ciepłej ławce. Przeciągnęła się, nogi lekko rozchylone, zapraszająco. Ręcznik zsunął się na bok, odsłaniając jej środek, wilgotny i lśniący w rozproszonym świetle. Zawahałem się, ale Lena delikatnie przycisnęła moją głowę, jej palce wbiły się w moje włosy. „Zrób to. Dla mnie.” Pochyliłem się, poczułem smak soli i potu, skóra jej wewnętrznych ud była gładka i ciepła. Marie pachniała sosną i mydłem, podnieceniem, ciężkim, słodkim zapachem, który uderzył mi do głowy. Jej wargi sromowe były gładkie i wilgotne, pocałowałem je delikatnie, zanim mój język odnalazł jej środek. Jęknęła, głęboki, gardłowy dźwięk, który wibrował w wilgotnym powietrzu, a jej biodra uniosły się ku mnie, napierając na moją twarz. Lena obserwowała nas z błyszczącymi oczami, jej dłoń wędrowała między jej własne nogi, poruszała się pod ręcznikiem, który leżał na jej łonie. „Tak, właśnie tak. Widzisz, jakie to podniecające?”, sapnęła, a jej głos załamał się z podniecenia. „Chcę cię czuć w sobie, podczas gdy ty ją liżesz.”
To było przytłaczające. Moja dłoń pracowała między nogami Leny, znalazła jej wilgoć, wsunęła się w nią, podczas gdy mój usta rozpieszczały Marie. Lizałem jej perłę, krążyłem językiem, ssałem delikatnie, aż błagała o więcej, jej biodra unosiły się i opadały, przyciskając swój rytm do mojej twarzy. Smakowała słodko i korzennie, a ja nie mogłem się nasycić, zanurzałem się w jej wilgotnym żarze, piłem każde drgnienie. Lena jęczała obok mnie, jej dłoń na moim członku, prowadziła mnie do swojego wejścia. Była gotowa, mokra i gorąca, jej palce przesunęły się po moim żołędziu, zanim mnie w sobie umieściła. Wszedłem w nią, a ona krzyknęła cicho, dźwięk, który umarł w wilgoci. Rytm przyspieszył – wbijałem się w Lenę, jej nogi owinęły się wokół moich bioder, a między pchnięciami lizałem Marie, aż jej ciało zadrżało. Jej palce wbiły się w moje włosy, przyciągnęły mnie mocniej do siebie, a ona doszła z przeciągłym krzykiem, który rozpłynął się w parze, jej orgazm pulsował na moim języku, a ja piłem każde drgnienie, aż opadła bezwładnie na ławce, piersi unosiły się i opadały szybko.
Potem Lena pociągnęła mnie w górę, jej dłonie były władcze, sama ułożyła się pode mną na ławce, rozłożyła nogi, jej oczy wyzywały mnie, ciemne i lśniące. „We mnie” – błagała, jej głos był ochrypły. „Wejdź we mnie.” Posłuchałem, wbiłem się w nią głęboko, jej gorąco objęło mnie w całości, i poczułem, jak Marie się porusza, kładzie palce na łechtaczce Leny, pociera ją, miarowo i mocno. Lena jęknęła, jej wnętrze zacisnęło się wokół mnie, falując, a ja puściłem się, spełniłem się w niej, mój szczyt porwał mnie, fale rozkoszy, które nie chciały się skończyć, moje ciało drgało w rytmie moich pchnięć, aż padłem na nią wyczerpany. Leżeliśmy tak, spleceni, mokrzy i rozgrzani, nasza skóra kleiła się do siebie, podczas gdy para otulała nas jak drugie płótno, oddzielające nas od świata. Po chwili Marie się uwolniła, usiadła prosto, jej włosy przykleiły się do czoła, policzki miała zaróżowione. „To było cudowne” – powiedziała cicho, a jej głos zabrzmiał miękko jak aksamit. Lena uśmiechnęła się, przyciągnęła mnie bliżej, jej dłoń spoczęła na mojej piersi, jej serce biło pod moimi opuszkami, spokojnym, równym rytmem. „Tak, było.” Trwaliśmy w ciszy, tylko syk kamieni i nasz coraz spokojniejszy oddech wypełniały przestrzeń. Palce Marie przesunęły się po moim ramieniu, lekkie, delikatne dotknięcie, które zostawiło gęsią skórkę. Lena odwróciła głowę, ich spojrzenia spotkały się nad moim ramieniem, a w jej oczach pojawiło się coś nowego, coś, czego nie umiałem nazwać. Uśmiechnęła się, małym, świadomym uśmiechem, a dłoń Marie pozostała na moim ramieniu, ciepła i ciężka. Para buchnęła, gdy drzwi znów się otworzyły, a podmuch chłodnego powietrza musnął naszą skórę. Na zewnątrz czekał zimny basen, szum wody, świat, który miał trwać dalej. Ale tutaj, w dusznej cieple, między biciem serca Leny a opuszkami palców Marie, czułem, że to początek.
Głosy społeczności
Jeszcze nie ma głosów — powiedz pierwsza, co Cię podnieciło.
